Podobno bukmacherzy już obstawiają zakłady jaki film wygra tegoroczne święta Bożego Narodzenia w TV. Czy będzie to nieśmiertelny Kevin samotnie walczący ze zbirami we własnym domu lub Nowym Jorku, Profesor Wilczur ratujący ludziom życie oraz zdrowie nie biorąc za to zapłaty, czyli „Znachor”, Andrzej Kmicic, czyli przypiekany na wolnym ogniu nawrócony szlachecki watażka, który z miłości do kobiety i Ojczyzny odrzuca służbę dla zdrajcy, krew swą przelewając na prawie wszystkich frontach walk ze Szwedami, czyli „Potop” a może świąteczne perypetie m.in. premiera Wielkiej Brytanii, czyli „To właśnie miłość” z plejadą gwiazd filmowych z najwyższej półki. Pod uwagę brane są także cztery odsłony „Listów do M.” m.in. z Tomaszem Karolakiem w stroju Mikołaja szukającego miłości w grudniu po południu, szalona rodzina Griswoldów z Chavy Cheesem na czele i jej przygodami w czasie świąt, czyli „W krzywym zwierciadle: Witaj święty Mikołaju”, kolejne dwie części Trylogii – „Pan Wołodyjowski” oraz „Ogniem i mieczem”, czy też pierwsza i druga część przygód bohaterskiego policjanta Johna McClane, któremu Boże Narodzenie próbują zepsuć terroryści różnej maści zamieniając je w sylwestrowy pokaz fajerwerków, czyli „Szklana pułapka”.

Warto jednak czasami pogrzebać w polskim kinie sprzed lat. Bo są jeszcze takie dwa filmy, które być może przewiną się gdzieś na polskich kanałach telewizyjnych, choć zazwyczaj w porach bardzo oryginalnych, a nawet ekscentrycznych – albo „krwawym świtem”, albo jak ludzie są w pracy czy też w gorączce świątecznych przygotowań lub też późno w nocy, kiedy, jak mawia Ferdek Kiepski, „trzeba spać, żeby rano do roboty wstać”. Powstały w latach 70. ubiegłego wieku, a więc w epoce nazywanej w historii Polski PRL-em. Tu uwaga do młodzieży, która czasami nie wierzy w opowieści starszych od siebie – była już wtedy w naszym kraju elektryczność, telewizja, radio, jeździły pociągi samochody, latały samoloty. Nie są to więc wynalazki ostatnich lat jak być może uważa wielu z Was nie widzących świata poza „komórką” i komputerem. Ale wracajmy do owych filmów. Są nie tylko zapisem realiów tamtych czasów, ale i pewnych ludzkich zachowań oraz wartości, które są takie same niezależnie od epoki – miłość, wierność, tradycja, honor, uczciwość, przyjaźń. Do tego galeria fantastycznych postaci, znakomici polscy aktorzy, wspaniała gra, niezapomniane.

Pierwszy ze wspomnianych filmów, to nieco smutna, ale jednak komedia pt. „Wesołych świąt”. Fabuła w wielkim skrócie – dwóch mężczyzn, pracowników pewnej firmy w Bieszczadach ma zawieźć do Warszawy zdezelowaną ciężarówką transport choinek. Przy okazji świąt chcą odwiedzić znajomych w stolicy. Szofer Ruina (znakomity Krzysztof Majchrzak) malarkę, z którą połączył go namiętny, wakacyjny romans. Drugi z mężczyzn – Stajenny jedzie do kumpla z partyzantki, któremu uratował życie. Ten z kolei zaszedł bardzo wysoko w urzędniczej i partyjnej hierarchii. Dwaj bohaterowie – różne charaktery, wiek, przeżycia. Ale obaj wyjazd do Warszawy zapamiętają pewnie do końca życia. O Ruinie kochanka dawno już zapomniała i jego wizyta wprawia ją w zakłopotanie przed… mężem. Prymitywny szofer stara się dowieść własnej wyższości nad kulturalnym mężczyzną. Ale zostaje upokorzony a jego świat wartości zostaje brutalnie zburzony przez, nowe dla niego, obyczaje warszawskich elit, które mówiąc jego językiem „nie mieszczą się w pale”. Rozczarowanie przeżywa także Stajenny. Kumpel ma dla niego tylko kilkanaście minut. Przyjmie miód i flachę bimbru od Stajennego, ale musi gdzieś biec na jakieś spotkanie. Rezultat wizyty w stolicy dla obu podobny – rozczarowanie. Obaj podróżnicy wracają więc tam, gdzie jest im najlepiej, czyli w Bieszczady. Drugi film, to „Niespotykanie spokojny człowiek” – prawdziwa świąteczna perełka polskiego kina! Kto lubi „Samych swoich”, „Nie mam mocnych” i „Kochaj albo rzuć” ten nie będzie mógł się oderwać od ekranu. Rodak „zza Buga”, gospodarz pełną gębą i jego świąteczne perypetie z synem w wojsku, który chce się żenić. Ale wybranka ojcu nie w smak. A że to człowiek gwałtowności okrutnej, to i wiele zabawnych historii z tego wynika. A teraz spoiler! Wszystko się kończy happy endem, ale nie do końca w stylu Hollywood. Bo główny bohater jeszcze „odkręci taki numer” jakiego w Polsce nie widziano! Kilka scen np. z dopasowywaniem choinki, oficerem w jednostce wojskowej (w tej roli świetny Stanisław Tym) oraz w jaki sposób zmusić kogoś, kto jest na służbie, do wypicia wódki niezapomnianych.

Wystarczy już tego boomerowego gawędzenia. I jak pisał pewien anonimowy XVII – wieczny poeta z Polesia: „Dobrych świąt, niech wszystkie nieszczęścia pójdą sobie stąd. I lepszego roku, niech nam nie pękną spodnie w kroku”.

 

Prestiż  
Grudzień 2023