„Niezłe ziółka", reż. Paweł Aigner
Teatr Lalek "Pleciuga" w Szczecinie
„Niezłe ziółka", reż. Paweł Aigner
Teatr Lalek "Pleciuga" w Szczecinie
Muszę zacząć od końca, czyli właściwie od puenty. Ale w tym przypadku nie może być inaczej, bo, gdyby chcieć jednym słowem określić pleciugowe „Niezłe ziółka” była by to PRZEWROTNOŚĆ. Przewrotny jest tu przede wszystkim tekst, ale też tyleż zwariowana, co porywająca teatralna forma.
Ileż tu się dzieje. Scena kipi dekoracjami, nawet okno sceniczne otrzymało nową aranżację. Jeśli dodamy do tego znakomite kostiumy i demoniczne makijaże zobaczymy teatralny świat, przypominający nieco ten znany z filmów Tima Burtona. Oprawa wizualna spektaklu to rewelacyjna praca Magdaleny Gajewskiej.
Jak zawsze w Pleciudze, możemy liczyć na sporą dawkę muzyki. O przebojowe kompozycje zadbał, doskonale znany szczecińskiej publiczności, Piotr Klimek. Artystycznej wartości dodaje fakt, że muzyka grana jest na żywo. Musicalowa formuła oraz nieco drapieżny charakter kompozycji, przydają spektaklowi, zgodnych z atmosferą dramatu: zadziorności, pazura oraz podszytej sarkazmem i ironią demoniczności (wcale nie strasznej).
Siłą spektaklu jest znakomity zespół aktorski Pleciugi i stworzone przez nich wyraziste postaci. Teatr Pawła Aignera zawsze jest wymagający względem aktorów, ale zarówno odtwórcy jak widzowie natychmiast otrzymują nagrodę w postaci soczystych kreacji i gęstego od znaczeń widowiska. Aigner proponuje teatralną „Wielka Pardubicką”. Tu wszystko pędzi… dosłownie i w przenośni: słowa, znaczenia, emocje, kreacje, sytuacje i… aktorzy. Wielokrotnie przebiegają scenę tam i z powrotem, wzdłuż i wszerz, z przodu, z tyłu, z boku, itp. itd. Co ważne, nawet na chwilę nie gubią koncentracji, znakomicie odnajdując się w kolejnych scenach, powoływanych szybciej niż prędkość opadania wzbudzonego przez nich scenicznego kurzu. Na uwagę zasługuję finałowa scena z monstrualną marionetą – godna lalkarskiego warsztatu z pracowni Jima Hensona!
Świetny jest Maciej Sikorski jako pogrążony w depresji i kryzysie tożsamości diabeł Boruta, samozwańczy Prezydent lasu, ze szczególnym uwzględnieniem „kaczyńskich” zakłóceń w politycznych przemowach. Zachwycił konsekwencją językowej (francuskiej) maniery oraz „przebiegłego” gestu Aleks Joński jako Wilk. Ciekawie też wypadł wokalnie. Do aktorskiej klasy przyzwyczaili widzów i tym razem nie zawiedli pozostali – Paulina Majtas (romantyczna mara Marry), Edyta Niewińska-Van der Moeren (przygłucha Baba Jaga), Rafał Hajdukiewicz (dystyngowany i zmanierowany Wampir), Grażyna Nieciecka-Puchalik (dobry Diabeł) oraz Krzysztof Tarasiuk (niedokończony Jasiu). W tragiczną, wielce doświadczaną przemocowo postać Zająca - więźnia politycznego, wcielił się… jeden z techników scenicznych Pleciugi – Tadeusz Kuba Jotko!!! Wszyscy wyraźnie „bawią się” swoimi postaciami, odnajdując w tych kreacjach wiele radości i możliwości.
Paweł Aigner, jeden z najciekawszych polskich reżyserów teatralnych, dał się poznać w Szczecinie z pracy nad genialnym „Kubusiem i Jego Panem” (2009) także w Pleciudze. „Niezłe ziółka”, choć formalnie odległe od poprzedniej realizacji, to znów misternie wypracowana teatralna perła albo… petarda. To znów pokaz możliwości teatralnej maszynerii i przede wszystkim możliwości aktorskiego warsztatu.
Pleciuga pisze, że spektakl adresowany jest dla dzieciaków od 9 lat. Też. Gwarantuję, że starsze dzieci (nawet 40+) bawić się będą przewybornie! Albo inaczej: w tym przypadku widzów obowiązuje tylko dolna granica wieku.




