Nie zobaczysz mnie na protestach. Pomimo, że bywają czasem w słusznej sprawie. Powodowani równie słusznym gniewem, moi krajanie protestują, a ja nie. Nie chodzę z kartonikiem i nie krzyczę bezradnie. Na przekór i na pohybel opinii znanej szczecinianki, która pochopnie nazywając mnie „kodziarskim konferansjerem”, zmuszona została do przeprosin i wsparcia owsiakowej Orkiestry.

Ale, że zacytuję: „kot srał…” opinię znanej szczecinianki.

Na protesty nie chadzam z prostej przyczyny: otóż ci, do których kierowany jest protest, to najczęściej aroganccy głupcy, którym kilogramem kitu wiszą zgrupowania ludności wymachującej czym kto tam ma. Szyderczo patrzą w ekran znienawidzonej stacji tiwien i głęboko w dupie mając protestującego suwerena, nakładają sobie kolejną łyżkę kawioru. Nie idźmy tą drogą. Nawet najbardziej masowe spotkania, marsze i protesty, są niczym rzucanie grochem o ścianę. Dyskutować można z partnerem, który zrozumie to, o czym mówimy. Inaczej jest to przysłowiowe rzucanie pereł przed wieprze.

Moja propozycja protestów przeciwko dramatycznej obniżce poziomu intelektualnego i kulturalnego społeczeństwa jest następująca: chodź na biletowane koncerty, kupuj książki i płyty, odwiedzaj teatry, filharmonię i operę, wyłącz telewizor – włącz rozum!

Kupując tomik wierszy lokalnego poety, dajesz Mu nadzieję i realny grosz na życie. Swoją obecnością na biletowanym koncercie Muzyka – sąsiada, wpierasz Go w trudnej walce z jeszcze trudniejszą codziennością. To Oni, muzycy, poeci, aktorzy stanowią o tym, że wciąż warto żyć i mieszkać tu, w tym, a nie innym miejscu na ziemi.

To nic, że szczecińskie media (wbrew obowiązkowi krzewienia kultury lokalnej, który nakazuje im misja) w nosie mają szczecińskich twórców. To nic, że telewizja za funkcjonowanie której płacisz niemałe pieniądze, oferuje Ci w zamian… to co oferuje (nie mogę tego opisać, bo mam wewnętrznego cenzora na brzydkie słowa).

Protestuj. Każdego dnia, każdej godziny. Wspierając swym protestem tych, którzy na wsparcie zasługują. Lekceważąc prostacką ofertę mediów narodowych i natarczywe próby schamienia życia społecznego, czynione przez tych, którzy na życie nasze wpływ mają niemały, dajesz im dosadny znak na brak na takie działania swojej zgody.

Jest jeszcze jedna forma protestu. Wymaga ona jednak, większego wysiłku od protestującego. Oto bowiem przykład: mieszka w Szczecinie człek tyle zdolny, co skromny. Mam na uwadze znakomitego lutnika, gitarzystę i poetę Irka Skoczkę, który niedawno spotkał swojego kolegę, również gitarzystę. Temu drugiemu los nie sprzyja i nie wszystko układa się w życiu tak, jakby można się było spodziewać.

Co robi Irek? Ano protestuje, wybierając na formę protestu sposób zwany człowieczeństwem. Wśród swoich licznych znajomych organizuje spontaniczną zbiórkę rzeczy potrzebnych i w krótkim czasie wyposaża kolegę w to, co do życia niezbędne. Niby rzecz prosta, ale jakże rzadko spotykana. Pomysł Irka można naśladować, on nie rości pretensji do wyłączności bycia człowiekiem i kolegą. No, ale on ma pracownię przy ulicy Rayskiego, a tam większość ma ogromne serca i przyjazne dusze.

Ten młodziutki jeszcze rok 2022 do najłatwiejszych należeć raczej nie będzie i powodów do protestów przyniesie nam sporo. Wybór, w jaki sposób będziemy dawać wyraz naszej dezaprobaty wobec różnych bezeceństw, jest sprawą indywidualną. Myślę jednak, że najgorzej mają ci, pozostający obojętni. Choć jest jedna okoliczność gorsza od obojętności. Czas, gdy trzeba się schylić po kamienie. Czego nikomu z nas nie życzę.