Anna Ołów – Wachowicz „Frida”
Willa Lentza, reż. Arkadiusz Buszko, wyk. Olga Adamska
Przedwojenny Stettin, dotychczas znany ze starych pocztówek i kilku przypadkowych nagrań filmowych, wreszcie doczekał się… twarzy! Tak, Olga Adamska poprzez swoją bohaterkę – Fridę Doering wyraża wszystko to, czego o dawnym mieście nie tyle co nie wiedzieliśmy czy nie rozumieliśmy, ale… nie czuliśmy. To znakomite przywołanie genius loci Willi Lentza i przedwojennego Stettina.
Buszko postawił w tej pracy na teatralny minimalizm. „Frida” jest spektaklem sauté. Wybornie wysmażonym, ale bez panierki. Nie doprawia tekstu oraz aktorskiego kunsztu Adamskiej zbędnymi „przyprawami”. Pozostawił aktorkę samą na pustej, okotarowanej na czarno, scenie. Nie ułatwił jej zadania żadnym rekwizytem, scenografią czy multimediami. Zaufał sile opowieści i brawurowemu aktorstwu. Surowa narracja jest subtelnie ilustrowana smutnymi dźwiękami wiolonczeli oraz fragmentami „Dichterliebe” Roberta Schumanna.
Adamska tworzy postać odważną, wyrazistą, ale przede wszystkim konsekwentną. W mgnieniu oka przeistacza się ze zgorzkniałej staruszki w przebojową bogaczkę. To wyczerpujące studium kobiecości - ponadczasowe, uniwersalne. W jednej scenie jest zmęczoną życiem i jego troskami wyniosłą matroną (kobietą – instytucją), by w kolejnej epatować seksapilem oraz nieposkromionym dystansem do siebie i sytuacji. To ostanie dotyczy nie tylko postaci Fridy, ale także samej Adamskiej, która bezbłędnie wybrała fragmenty, które obdarzyła sarkazmem i ironią, wywołując na widowni salwy szczerego śmiechu.
Dzięki teatralnej maszynie czasu możemy poczuć atmosferę przedwojennego Stettina. Frida w swojej opowieści powołuje się na wiele faktów, przywołuje znane postacie oraz nieistniejące już miejsca i nazwy. Równolegle z losami rodziny i miasta poznajemy historię kolekcji malarstwa europejskiego Doeringów. Małżonkowie zasłynęli jako wytrwani znawcy sztuki i kolekcjonerzy. Płótna wielkich mistrzów szybko wypełniły ściany ich rezydencji – Corinth, Dekkert, Leistikow, Liebermann, Slevogt, a także grafiki Rembrandta czy Dürera. Autorka świetnie ujęła wątek sztuki wynaturzonej (Entartete Kunst), który z kolei brawurowo opracował formalnie Buszko – scena, w której Frida odczytuje manifest nazistów. Zarówno ta scena, oraz kilka poprzednich, w tym dość powściągliwy zachwyt bohaterki nad wizytą Hitlera w Stettinie, każą myśleć o Doeringach jako nieprzychylnym narodowym socjalistom. Fakt, że ich dom, już po wyprowadzce Fridy, miasto przekazało na siedzibę NSDAP, należy uznać za okrutny i bezwzględny chichot historii. Willa na długie lata stała się brunatna...
Opowieść o Fridzie Doering, a także wcześniejsza produkcja „1888. Willa miłości” (opowiadająca o losach pierwszych właścicieli – Lentzach), składają się na trudną, lecz ciekawą historię miasta. Okazuje się, że wciąż pełną nieodkrytych tajemnic i fascynujących niuansów. Czy przywołanie postaci Fridy Doering jest początkiem nowego rozdziału o pamięci przeszłości?
Czy uda się zorganizować wystawę, ściągając do Szczecina obrazy z rozproszonej dziś po Europie, kolekcji? Jakby co, to numer domu wciąż ten sam. Dzisiejsza aleja Wojska Polskiego w znakomitej większości zachowała dawną numerację przedwojennej Falkenwalder Straße. Willa Lentzów i Doeringów wciąż opatrzona jest numerem 84. Może dlatego Frida, bez problemu trafiła na spektakl…




