Piotr Boba

Świat kocha wizjonerów

 

Będąc dzieckiem sprzedawał lody w zbudowanej przez siebie budce z desek, w szkole średniej snuł plany wielkich biznesów, a na studiach otworzył sklep internetowy, który okazał się wielkim sukcesem. Dokładniej – pierwszym ogniwem w łańcuchu sukcesów. Obecnie Piotr Boba to nie tylko wpływowa postać w branży lodowej, lecz także ambasador włoskiego stylu życia oraz dystrybutor unikalnego wina od Andrei Bocellego i jego familii.

Biznesmen i jednocześnie smakosz. Miłośnik i znawca Półwyspu Apenińskiego, tamtejszej kuchni i win. Na co dzień dzieli życie między Szczecinem i Italią. Jednak, w odróżnieniu od Włochów, nie uznaje ich słynnego „domani” – nie odkłada bowiem niczego na jutro.

Czy biznesmenem trzeba się urodzić, czy też to świadomy wybór?

Uważam, że sami możemy wybrać swoją drogę, a w dodatku w każdym momencie zmienić kierunek. Sam skręcałem wiele razy, ale chyba mimo wszystko podążałem w tę samą stronę przez cały czas, okrężną drogą. Skończyłem szczeciński, ówczesny Instytut Kultury Fizycznej na Uniwersytecie Szczecińskim, ale już na pierwszym roku ciągnęło mnie właśnie do świata biznesu. Na samym początku studiów założyłem sklep internetowy z prezentami oraz powołałem do życia agencję reklamową, zajmującą się brandingiem oraz dystrybucją materiałów reklamowych. Sam wybór studiów też nie był zbyt precyzyjny. Mając dziewiętnaście lat zupełnie nie wiedziałem, w którą stronę skierować swoje edukacyjne kroki. Łączyłem naukę z biznesem, każdą wolną chwilę poświęcając na jego rozwój. Inwestowałem także w siebie, z czasem coraz bardziej świadomie – studiując zarządzanie i marketing na warszawskiej SGH. Jednak uważam, że świat zmienia się tak szybko, że wiedza zdobyta na zajęciach szybko traci na aktualności, szczególnie w obecnych czasach.

Pytanie o receptę na sukces nie jest więc chyba na miejscu?

Droga do niego jest zwykle bardzo długa i wyboista – w moim przypadku także kręta. Brzmi to może jak slogan, ale taka jest rzeczywistość. Pełne spełnienie osiągają tylko najwytrwalsi. To proces, będący ścieżką pełną podejmowanych działań i decyzji, a wyłożoną cierpliwością i konsekwencją. Myślę też, że trzeba mieć też trochę szczęścia, ale aby ono nadeszło – trzeba je prowokować! Bywa, że punktem zwrotnym jest jedno nieoczekiwane spotkanie, rozmowa – dlatego znalezienie się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie bywa kluczowe. Nic nie idzie gładko. To jednak kryzys w swoim epicentrum był dla mnie momentem weryfikacji własnego samozaparcia i celów. Uważam, że w najtrudniejszych chwilach mojego życia zawsze był ze mną Bóg, który przychodził z odpowiedziami na wszelkie pytania.

Jakie cechy osobowości znajduje Pan w sobie jako sprzyjające sukcesowi?

Nigdy nie bałem się różnych wyzwań, dlatego robiłem rozmaite rzeczy. Zawsze lubiłem kreować i tworzyć nowe produkty i usługi, za to nigdy nie pracowałem na etacie. Inspirował mnie biznes i chętnie otaczałem się ludźmi, którzy już coś osiągnęli. Nie oznacza to wcale, że nie ustrzegłem się wielu błędów. Niektóre były bardzo bolesne w swoich konsekwencjach. Było to jednak cenne doświadczenie, kolejne, które ukształtowało mnie także jako człowieka. Nauczyło pokory i dystansu do wielu rzeczy, szczególnie tych, na które nie mamy wpływu. Po latach zrozumiałem, że problemy były, są i będą, trzeba nauczyć się z nimi żyć i traktować je jako nieodłączną część życia, biznesu i procesu wzrastania.

