Poezja bez daty ważności
Olga Adamska o spotkaniu z Hemarem
Poezja bez daty ważności
Olga Adamska o spotkaniu z Hemarem
Aktorka teatralna Olga Adamska powraca z autorskim projektem, w którym poezja Mariana Hemara zyskuje nowe, zaskakująco współczesne brzmienie. W spektaklu „Bravo Hemar” przygotowanym we współpracy z GOKSiR Przecław (przedpremiera 13 lutego, premiera 14 lutego) artystka oddaje hołd uniwersalnemu językowi poezji – łącząc lirykę, ironię i subtelną nostalgię w charakterystycznym dla siebie stylu. Hemar, mistrz obserwacji ludzkich emocji i przywar, spotyka się tu z Adamską – współczesnym barometrem wrażliwości, która słowo wypowiada i wyśpiewuje tak, by uwolnić je od czasu, płci i epoki.

O tym, dlaczego poezja sprzed stu lat wciąż brzmi aktualnością, o scenicznej bliskości z widzem i potrzebie tworzenia własnych projektów – rozmawiamy z aktorką na chwilę przed premierą „Bravo Hemar”.
Olga, poza regularną grą na deskach Teatru Polskiego, od czasu do czasu robisz autorskie projekty – takie, które są wyraźnie „twoje”. Skąd bierze się ta potrzeba?
Ponieważ co jakiś czas mam potrzebę zrobić coś własnego. Coś, co mnie naprawdę porusza, interesuje i w czym czuję się najlepiej. Coś, z czym bardzo mocno się identyfikuję.
Tym razem sięgasz po poezję Mariana Hemara.
Tak. Poezja od zawsze była mi bardzo bliska. Bez względu na to, jak była odbierana przez rówieśników, ja po prostu ją lubiłam i miałam poczucie, że jakoś naturalnie ją rozumiem. Do poezji można ciągle wracać – jest skondensowana, skrótowa, a taki sposób przekazu zawsze mi odpowiadał.
Hemar zajmuje w tym świecie szczególne miejsce?
Zdecydowanie. Jego piosenki są właściwie małymi monologami z muzyką. To teksty bardzo aktorskie. I stąd pomysł, by zająć się właśnie nim. Marian Hemar tworzył sto lat temu, największy rozkwit jego twórczości przypadł na lata 20. XX wieku, kiedy był związany z warszawskimi kabaretami dwudziestolecia międzywojennego.
To dość odległa epoka.
Teoretycznie tak, ale dla mnie zupełnie nie. Język Hemara jest piękny i bardzo mnie urzeka. Pomyślałam więc: skoro rezonuje we mnie, zobaczymy, jak odbierze go publiczność.
Miałaś już wcześniej kontakt z jego twórczością?
Od lat mam w repertuarze kilka „numerów” Hemara, które wykonuję od momentu, gdy zaczęłam występować na scenie. Nasze spotkanie miało miejsce jeszcze w szkole teatralnej. Te teksty są zawsze świetnie przyjmowane przez publiczność – one się w ogóle nie zestarzały. Myślę, że tak jest z poezją i z każdym dobrym literackim tekstem, że jest aktualny po czasie. Reszta jest tylko kwestią przefiltrowania przez własną wrażliwość i nadanie temu własnego oglądu.
Co znalazło się w programie spektaklu?
Nazywam to koncertem – spotkaniem z Hemarem. Przede wszystkim będą piosenki, w nowych aranżacjach, nad którymi czuwa Radek Wośko. Gramy w trzyosobowym składzie: perkusja, kontrabas i akordeon. Na scenie towarzyszą mi Roman Rydz i Wojtek Gunia – jesteśmy zgrani, a wspólne muzykowanie to podstawa.
Będzie też słowo mówione.
Tak, wybrałam również wiersze Hemara. Co ciekawe, jego poezję rzadko się mówi – zwykle się ją śpiewa. A ja od lat mam w repertuarze jego piękny poemat „Walka wewnętrzna”, napisany dla kobiety. Choć oczywiście sięgam też po teksty pisane z męskiej perspektywy.
Dlaczego?
– Poezja jest bardzo pojemna. Dziś w ogóle granice perspektyw bardzo się zatarły. Rozmawiałam o tym kiedyś z Jarosławem Mikołajewskim – powiedział mi, że to, czy tekst jest napisany na głos męski czy żeński, dla poety nie ma większego znaczenia. Jesteśmy wszak przede wszystkim ludźmi.
Czy spektakl ma wyraźny temat przewodni?
Hemar bardzo często pisał o miłości, o relacjach damsko-męskich, o emocjach. I oczywiście ten temat się pojawi. Ale nie chciałabym zdradzać dokładnie, jakim tropem podążamy. Na pewno będzie też nawiązanie do lat 20. – epoki, do której mamy ogromny sentyment.
Ty zresztą doskonale w nią „wpisujesz się” wizualnie.
(śmiech) Coś w tym jest. Mam urodę „do kostiumu” – już do tego przywykłam. Tu kostiumy dla wszystkich przygotowuje Anna Gregorczyk, co bardzo nas cieszy. Ten świat będzie zbudowany konsekwentnie. Myślę, że mamy sentyment, ogólnie jako Polacy do lat 20-tych, być może wiąże się to z tym, że jednak wróciliśmy tutaj, w sensie odzyskaliśmy niepodległość i zaczęliśmy znowu mówić, w swoim ojczystym języku.
To koncert czy jednak spektakl?
Koncert, ale z wyraźnymi znamionami przedstawienia. Całość jest ułożona dramaturgicznie, teksty się ze sobą łączą. To naturalne, kiedy od prawie 30 lat pracuje się na scenie – taka struktura tworzy się niemal sama.
To nie pierwszy raz kiedy robisz coś autorskiego. Nie kusi Cię, by reżyserować, tworzyć także dla innych?
Nie mam takich ambicji. Największą radość sprawia mi aktorstwo: próby, spotkanie z publicznością. Lubię być w materiale, uczyć się tekstów, analizować je, interpretować. Jeśli kiedyś ktoś zaproponowałby mi reżyserię – może bym się zastanowiła. Ale sama nie czuję takiej potrzeby.
Autorskie projekty to dla Ciebie forma wolności?
Tak. Z jednej strony teatr daje mi zadania, których sama bym sobie nie wybrała – i to jest bardzo rozwijające. Z drugiej strony mogę realizować rzeczy, które są dla mnie naprawdę ważne. Wystarczy odrobina odwagi, żeby sprawdzić, jak zarezonują z widzami.
Dziękuję za rozmowę.





