Wodoloty
Może kiedyś wrócą ?
Wodoloty
Może kiedyś wrócą ?
To była jedna z największych atrakcji wodnych Szczecina. Wodoloty – jednostki pływające, które miały pod kadłubem płaty nośne, które powodowały, że wynurzały się one z wody kiedy nabierały prędkości. Może nie wyglądało to tak efektownie jak w piosence Wilków: „piękne jak okręt pod pełnymi żaglami, jak konie w galopie, jak niebo nad nami”, ale również robiło wrażenie.

Szczególną sławą i popularnością cieszyły się w latach 70. ubiegłego wieku. Zacumowane przy nabrzeżu u stóp Wałów Chrobrego zapraszały na pasjonujące, ponad godzinne, rejsy Odrą i torem wodnym do Świnoujścia. Pierwsza taka jednostka pojawiła się w Szczecinie już w drugiej połowie lat 60. Została zaprojektowana przez gdańskiego konstruktora Lecha Kobylińskiego i nosiła nazwę „Zryw 1”. Jednostka zabierała na pokład 75 pasażerów. Wyposażona została w dwa silniki o mocy 120 KM każdy. Dzięki nim wodolot mógł rozwinąć prędkość do ok. 70 km/h. „Zryw 1” podobno nie był idealną konstrukcją, ale istniały szanse na jej modernizację. Kolejne modele mogły być dużo lepsze. Ale nie były. Na przeszkodzie stanęły sojusze i stosunki gospodarcze jakie łączyły PRL oraz Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Dlatego następny wodolot jaki pojawił się w stolicy Pomorza Zachodniego był już produkcji radzieckiej. „Kometa 1” była jednostką przystosowana do pływania na morzu i krótko kursowała na linii Świnoujście-Ystad. Budowano je w jednej z ukraińskich stoczni. W latach 1965-1980 opuściło ją 86 „Komet” z czego 34 trafiły na eksport. Jednostka mogła przewozić 118 pasażerów z maksymalną prędkością 60 km/h. Wodoloty były drogim środkiem podróżowania – były bardzo paliwożerne. Ale, że w gospodarce socjalistycznej z kosztami się nie liczono, to były utrzymywane. Po przełomie społeczno-gospodarczym w 1989 roku nadal pływały, choć nie cieszyły się już taką popularnością jak przed laty. Jeszcze w latach 90. dwa wodoloty typu „Kolchida” eksploatowała firma należąca do Polskiej Żeglugi Morskiej. Ale pod koniec 1998 roku rejsy zostały zawieszone z powodu wysokich kosztów eksploatacji a jednostki sprzedane. Wodoloty powróciły do Szczecina w 2007 roku. Wtedy zaczęła kursować jednostka „Bosman Express” (produkcji rosyjskiej, zbudowana w 1992 roku, mogła pomieścić 120 osób), która była eksploatowana przez firmę Adler Schiffe. Według ówczesnych dziennikarskich relacji już dziewiczy rejs do Świnoujścia pokazał, że wodoloty złote czasy mają już za sobą – wzięło w nim udział tylko 18 osób. „Bosman Express” po raz ostatni wypłynął w rejs w 2014 roku. Cztery lata później pojawiła się jednostka pod nazwą „Jadwiga” – wodolot produkcji białoruskiej typu „Polesie 11”. Szybko jednak zakończyła działalność. I w ten sposób wodoloty zniknęły ze szczecińskiego nabrzeża. Niektórzy mieszkańcy Świnoujścia jeszcze dziś wspominają, że podjęto próbę porwania wodolotu, aby nim przedostać się na Zachód. W 1970 roku „Kometą – 1” do Szwecji chciał uciec pewien mieszkaniec Śląska. Próba miała się zakończyć tragicznie – śmiercią porywacza.
Wodoloty na trasie Szczecin-Świnoujście pewnie już nie wrócą. Ale latem tego roku pojawił się za to tramwaj wodny – "Queen of Szczecin", który pływał na trasie Szczecin–Nowe Warpno–Świnoujście. I jego rejsy okazały się turystycznym hitem. Tramwaj powróci w przyszłym roku. Będzie kursował na dwóch liniach: Szczecin-Stepnica-Trzebież oraz Świnoujście-Nowe Warpno-Trzebież.