 

Kiedy zrodził się pomysł, aby na poważnie wejść w branżę lodową?

Podczas podróży po moich ukochanych Włoszech. Byłem zafascynowany tamtejszą kulturą, także jedzenia i jego celebracji. Odkryłem prawdziwe, włoskie gelato, które dopiero pokazało mi, czym lody mogą być. Najpierw jednak zająłem się sprowadzaniem do Polski mrożonego jogurtu, który był u nas zupełnie niedostępny. To był początek całej przygody, która trwa nadal, a stała się częścią mnie. Potem zacząłem importować włoskie urządzenia do produkcji lodów rzemieślniczych, a także otworzyłem – pod patronatem włoskich mistrzów gelato – szkołę Gelato Professional School w Szczecinie. Wyszkoliliśmy i nadal szkolimy w niej wielu specjalistów. Następnie zająłem się także importem włoskich komponentów do produkcji lodów – tak, aby urządzenia miały odpowiedni surowiec. Taki był mój cel – aby przenieść włoską jakość do nas. Wkrótce poszerzyłem także ofertę o włoskie dania i wina.

W tym, że pokochał Pan lody już w dzieciństwie, nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby…

Gdyby nie to, że jako mały chłopiec zacząłem je już sprzedawać. Moja mama często wspomina, że pierwsza moja lodziarnia powstała, jak byłem dzieckiem jeszcze w szkole podstawowej. Postanowiłem wówczas zbudować na osiedlu niewielką drewnianą budkę z lodami, która okazała się strzałem w dziesiątkę – zarobiłem swoje pierwsze pieniądze zupełnie nie wiedząc, że w przyszłości będę się tym zajmować bardziej na serio.

Już wówczas można było zaobserwować cechę, która odróżniała mnie od rówieśników. To umiejętność dostrzegania szans, a nie zagrożeń. Pomimo że jako uczeń szkoły średniej widziałem bankructwo mojej mamy, która prowadziła sieć sklepów kolonialnych. Wówczas wpadłem na pomysł, aby założyć sklep internetowy z prezentami bazującymi na produktach, z którymi została po zamknięciu interesu. To był strzał w dziesiątkę. Postanowiłem pójść krok dalej i założyłem agencję reklamową. Startowałem od personalizowanych upominków dla firm – to właśnie wtedy narodziły się pierwsze kontrakty z globalnymi brandami.

Czego się Pan nie dotknie, to zamienia się w złoto?

Nie za dotknięciem różdżki, ale po przejściu pewnej drogi i procesu, o którym wspomniałem. Zawsze byłem wizjonerem i podążałem za swoją intuicją. Nawet nie korzystałem z excela na początkowym etapie biznesu – całą organizację robiłem zupełnie po swojemu, z ołówkiem w ręku. Świat kocha wizjonerów i podąża za nimi, mimo że ich pomysły często wydają się na początku szalone i mało realne. Wizjonerzy zaś odwzajemniają to uczucie. Miłość do świata, życia, ludzi. Zawsze miałem szczęście do tych ostatnich. Biznes to przecież ludzie. Ważne, aby tak dobrać współpracowników, żeby uwierzyli w wartość misji i tworzyli drużynę. Mój zespół to dla mnie druga rodzina, jesteśmy ze sobą na dobre i na złe. Wiele osób jest ze mną od początku, przeszliśmy dużo, a przed nami jeszcze więcej. Chciałbym, aby kiedyś, w przyszłości, to oni kontynuowali nasze wspólne dzieło. Wierzę też w potęgę pozytywnego myślenia, ale popartą systematycznym działaniem. Do tego dodam jeszcze pasję – z nią łatwiej przezwyciężać wszelkie przeciwności i uczynić z drogi na szczyt arcydzieło swojego życia – bo nie cel, a droga, jaką przemierzamy, jest najważniejsza. Tylko jeśli kochamy to, co robimy, i robimy to z pasji, możemy przetrwać każdy kryzys.

