Recepta na długowieczność
Medycyna estetyczna przestała być w końcu tematem tabu. Postrzegana przez wielu jako objaw próżności, często pomaga kobietom i mężczyznom w powrocie do zdrowia psychicznego, a jako wsparcie odpowiedniego odżywiania i aktywności fizycznej może stanowić receptę na długowieczność.

Tej teorii, w rozmowie z nami, przychyla się Katarzyna Pyrek, linergistka, kosmetolog i właścicielka gabinetu medycyny estetycznej Posh.
Pani Katarzyno, skąd u Pani zainteresowanie tą stroną życia, czyli naszym zdrowiem i wyglądem?
To się zaczęło już w dzieciństwie. Dorastałam w otoczeniu kobiet, zawsze były mi najbliższe. Ponadto w bardzo młodym wieku zdobywałam doświadczenie jako modelka. Do tego wszystkiego interesowałam się sztuką i od dziecka przejawiałam zdolności plastyczne i manualne. Zdobywałam doświadczenie najpierw poprzez lekcje rysunku, a później studiowanie wzornictwa. Na uczelni zajmowałam się m.in. projektowaniem ubrań, akcesoriów, wnętrz i identyfikacją wizualną, ale także zaczęłam pracować jako stylistka paznokci.
Paznokcie były pierwsze, ale to był dopiero początek przygody z kosmetologią?
Przy wykonywaniu paznokci zaczęłam zwracać uwagę także na twarz. Dołączyłam zatem do moich usług dbanie o oprawę oka. Wykonywałam regulację i hennę brwi. Makijaż permanentny, który mnie absolutnie zafascynował, był kolejnym krokiem. Trafiłam pod oko Beaty Zalcman-Błaszczyk, znakomitej lingeristki, która zajmuje się tym od ponad 20 lat. U niej ukończyłam staż. Od tego momentu minęło osiem lat. Przez ten czas zdobywałam doświadczenie, a przy okazji różnego rodzaju nagrody i wyróżnienia, m.in. pierwsze miejsce w kategorii „usta” podczas mistrzostw juniorów.
A to pociągnęło dalszy rozwój.
Tak, cały czas było mi mało (śmiech). Zaczęłam poszerzać zakres oferowanych usług. Kilka lat po zakończeniu edukacji podjęłam kolejne wyzwanie. Są to studia medyczne na kierunku opiekun medyczny. To dla mnie doskonalenie się, kolejne doświadczenia i umiejętności, ale ponad wszystko – przygoda i przyjemność.
Wróćmy jednak do Pani gabinetu i medycyny estetycznej, którą się Pani również zajmuje.
Mam za sobą kilkadziesiąt przebytych szkoleń oraz warsztatów i, jak wcześniej powiedziałam, cały czas się edukuję. Na moje klientki patrzę plastycznym okiem, artystyczne wykształcenie mi w tym pomaga. Wychodzę często poza książkowy schemat. Twarz dla mnie jest bardziej jak płótno. Liczą się proporcje. Mam takie podejście wykonując makijaż permanentny czy innego rodzaju zabiegi. Nie lubię przerysowania, lubię efekty zbliżone do naturalnych. Makijaż czy zabiegi mają być podkreśleniem urody, ale też likwidacją niedoskonałości. Dlatego też bardzo chętnie usuwam nieudany makijaż permanentny, który szpeci, a nie upiększa.
Z jakich zatem zabiegów można skorzystać w Pani gabinecie?
Jeśli chodzi o makijaż permanentny, to wykonuję: brwi, usta, kreski i piegi. Do tego w gabinecie pracuje ze mną moja siostra Julia, która jest dyplomowanym kosmetologiem i świadczy usługi z zakresu kosmetyki białej oraz wykonuje laminację brwi i rzęs. W temacie zabiegów medycyny estetycznej w ofercie mam takie zabiegi, jak m.in. laseroterapia, stymulatory tkankowe, wolumetria twarzy, modelowanie ust, mezoterapia, nici PDO i bardzo popularny wśród celebrytek peeling węglowy. Oprócz tego zajmuję się terapią blizn pooperacyjnych.
Dziękuję za rozmowę.




