Tajemnice szczecińskich ulic

Hardy chłop z kosą, rzadkie imię i twórca - wizjoner

 

Wiele ze szczecińskich ulic nosi imiona lokalnych patriotów, ludzi ważnych dla miasta, bohaterów, poetów, pisarzy, malarzy, polityków, władców, wodzów, artystów. Są też nazwy przyrodnicze, geograficzne, krajobrazowe. Ale są też i takie, które budzą zdziwienie, rozbawienie, ale i ciekawość. Czy znamy bohaterów niektórych naszych ulic? Co oznaczają nazwy wielu z nich? Co miesiąc staramy się je rozszyfrować. Oto kolejne z nich.

Ulica Bartosza Głowackiego

Położona w dzielnicy Nowe Miasto. Tak, jest taka w Szczecinie. Bartosz Głowacki. Niby wielu o nim słyszało, ale dopytywani często mylą go z Aleksandrem Głowackim, czyli Bolesławem Prusem (dla przypomnienia - to ten od „Lalki” i „Faraona”). Ze sławnym pisarzem łączy go jednak tylko to, że też miał drugie nazwisko. Pierwotnie nazywał się Wojciech Bartos. Był chłopem pańszczyźnianym z Zakrzowa w Świętokrzyskiem, a potem tzw. zagrodnikiem w Rzędowicach pod Krakowem gdzie gospodarował na roli. Podobno był krnąbrnym i hardym poddanym. Nic więc dziwnego, że dziedzic zgłosił go do armii. Trafił do niej wiosną 1794 roku. W kraju trwała już wtedy Insurekcja Kościuszkowska. Wziął w niej udział na początku kwietnia kiedy doszło do sławnej bitwy pod Racławicami. Jako, że nie dla wszystkich rekrutów starczyło prawdziwej broni wielu wyposażono w popularne kosy, tyle, że z ostrzem osadzonym na sztorc, czyli na wprost kija długiego na około 2,40 m (5 łokci). Stąd nazywano takie chłopskie oddziały kosynierami. Wśród nich znalazł się i Bartos. Pod Racławicami odznaczył się wielkim męstwem. Rosjanie chcieli zgnieść atakujących Polaków ogniem artylerii. Ale bateria armat zdążyła oddać tylko jedną salwę. Zaraz potem została zdobyta przez kosynierów. Pierwszą armatę zdobył właśnie Wojciech Bartos zakrywając palący się lont własną czapką. Za ten bohaterski czyn oraz męstwo na polu bitwy gen. Tadeusz Kościuszko mianował go chorążym Grenadierów Krakowskich. Zmianie uległo również nazwisko Bartosa - na Głowacki. Zwolniony został także z poddaństwa i otrzymał w dziedziczne posiadanie zamieszkiwaną przez siebie zagrodę. Jednak niezbyt długo cieszył się z awansu i odmiany losu. Został śmiertelnie ranny dwa miesiące później – 6 czerwca 1794 roku w bitwie pod Szczekocinami. Często jego postać i czyn chętnie są przywoływane jako symbol chłopa – bojownika, jednego z tych, którzy „żywią i bronią”.

 

Ulica Unisławy

Położona w Śródmieściu. Liczy prawie 660 metrów długości. Jeżeli ktoś czeka na strumień informacji jakaż to Unislawa została wyróżniona swoja ulicą w stolicy Pomorza Zachodniego, to się zdziwi. Otóż żadna. To uhonorowanie pięknego, staropolskiego, aczkolwiek niezwykle rzadkiego, imienia żeńskiego. Mimo ostatnio modnego powrotu do Antków, Maryś, Heniów i Zosiek, jednak chyba całkowicie odchodzi w niepamięć. A szkoda. Unisława lub Uniesława składa się z członu Unie- („lepszy”) -sława („sława”). Czyli to „ta, która cieszy się najlepszą sławą”. Według danych rejestru PESEL w połowie stycznia ubiegłego roku imię to nosiło w Polsce tylko (a może aż) 12 kobiet (!). W latach 2022 i 2023 liczba ta wynosiła 13. Według niektórych numerologów Unisława to „jedynka” – idealnie pasująca do zawodów, które pozwolą jej na samodzielne działanie i podejmowanie decyzji. Czyli to imię dla mocnych kobiet, które świetnie sprawdzają się jako np. liderki w biznesie lub polityce. Ale są też numerolodzy, którzy twierdzą, że Unisławie przypisana została cyfra „sześć”. A takie osoby to znakomici dyplomaci i negocjatorzy, choć są również bardzo oddani rodzinie i bliskim.

Ulica Tadeusza Wendy

Położona na szczecińskiej Łasztowni. Nie przez przypadek. To dzięki Wendzie II Rzeczpospolita zyskała nowoczesne okno na świat, czyli port w Gdyni. Nie tylko wskazał miejsce w którym ma powstać port, ale także zaprojektował i nadzorował jego budowę. Inwestycja ta pozwoliła na szybszy rozwój gospodarczy kraju oraz rozwinięcie żeglugi i handlu, była dumą i chlubą całego społeczeństwa. Miasto, które wyrosło przy porcie stało się symbolem nowoczesności i przedsiębiorczości II Rzeczypospolitej. Wenda jako wykwalifikowany inżynier pracował m.in. na budowach kolei carskich. Doświadczenie zdobywał także przy realizacji portów w Windawie, Rewlu (Tallin) i Rojen koło Rygi. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, władze zaproponowały mu realizację portu w Gdyni. Wenda poświęcił temu zadaniu 17 lat. Budowa rozpoczęła się 29 maja 1921 roku. Jego wizja pozwoliła na stworzeniu nie tylko portu, ale także prężnego i dużego miasta, które powstało z rybackiej wioski. Wenda m.in. sam doglądał postępów na budowie. Ten projekt jego życia pilotował osobiście aż do 1932 roku kiedy został naczelnikiem Wydziału Techniczno-Budowlanego Urzędu Morskiego w Gdyni. W mieście i porcie był jednak postacią legendarną. Odszedł na emeryturę w 1937 roku, mając 74 lata. Zmarł w 1948 roku w podwarszawskim Komorowie. Wenda został odznaczony m.in. Orderem Polonia Restituta, francuskim Orderem Legii Honorowej i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Na jego cześć nazwano pierwsze molo wybudowane w gdyńskim porcie. Pamięć o nim jest ciągle żywa. Rok 2021 został ogłoszony w Gdyni Rokiem Tadeusza Wendy. Jego postać występuje w znanym filmie i serialu pt. „Miasto z morza” z 2009 roku w reż. Andrzeja Kotkowskiego. W Wendę wcielił się znakomity aktor Olgierd Łukaszewicz.