Czym jest Fresh Gelato?

To zarówno moja marka, jak i system produkcji lodów – a oznacza produkcję świeżych lodów na oczach klienta. Dziesięć lat temu, podczas szkolenia u mojego włoskiego partnera biznesowego, pierwszy raz zobaczyłem urządzenie, które produkuje lody i jest jednocześnie witryną, z której klient może od razu po procesie produkcji zjeść świeże lody. W drodze powrotnej nie mogłem przestać o tym myśleć i rosła we mnie chęć wprowadzenia tego na polski rynek. Okazało się zresztą, że ten system produkcji jest kompletnie nieznany nie tylko w Polsce, ale również w Europie. Kilka miesięcy później zdecydowałem się na prezentację tego systemu produkcji podczas targów w Warszawie. Okazały się dużym sukcesem i punktem zwrotnym. W ciągu kolejnych sześciu lat sprzedaliśmy ponad dwieście urządzeń w Polsce, zbudowaliśmy system partnerski – miękka franczyza – Fresh Gelato, wielu klientów korzysta obecnie z naszych rozwiązań oraz know-how, a sama sieć liczy ponad czterdzieści lokali w Polsce. Wspieramy przy tym ponad sto dwadzieścia lokali działających pod własnymi szyldami, pełniąc rolę ich partnera technologicznego i dostarczając kompletne rozwiązania do produkcji lodów rzemieślniczych.

Dlaczego to Włochy są wzorem produkcji lodów?

Różne są teorie na temat miejsca pochodzenia lodów, ale to bardziej pytanie z gatunku „co było pierwsze”: kura czy jajko. Za ich kolebkę uważa się jednak właśnie Italię. Włosi są także europejskimi liderami, jeśli chodzi o spożycie lodów. Dlatego pracujemy na włoskich fundamentach zarówno jeśli chodzi o urządzenia, jak i wiedzę oraz tradycję. Maszyny, technika produkcji, bazowe receptury są włoskie, ale tworzymy też naszą własną tożsamość.

Mimo że Włosi wiele nas nauczyli i są nieskończonym źródłem inspiracji, jesteśmy coraz lepsi i potrafimy rozwijać to włoskie dziedzictwo, a nawet zdobywać laury na wielu międzynarodowych konkursach lodowych i cukierniczych.

Tworzymy wiele receptur opartych na sezonowych produktach, a także tworzymy smaki regionalne. W naszej akademii uczymy kursantów tego, aby mogli – zachowując kunszt i rzemiosło z Półwyspu Apenińskiego – tworzyć własne niepowtarzalne receptury i połączenia smakowe.

Czy rozstrzygnie Pan spór o to, czy lody tuczą?

To bardziej kwestia ilości oraz stylu życia. Przecież wszystko, co jest w nadmiarze, szkodzi. Jeśli zachowamy bilans kaloryczny, to odpowiedź brzmi: nie. Ja sam praktycznie codziennie pozwalam sobie na małą porcję lodów i zachowuję wagę.

Lodowe smakołyki nie wychodzą z mody?

Branża lodowa przez analityków rynków traktowana jest jako branża tzw. małego luksusu. Jest to bowiem przyjemność, która jest łatwo dostępna i przystępna dla każdego. Patrząc na historię, lody sprzedawały się nawet podczas największych światowych kryzysów.

Branża lodowa jest zatem jak wino, czyli jak kolejny produkt, który wprowadził Pan na rynek.

