„Świecie dziwny”
choreografia: Robert Glumbek

„Coming Togheter”
choreografia: Kevin O’Day

Opera na Zamku w Szczecinie 

Autor

Daniel Źródlewski

Choć obie choreografie – „Świecie dziwny” oraz „Coming Together” – zmieszczono w jednym teatralnym wieczorze, to nie sposób mówić o nich razem. To dwa zupełnie różne światy pod każdym względem – muzyki, tematyki, atmosfery i wreszcie technik tańca. Jest jedna wspólna cecha, która łączy obie realizacje – wirtuozeria i mistrzostwo (realizacji oraz wykonania)!

Robert Glumbek w „Świecie dziwnym” sięgnął do twórczości Ewy Demarczyk, Marka Grechuty oraz Czesława Niemena. To nie tylko piękne i mądre ponadczasowe utwory, ale także niezwykłe nawiązanie
do pandemicznej rzeczywistości – bo jest w nich, jak mówi sam twórca spektaklu, spory ładunek nadziei i tęsknoty. Nie sposób także inaczej zinterpretować zaczerpniętego z utworu Niemena tytułu spektaklu, który wiele mówi o momencie, w którym przyszło nam żyć. A propos dziwienia się: jak stworzyć choreografię do tak specyficznych utworów? Glumbek nie wsłuchuje się melodie czy rytmy utworów, przekłada na ruch ich atmosferę oraz esencje poetyckich tekstów. Jego choreografie to złożone opowieści, ale zamiast słów pisane ciałem i ruchem. Zachwyca subtelność choreografii (znakomita scena przy stole) oraz adekwatne jej wpisanie w sceniczną przestrzeń (i wymowną dekorację Tijany Jovanović). Poprzez postać „Malowanego ptaka” Glumbek porusza rozpalający do czerwoności problem polskiej akceptacji inności (przynajmniej przez niektóre środowiska). Faktycznie „Dziwny jest ten świat”. Brawo za odwagę i wyczucie!

Druga część wieczoru ma zupełnie odmienny charakter. Horyzont sceny stanowi skąpana w czerni orkiestra Opery na Zamku (perfekcyjnie przygotowana i poprowadzona przez Jerzego Wołosiuka), w składzie uzupełnionym przez znakomitych muzyków oraz wokalistę – aktora Konrada Pawickiego. W tej części spektaklu taniec zdaje się nie tyle ustępować awangardowej muzyce Frederica Rzewskiego, co niemal organicznie z nią egzystować. Niepokojące dźwięki przenikają tancerzy, wyzwalają ich ruch, gesty. Zgodnie z wymową utworu Kevin O’Day zbudował z tancerzami grupowe układy (nie tylko symbolicznie) podkreślające znaczenie wspólnoty. W tańcu ma to kompozycyjne znaczenie, zawsze zachwycające. Konrad Pawicki deklamując siedmiowersowe strofy wprowadza widzów w trans. Rozpoczyna się niezwykła gra, z zaskakującym finałem, jakim jest zrozumienie opowieści. Tematyka dwóch utworów Rzewskiego – tytułowy „Comming Togheter” oraz „Attica” – jest inspirowana wydarzeniami z nowojorskiego więzienia z 1971 roku, kiedy osadzeni protestowali przeciw ich bestialskiemu traktowaniu. To niezgoda na bezprawie i okrucieństwo, przekornie i przewrotnie pokazana w tak pięknej formie. Ocena wspólna dla obu realizacji maksymalne 6/6. x

Prestiż  
Październik 2021