Anna Chudek-Niczewska

„Matka Putina”

reżyseria i wykonanie: Anna Januszewska

Premiera gościnna w Teatrze Małym, scenie Teatru Współczesnego w Szczecinie

Narracja jest zbudowana wokół swoistej spowiedzi życia Wiery Nikołajewny Putiny, kobiety podającej się za prawdziwą matkę zakały ludzkości – Władimira Władimirowicza Putina. Spowiedź to świecka, bo umowną interlokutorką jest jedna z jej córek. To ona staje się „pośrednikiem” między bohaterką a widzami. Tym samym rzecz nie jest obliczona na efektowne widowisko, lecz szczerą rozmowę.

Januszewska vel Wiera mówi w pierwszej osobie, ale zachowuje przy tym dystans do Putiny, tak jakby ją „opowiadała”. Nie ze wstydu czy obrzydzenia, ale z takiej badawczej pozycji – laboratorium uczuć i emocji. Nie próbuje jej dosłownie naśladować, choćby wiek zaznacza jedynie w początku monologu, przykładając do głowy wzorzystą chustę. Zresztą ta co chwilę powołuje kolejne postaci, a właściwie je szkicuje, uwydatniając charakterystyczne gesty, spojrzenia czy sposób mówienia. Te zmiany postaci wyznaczają rytm, czyniąc opowieść zróżnicowaną i różnorodną. Nie ma tu znużenia, choć przecież losy Putiny nie obfitują w doniosłe czy zaskakujące zdarzenia.

„Matka Putina” to aktorskie mistrzostwo Anny Januszewskiej. Choć „rozmawia” z córką patrzy widzom prosto w oczy takim świdrującym, bolesnym wzrokiem. Za chwilę jednak wybucha rubasznym śmiechem, czaruje subtelną naiwnością albo rozczulającą nieporadnością. Wspaniałe są te najbardziej emocjonalne, rozwibrowane sceny. Siła jej transfiguracji wciąga bez reszty. Ją i widzów. Idziemy za nią, i wierzymy jej w każde słowo, nawet jeśli to nie prawda…

Jest w jej monologu kilka sekwencji, w których zaczynamy małemu Wołodii współczuć. Ot zwykła empatia. Jednak zawsze po chwili następuje otrzeźwienie. Coś w rodzaju autocenzury emocji. Nie wiem na ile to ukryte siły dramatu czy teatru, a na ile zdrowy odruch…

 

Prestiż  
Kwiecień 2024