To dla mnie ogromna nobilitacja, że mogę czuć się częścią familii Bocellich i reprezentować ich poprzez winiarskie dziedzictwo. Niewiele osób wie, że światowej sławy tenor i kompozytor Andrea Bocelli wraz z bratem Alberto i innymi bliskimi kontynuuje już ponad dwustuletnią rodzinną tradycję! Produkują wina w Toskanii, owoce są zbierane ręcznie, z dbałością o tradycję. Marka win Bocelli, którą sprowadziłem na nasz rynek nie tylko brzmi, ale i smakuje wybornie. To również luksus, na który może pozwolić sobie każdy z nas. Dlatego też coraz częściej organizuję dostawy na największe imprezy wszelkich branż i eventy znanych marek.

W planie są kolejne wydarzenia i projekty oraz współpraca ze znanymi markami i osobami ze świata mody, sportu czy influence marketingu, które chcą uczestniczyć we wspólnych projektach. Wszystkie nasze działania mają dawać długofalowo wartość naszym klientom i partnerom biznesowym, nic nie robimy krótkowzrocznie.

Docelowo chcemy dać również możliwość naszym partnerom uczestniczenia w dużych imprezach, tak jak to robimy sami. Fresh Gelato Royal Carts to nasz nowy projekt, który został stworzony m.in pod działalność właśnie eventową. Nasze butikowe mobilne lodziarnie mogą obsługiwać imprezy nawet kilkusetosobowe. Myślę, że brakowało takiego rozwiązania na rynku. Potencjał jest ogromny, od obsługi wspomnianych wesel po większe wydarzenia i eventy nawet o charakterze miejskim.

Pan także komponuje, ale smaki lodowych produktów. Ile udało się ich stworzyć?

Technologia, którą stworzyliśmy razem z Włochami, w zasadzie nie ma żadnych ograniczeń. Bywa, że łączymy na przykład elementy słodkie, słone i ostre. Jednym ze smaków wytrawnych, który prezentowaliśmy podczas zeszłorocznych targów, był burak z gorgonzolą podawany na słonym krakersie. W najnowszej aplikacji nasi partnerzy będą mieli do wyboru ponad trzysta receptur, a do tego możliwość tworzenia swoich połączeń smakowych. W każdym sezonie dochodzą nowe autorskie receptury oraz smaki, które bazują na najnowszych trendach. W tym sezonie królował Dubai Chocolate. Współpracujemy również z szefami kuchni restauracji i hoteli, którzy, korzystając z naszej technologii, tworzą wyborne smaki i wkładki do swoich dań oraz menu. W ofercie posiadamy również lody alkoholowe, których inspiracją często są znane marki, jak Bacardi, Aperol, Jack Daniels czy Baileys. W tym roku wprowadziliśmy do oferty płynną czekoladę – tzw. fontannę podgrzewaną w specjalnych włoskich podgrzewaczach. Dodajemy ją do lodów.

Jak udaje się Panu udźwignąć tak imponującą liczbę aktywności biznesowych oraz codziennych obowiązków?

Kluczowe są dla mnie poranne rytuały – to najważniejsza część dnia, od której zależy wszystko. Zawsze wstaję wcześniej, by mieć przestrzeń na medytację, ćwiczenia i afirmacje zaraz po przebudzeniu. Niezwykle ważnym elementem tego porządku jest dla mnie modlitwa i rozmowa z Bogiem. To mój duchowy fundament, który daje mi spokój i poczucie, że niezależnie od wyzwań nigdy nie jestem sam. Następnie wykonuję serię ćwiczeń, także oddechowych, oraz zimny prysznic. Dopiero tak przygotowany, przystępuję do wyzwań dnia. Ważnym aspektem mojego życia jest także kontakt z naturą oraz korzystanie z sauny, co czynię regularnie już ćwierć wieku i to łącząc z zimnymi kąpielami! To najlepszy detoks i reset dla głowy. Uprawiam też rekreacyjnie wiele sportów, budują one wytrzymałość mentalną i psychiczną – bez tej sportowej dyscypliny nie wytrzymałbym tak dużej presji i odpowiedzialności, jaką niesie za sobą prowadzenie biznesu. Mam też bzika na punkcie zdrowego odżywiania, suplementacji, naturoterapii, ziołolecznictwa oraz medycyny chińskiej. Eksploruję również tematykę poziomów świadomości – wierzę, że wszyscy jesteśmy energią, która krąży we wszechświecie. Uwielbiam to zgłębiać, uczyć się tego i dzielić tą wiedzą z innymi.

