Politycy jak influencerzy
Kampania prezydencka 2025 roku pokazała, że kanały na mediach społecznościowych przestały być tylko nośnikiem informacji, a stały się narzędziem walki o uwagę opinii publicznej. Oficjalne konta, które jeszcze kilka lat temu powstawały, by dostarczać komunikaty o działaniach państwa, województwa czy miasta dzisiaj coraz częściej służą do mobilizacji własnych zwolenników.
Internet stał się podstawową przestrzenią komunikacji i debaty publicznej. Według danych Global Web Index, w październiku 2024 roku 64% światowej populacji aktywnie korzystało z mediów społecznościowych, spędzając na tych platformach średnio 2 godziny i 19 minut dziennie (Chaffey, 2024). Media społecznościowe stały się więc najprostszym i najskuteczniejszym kanałem kontaktu z wyborcami. Żaden uczestnik życia politycznego – niezależnie od tego, czy jest członkiem sztabu, kandydatem na prezydenta czy szeregowym posłem – nie może dziś obyć się bez komunikacji w serwisach społecznościowych. Jeszcze dekadę temu internet w kampaniach wyborczych traktowano jako osobną kategorię działań – istotną, ale nie kluczową. Obecnie to właśnie komunikacja online stała się podstawowym narzędziem prowadzenia kampanii. Nie ma więc odwrotu – politycy będą wykorzystywać media społecznościowe zarówno do budowania swojej pozycji, jak i do moderowania przekazu w sposób dla nich korzystny. Bez zwycięstwa w internecie nie da się już wygrać wyborów.
Wzrost znaczenia roli mediów społecznościowych w polityce widać po zwiększeniu wydatki na media społecznościowe w kampaniach wyborczych. Przykładowo, podczas wyborów w Stanach Zjednoczonych Kamala Harris przeznaczyła aż 113 milionów dolarów na reklamy w Meta (co odpowiada PKB niewielkiego kraju) oraz 4,5 miliona dolarów na promocję w TikToku. Dla porównania, całkowite wydatki Donalda Trumpa na reklamy w mediach społecznościowych wyniosły 17 milionów dolarów. W przypadku zwycięzcy wyborów nie można jednak pominąć znaczenia wiralowości jego treści oraz wsparcia ze strony właściciela platformy X (dawniej Twittera), Elona Muska. Czynniki te mogły zapewnić Trumpowi znacznie większe dotarcie przy relatywnie niższych kosztach. Harris nie mogła liczyć na podobną przychylność ze strony żadnego z medialnych gigantów.




