Z Tobą też się nie napiję
Nie, dziękuję. Nie piję, bo nie lubię. Nie mam ochoty. Mogą tak bez końca. Odkąd alkohol przestał być priorytetem do odhaczenia na spotkaniach towarzyskich, padały różne pytania. I żadna odpowiedź nie była satysfakcjonująca dla rozmówcy. No bo jak to? Jest karnawał, jest zabawa, a bez kieliszka w dłoni możesz co najwyżej podpierać ścianę. Nieprawda.

Wiele osób utożsamia dobrą zabawę z obecnością alkoholu. To przekonanie, głęboko zakorzenione w naszej kulturze, sprawia, że bez kieliszka w dłoni często jesteśmy postrzegani jako outsiderzy, którzy „psują” atmosferę. Jest to nie tylko krzywdzące, co też oparte na fałszywym założeniu, że to alkohol – a nie my, jako ludzie – decyduje o jakości wspólnie spędzanego czasu. Czy rozmowy stają się mniej szczere, a żarty mniej zabawne? Picie alkoholu jest tak silnie znormalizowane, że niemal nie zauważamy, jak wcześnie ten schemat zaczyna się kształtować. Już w dzieciństwie popularne szampany bezalkoholowe dla najmłodszych symbolizują celebrację, subtelnie przygotowując grunt pod późniejsze zastąpienie ich „dorosłymi” wersjami. Reklamy pokazują idylliczne obrazy: uśmiechnięte kobiety z lampkami prosecco, mężczyzn w garniturach z elegancko podaną whisky. Alkohol wpisuje się w naszą codzienność jako naturalny element świętowania, spotkań towarzyskich czy nawet relaksu po pracy.
Trucizna w kieliszku
Nie ma nic poetyckiego w działaniu etanolu na ludzki organizm. Jego toksyczność jest faktem, o którym lubimy zapominać, tłumacząc sobie, że „wszystko jest dla ludzi” lub „małe ilości są przecież nieszkodliwe”. Spożywany alkohol to neurotoksyna. Najpierw czujemy się zrelaksowani, a później następuje upośledzenie funkcji poznawczych. Tymczasem nadużywanie procentów powoduje skutki, które wykraczają daleko poza kaca – prowadzą do trwałych zmian w strukturach mózgu i wpływają negatywnie na zdolności intelektualne. A tego przecież za wszelką cenę chcielibyśmy uniknąć.
– Zgadza się – mówi psycholożka Magda Olech. – Alkohol wywiera destrukcyjny wpływ na wszystkie aspekty funkcjonowania układu nerwowego. Sprzyja neurodegeneracji, uszkadza neurony, zmniejsza objętość mózgu i hamuje proces powstawania nowych komórek nerwowych. To jednak nie wszystko. Alkohol nasila procesy zapalne w organizmie, negatywnie wpływa na funkcjonowanie jelit, a także znacząco zwiększa ryzyko chorób nowotworowych. Wśród powiązań, które szczególnie warto podkreślić, znajdują się nowotwory wątroby, jelita grubego oraz piersi. Skutki te są długotrwałe i wykraczają daleko poza chwilowe „odreagowanie”, tłumaczone kieliszkiem alkoholu.
– Alkohol jest trucizną również społeczną – podkreśla. – Rozluźnia bariery, owszem, ale w wielu przypadkach zmywa również granice. To element, który w zasadzie ma łączyć ludzi. W rzeczywistości często przynosi odwrotny skutek – dzieli i staje się przyczyną wielopokoleniowych nieszczęść. Jednym z największych zagrożeń jest uzależnienie, które nierzadko zaczyna się od pozornie niewinnych rytuałów, takich jak lampka wina po pracy czy piwo na zakończenie dnia. Z czasem zamiast wolnego wyboru pojawia się przymus – wyczekiwanie na weekend, by się napić lub nieustanna potrzeba „rozluźnienia”. Najważniejsze w kwestii alkoholu są świadomość, kontekst, ilość i częstotliwość spożycia. Nawet ograniczenie picia, np. do wybranych okazji, robienie sobie przerw lub całkowite zrezygnowanie z alkoholu, może znacząco poprawić nasz dobrostan. Do tego zawsze warto zachęcać. Wszystkich zawsze do tego namawiam.
Karnawał bez kaca
„Od dzisiaj nie piję” – słyszymy po każdej mocniejszej imprezie. I tak po każdej następnej. A gdyby tak zakończyć imprezę z pełną świadomością i bez złego samopoczucia nazajutrz? Bez kaca fizycznego i emocjonalnego, bez żenujących opowieści, których bohaterami nikt nie chce być. To wizja, która wcale nie wymaga poświęceń – wręcz przeciwnie, daje poczucie wolności.
– Całkowita rezygnacja z alkoholu lub choćby jego ograniczenie może przynieść znaczące korzyści – zarówno dla naszego mózgu i emocji, jak i ogólnego samopoczucia. Z jednej strony w Polsce wciąż rośnie spożycie alkoholu – jest on łatwo dostępny niemal wszędzie: na stacjach paliw, w sklepach typu Żabka, a tzw. „małpki” sprzedają się w ogromnych ilościach – nawet ok. 3 milionów dziennie, z czego aż milion w godzinach porannych! – Zauważa Magda Olech. – Z drugiej strony można jednak dostrzec coraz większą świadomość wśród młodszego pokolenia – odmawianie alkoholu staje się nie tylko świadomym wyborem, ale wręcz modą.
Skoro już ktoś zdecyduje się na ograniczenie picia alkoholu lub na abstynencję, to jak radzić sobie z niewygodnymi pytaniami i presją społeczną?
– Jeśli ktoś zdecyduje się na ograniczenie picia alkoholu lub całkowitą abstynencję, rzeczywiście warto przygotować się na pytania, komentarze i presję społeczną. Psychologia grupy działa w ten sposób, że osoba wyłamująca się ze schematu automatycznie przyciąga uwagę. To może powodować napięcie, a nawet irytację u innych, co objawia się lawiną pytań: „Dlaczego?”, „Co się stało?”, „Chory jesteś?”, „W ciąży?”, „Masz problem z alkoholem?”, „Jesteś w AA?”. Jak reagować w takich sytuacjach? To zależy od kontekstu, grupy, w której się znajdujemy, oraz tego, jak się w danej chwili czujemy. Nie ma jednego uniwersalnego zestawu odpowiedzi. Możemy odpowiedzieć żartobliwie, stanowczo, łagodnie albo po prostu uśmiechnąć się i zmienić temat. W skrajnych przypadkach warto wycofać się z rozmowy lub odejść. Można też bezpośrednio powiedzieć: „Nie piję, bo nie mam ochoty” albo „To mój świadomy wybór” – puentuje psycholożka.