Czy niebawem powstanie firma Boba i syn?

Dzieci to dla mnie najważniejszy punkt odniesienia. Mój syn niedługo kończy 18 lat i bardzo naturalnie zaangażował się w życie firmy. Jest niezwykle kreatywny, dlatego widzę dla niego dużą przestrzeń w naszych strukturach. Widzę w nim małego siebie – tę samą energię i determinację, którą miałem na początku swojej drogi. Głęboko wierzę w połączenie mojego doświadczenia z jego młodzieńczą energią i świeżym spojrzeniem na rynek. Syn ma u nas ułożoną ścieżkę edukacyjną – pracuje nie tylko ze mną, ale przede wszystkim z doświadczonym trenerem biznesowym, co daje świetne efekty. Już teraz bierze udział w najważniejszych targach i doskonale odnajduje się w rozmowach z klientami. Jest bardzo dojrzały. Dla mnie to projekt wielopokoleniowy, dlatego wierzę w to, że w przyszłości syn będzie kontynuował moje dzieło. Boba i syn funkcjonuje już jednak od bardzo dawna! W tym wielopokoleniowym wymiarze firmy niezwykle ważną postacią jest przecież także mój tata. Pracuje ze mną niemal od samego początku i jest wspaniałą osobą, na którą zawsze mogę liczyć. Odpowiada za kluczowe obszary, jakimi są serwis i transport – jego doświadczenie i zaangażowanie są dla nas bezcenne. Nie mogę też zapomnieć o mojej mamie, która zawsze mnie wspierała i była przy mnie na każdym etapie mojej drogi. Moja córka natomiast w styczniu kończy 10 lat. Na co dzień mieszka ze swoją mamą, ale mamy silną więź. Jest niezwykle inteligentną i zaradną dziewczynką. Jest jeszcze za wcześnie, by mówić o jej zawodowej przyszłości – chcę, aby sama wybrała swoją drogę, gdy przyjdzie na to czas. To właśnie bliscy sprawiają, że moja praca ma głębszy sens. Staram się być dla nich ojcem-przewodnikiem, który pokazuje, że w życiu i biznesie najważniejsze są wartości, takie jak lojalność, uczciwość, determinacja, autentyczność i pasja.

A jaką rolę w tym wszystkim ma Pana czworonożny przyjaciel?

Zwierzęta towarzyszyły mi od dziecka – było ich naprawdę wiele, ale rzeczywiście to psiaki zajmują w moim sercu szczególne miejsce. Mają energię i usposobienie niezwykle bliskie człowiekowi. Obecnie moim towarzyszem jest cavalier i muszę przyznać, że to wyjątkowa rasa. To mój najlepszy przyjaciel, który nigdy się nie obraża, jest zawsze wierny, oddany i pełen bezwarunkowej miłości. Uważam, że dom ze zwierzęciem ma zupełnie inną, jakże lepszą energię. Ich obecność uczy empatii i cierpliwości, a wspólne chwile z moim pupilem to dla mnie jeden z najskuteczniejszych sposobów na wyciszenie emocji po intensywnym dniu. Odwzajemniam jego miłość i przywiązanie w stu procentach!

Czy istnieje taka strefa, w której zupełnie się Pan wycisza i jest tylko sam ze sobą?

