Jest taki, chyba niezbyt znany (może się mylę), a genialny i mega śmieszny skecz Latającego Cyrku Monty Pythona pt. „Pearl Harbor”. Jeżeli nie, szczerze polecam! Znajdziecie go na You Tube. Dlaczego o nim wspominam? Bo nie chcę być złym prorokiem, ale tak może się skończyć najnowsza, jak to mówi teraz młodzież, „g...no burza” jaka się rozpętała w Szczecinie. A chodzi o pomniki w formie ławeczek. Obiekty popularne w całej Polsce, jest ich kilka także w Szczecinie np. w Parku Andersa. Były, są i pewnie będą, ciesząc się mniejszą lub większą popularnością. Jakoś nikomu chyba specjalnie nie przeszkadzały. Ale ostatnio w Szczecinie pojawiły się głosy, że już czas skończyć z tymi ohydztwami, plebejskimi instalacjami ustawionymi dla pospólstwa i ku uciesze gawiedzi, takie jakieś disco polo rzeźby. No cóż, póki co, to jeszcze w miarę wolny kraj. Można mówić, prawie wszystko, co się chce. Tylko jak pokazuje życie siła disco polo, w różnej formie, jest ogromna i ma ono spory wpływ na to, co się dzieje w kraju. W każdym razie zaczęła się kolejna szczecińska kotłowanina. Na razie w internecie zwolennicy i przeciwnicy ławeczek ścierają się w miarę kulturalny sposób. Nie wiadomo czy dyskusja nie przybierze na sile, nie wymknie się spod kontroli i "bitwa o ławeczki" nie przeniesie się na ulice. W takim przypadku skecz Latającego Cyrku Monty Pythona może być bardzo na czasie. Ale przecież jest pewne pokojowe rozwiązanie. Może w Szczecinie powinien powstać Park Rzeźb Wszelakich w których stanęłyby pomniki będące ucieleśnieniem życzeń tych od rzeźbiarskiego „disco polo” jak i te zaspokajające pragnienia i ambicje lokalnych znawców sztuki przez duże „Sy”? Szczecin dużym miastem jest i jak pisał poeta "dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba". No chyba, że ktoś poczuł powołanie oraz misję i koniecznie chce przypominać osobnika opisanego przez jednego z głównych bohaterów „Poranka kojota” (dla niektórych to takie filmowe disco polo): „zapchałeś sobie głowę jakimiś pierdołami o żabach i teraz na siłę próbujesz zainteresować tym innych".

* W pierwszy dzień października w Szczecinie pojawiła się delegacja z Poznania w składzie: piłkarska drużyna Lecha oraz tamtejszy lokalny artysta street artu (czyli po prostu graficiarz) niejaki „Kawu". Ale ich wizyta była kompletnie nieudana, a nawet zakończyła się sromotną porażką. Najpierw Lech dostał masakryczne „bęcki" od Pogoni Szczecin - 5:0! Poznaniacy łudzili się może jeszcze, że ich hańbę przykryje nieco dzieło artysty „Kawu". Bo osobnik ów zasłynął z malowania na stadionach rywali koziołka w barwach Lecha Poznań. Udało mu się to na wielu znanych stadionach m.in. Fiorentiny, Spartaka Trnawa czy Legii Warszawa. A w Szczecinie kompromitacja, bo został złapany „in flagranti” przez grupę kibiców Pogoni Szczecin. Nasi od razu pochwalili się swoją zdobyczą na Instagramie. Na filmiku widać poznańskiego artystę ze spuszczoną głową otoczonego przez czterech zamaskowanych mężczyzn. Mało tego. „Kawu" został zmuszony, aby wydeklamować „Pogoń Szczecin niezwyciężona, koziołek sp*******ł do Pacanowa”. Jak twierdzi pewna gazeta kibice Pogoni, jeszcze w trakcie meczu, wywiesili na jednej z trybun transparent z hasłem "Taki morał z tego płynie nie zmalujesz nic w Szczecinie". Na banerze znalazł się również koziołek, który trzymał odwrócony herb Lecha Poznań. A taki symbol, to podobno zniewaga w środowisku kibiców. Nie ma wątpliwości, że poznaniacy podejmą kolejną próbę wymalowania koziołka na stadionie Pogoni. Liczymy na czujność naszych kibiców i podsyłamy hasło: „Powtórna robota? Znowu będzie wtopa!” lub „spróbuj w Szczecinie namalować koziołka, wyjdziesz na matołka”.

* Sławny nadmorski trójnogi wilk Kamyk, który kilka tygodni temu uciekł podkopem z woliery Wolińskiego Parku Narodowego został schwytany! Sprytnie umykał z przygotowywanych na niego zasadzek, ale w końcu wpadł w pułapkę. Podobno jeden z pracowników WPN przebrał się za Czerwonego Kapturka i z koszykiem pełnym smakowitości oraz bonami promocyjnymi na zakupy w lokalnych dyskontach spożywczych przechadzał się po lesie kusząc Kamyka. Gdyby to nie zadziałało w odwodzie był przygotowany drugi pracownik parku przebrany za babcię. Kiedy Kamyk odkrył podstęp, zrobił wielkie oczy i próbował uciec. Nie udało się. Trafiono go strzykawką ze środkiem usypiającym. Według najnowszych informacji już się wyspał i szykuje nowy podkop.

 

Prestiż  
Październik 2023