Zaliczyłbym do niej między innymi wspomnianą już saunę i zimne kąpiele. Woda w ogóle stanowi dla mnie źródło ukojenia i spokoju. Zimą także morsuję. Posiadam patent sternika i pływam, gdzie tylko jest to możliwe. Także pod powierzchnią wody, uprawiam bowiem tzw. freediving. Jest on dla mnie wręcz formą medytacji i nauki samokontroli w wersji ekstremalnej. Mój rekord to zejście na dwadzieścia metrów pod wodę na wstrzymanym oddechu! Dodajmy do tego bieganie i rolki oraz moje zamiłowanie do Włoch i łatwo wskazać moje ulubione miejsce na ziemi – czyli jezioro Garda i jego okolice.

Wzorem włoskiego kierunku wydaje się, że lubi Pan także modę?

W tzw. biznesie premium prezencja jest ważna, ale podchodzę do niej nieszablonowo. Nie skupiam się na markach czy metkach – dla mnie ubranie to tylko dodatek do człowieka. Najważniejsze jest to, jak się w czymś czujemy i czy dany strój jest spójny z naszym DNA. Staram się łączyć styl sportowy z elegancją, tak aby zachować swobodę i autentyczność. Czasem wystarczy zwykły t-shirt, jeansy i sneakersy, które uwielbiam – jeśli ja czuję się w tym dobrze, to moi rozmówcy również to widzą. Uważam, że to nasza energia i pewność siebie budują wizerunek, a nie logotypy na koszuli. Jednocześnie staram się dbać o swoje ciało, trzymać formę, która daje paliwo do działania. Sport pozwala mi oczyścić głowę i zachować sprawność ciała i umysłu. Freediving uczy mnie z kolei spokoju w stresowych sytuacjach. Dla mnie dbanie o siebie to nie narcyzm, a po prostu higiena życia, dzięki której mam siłę na realizację swoich pasji i rozwój firmy.

Szczecin potrzebuje lokalnych biznesmenów i dobrze prosperujących firm. Również marka wywodząca się stąd ma ogromną wartość dla miasta. Czy nie kusi Pana, aby poszukać ciekawszych miejsc do życia?

To moje miasto, tu są moje korzenie i tu czuję się dobrze. Uważam, że w ostatnich latach Szczecin zmienił się niesamowicie i ten proces wciąż trwa. Widzę to nie tylko ja, ale też moi partnerzy biznesowi, którzy przyjeżdżają do mnie z różnych stron świata – ich zachwyt nad Szczecinem utwierdza mnie w przekonaniu, że naprawdę możemy być z niego dumni. Jako sternik często korzystam z naszych akwenów. Mamy genialnie połączone szlaki: rzeki, jeziora, zalew i bliskość morza, do którego płyniemy zaledwie godzinę. Nie ukrywam, że w przyszłości chciałbym spędzać więcej czasu we Włoszech, bo to moja druga ojczyzna i czuję się tam najlepiej, ale zawsze z wielką przyjemnością będę wracał do mojego rodzinnego Szczecina. To moja pierwsza ojczyzna, a fakt, że marka Fresh Gelato jest obecna w coraz większej liczbie miast Polski i świata, nic pod tym względem nie zmienia.

Co by Pan powiedział tym, którzy marzą o biznesie, sukcesie, a stoją na początku tej drogi?

Przede wszystkim – przestańcie czekać na idealny moment i po prostu zacznijcie działać. Pasja i cel nie objawiają się podczas siedzenia na kanapie – one krystalizują się w działaniu, w ruchu, w próbowaniu nowych rzeczy. Nawet jeśli pierwsza ścieżka okaże się ślepą uliczką, to dzięki niej zyskacie doświadczenie, które zaprowadzi was dalej. Natomiast osobie, która zaczyna od zera, bez wsparcia rodziny czy kapitału, powiedziałbym: jesteś w najtrudniejszej, ale i potencjalnie najmocniejszej sytuacji życiowej. Brak „siatki bezpieczeństwa” to paradoksalnie może być największy atut. To on buduje prawdziwą, niezniszczalną determinację i kreatywność, których nie da się kupić za żadne pieniądze. Kiedy nie masz wyjścia, musisz być lepszy, szybszy i bardziej pomysłowy od innych. Największe projekty na świecie rzadko powstawały z nadmiaru – one rodziły się z głodu sukcesu, z pasji i z wiary, że niemożliwe nie istnieje. Nie bójcie się trudnych początków i braku wsparcia; to właśnie te momenty hartują charakter i budują fundament pod coś wielkiego. Wasz los jest w waszych rękach i to jest najpiękniejsza wolność, jaką możecie mieć.

Nowy rok to swoisty nowy początek dla każdego. Czy także czas nowych planów dla Fresh Gelato?

W Polsce strategia na najbliższy rok obejmuje mocną koncentrację na mniejszych miejscowościach oraz mniejszych dzielnicach większych aglomeracji. Zauważamy tam niszę i niewykorzystany potencjał, który pokrywa się również z utrzymującym się trendem tworzenia dużych osiedli położonych na obrzeżach dużych miast. Kolejnym bardzo ważnym elementem naszej strategii jest wprowadzenie na rynek mobilnych lodziarni. Przez ostatnie dwa lata pracowaliśmy nad nowym projektem, który nazwaliśmy Fresh Gelato Royal Carts – są to małe lodziarnie na kółkach, które mogą wjechać dosłownie wszędzie. Nasze moduły mogą być zarówno nowym pomysłem na nowy biznes, jak i stanowić mocny dodatek do już istniejącej oferty restauracji, kawiarni czy hotelu. Ich mobilność i bardzo elegancki wygląd sprawiają, że często są używane choćby podczas eventów czy nawet prywatnych wesel. Mogą stać w dowolnych miejscach, jak np. sezonowe ogródki letnie czy też zwykły parking. Są dyskretne, ale bardzo dobrze komponują się z tłem.

Chcemy również również zaznaczyć swoją obecność w tych większych miastach, gdzie dotąd nie byliśmy zanadto widoczni. Mamy już podpisane umowy w Krakowie czy w Gdańsku, a już rozglądamy się za jeszcze innymi lokalizacjami. Z poczatkiem roku ruszamy z kampanią kierowaną dla nowych inwestorów, dla których będziemy mieli również gotowe pozyskane przez nas lokalizacje usytuowane w prestiżowych miejscach.

Czy Fresh Gelato można spotkać poza granicami Polski?

Jeśli chodzi o rynek zagraniczny, to od kilku lat, wraz ze wzrostem naszej obecności na polskim rynku, otrzymujemy zapytania i propozycje współpracy poza granicami.Dlatego już od przyszłego roku rozpoczynamy ekspansję na rynki zagraniczne, będziemy oferowali model tzw. masterfranczyzy na dany kraj lub subfranczyzy na dany region. Rozwiązania jakie wdrożyliśmy w postaci aplikacji, narzędzi B2B oraz systemu logistyki umożliwiają nam skalowanie naszego modelu biznesowego na zagranicznych rynkach. Zależy nam na powolnej ekspansji oraz starannym doborze partnerów, ponieważ nie ilość – ale jakość jest dla nas najważniejsza. Chcemy być synonimem najlepszych świeżych lodów tam, gdzie pojawia się logo naszej marki. Kluczowe jest znalezienie osoby z pasją, która utrzyma standardy jakości. To właśnie jakość jest i ma pozostać naszym głównym znakiem rozpoznawczym.

Co składa się na jakościowy produkt?

Absolutnym fundamentem naszej pracy jest używanie doskonale zbilansowanych baz lodowych. Każda baza ma tzw. czystą etykietę "clean label" i nie zawiera żadnych sztucznych ulepszaczy i stabilizatorów. Posiadamy trzy takie podstawowe bazy: mleczną, sorbetową oraz wegańską. Proces produkcji w zależności od technologii może być prowadzony na zimno lub na ciepło z użyciem pasteryzatora. Pracujemy na mleku, śmietanie oraz włoskich komponentach – wszystko najwyższej jakości. Do tego dokładamy świeże owoce czy mleko od lokalnych dostawców – na tym także mi bardzo zależy. Technologia Fresh Gelato opiera się na produkcji lodów na oczach klientów. Oznacza to, że klient zawsze je świeże lody od razu po procesie produkcji, dzięki czemu są bardziej kremowe, mniej napowietrzone, a smak pełny i wyrazisty. Zapraszam do spróbowania naszych wyrobów, tylko w ten sposób można zrozumieć, o czym mówię. Każdy z naszych partnerów otrzymuje dostęp do ponad trzystu receptur oraz dostaje narzędzie w postaci aplikacji. Dzięki niej może wprowadzać własne smaki i kompozycje z użyciem np. lokalnych składników takich jak owoce, mleko czy śmietana od lokalnych producentów. Dajemy narzędzia, know-how i pełne wsparcie, ale również wiedzę, która pozwala partnerom dostosowywać ofertę do swojego lokalnego rynku. Często dany teren ma swoją specyfikę i warto wykorzystać jego potencjał.

Fresh Gelato – możliwe formaty współpracy:

• Fresh Gelato Corner – skierowana do właścicieli lokali, które działają pod swoją własną marką. W ramach współpracy – firma Fresh Gelato instaluje wewnątrz lokalu lub w jego części zewnętrznej (np. w ogródku czy też w patio) moduł do produkcji lodów. Z tego modelu chętnie korzystają kawiarnie, cukiernie, restauracje czy hotele. To, co ważne w w tej opcji to zachowanie swojej własnej nazwy danego lokalu, jak i wszystkiego co z nim związane i dodanie do niego naszej części. Istnieje też możliwość otwarcia lokalu sezonowego. Są to lodziarnie funkcjonujące od trzech do ośmiu miesięcy w ciągu roku, a ich powierzchnia to 15-70 metrów kwadratowych.

• Fresh Gelato Mobile – rzyczepy, pawilony oraz mobilne wózki lodowe Fresh Gelato Royal Carts. Ten format cieszy się obecnie bardzo dużą popularnością z uwagi na swój innowacyjny design, mnogość zastosowań oraz niski próg inwestycji – od trzydziestu pięciu tysięcy złotych.

• Fresh Gelato 360. Tutaj potencjalny partner może liczyć nie tylko na pełną ofertę lodową, ale także całą gamę kaw, wyrobó cukierniczych, bubble tea, a także ma możliwość serwowania autorskiej fresh pinsa oraz podawania wina bocelli. Tak funkcjonujący lokal powinien mieć minimum siedemdziesiąt metrów kwadratowych, a z reguły jego maksymalna powierzchnia to dwieście metrów kwadratowych.

<p>• Fresh Gelato Mall – projekt dedykowany do handlowych centrów w postaci wyspy lub odrębnego lokalu w ramach pasażu (przewidywana powierzchnia to od piętnastu do stu dwudziestu metrów kwadratowych). Lokal „pod klucz”, wraz z pełnym know-how.</p>

• Fresh Gelato Mall – projekt dedykowany do handlowych centrów w postaci wyspy lub odrębnego lokalu w ramach pasażu (przewidywana powierzchnia to od piętnastu do stu dwudziestu metrów kwadratowych). Lokal „pod klucz”, wraz z pełnym know-how.

• Wsparcie przy projekcie nowego lokalu lub przebudowie istniejącego, pełne wsparcie szkoleniowe, marketingowe. Promocja nowej lokalizacji. Opatentowana technologia, wyłączność terytorialna, dostęp do wygodnej platformy hurtowej B2B oraz do innowacyjnej aplikacji do planowania i zarządzania lokalem. Leasing i wynajem maszyn produkcyjnych. Próg wejścia we współpracę wynosi trzydzieści pięć tysięcy złotych (przy modelu wynajmu lub leasingu). Poziom inwestycji wynosi od stu pięćdziesięciu tysięcy złotych do ponad pół miliona w przypadku flagowych punktów.

 

Prestiż  
Styczeń 2026