Między wódką, a zakąską...
Szymon Kaczmarek
Zakąska jest zachętą do wódki. A może odwrotnie? Kto by chciał pamiętać? Wiadomo jednak, że picie bez zakąszania jest zwykłym pijaństwem, ale gdy na stole pojawiają się choćby ogórki, to już zaczyna się Biesiada. Jeśli odbywa się ona w marcu, to z pewnością u Bożenki, Krystyny, lub Józefa...
Ktoś mądry powiedział: "Na to, by być alkoholikiem, mam zbyt mało pieniędzy, zostać pijakiem też nie mogę, zbyt kocham zakąszać". Picie niektórych alkoholi bez towarzystwa śledzika, kiszonych ogórków, marynowanych grzybków, czy wreszcie plastra dobrze uwędzonej wędliny jest zwykłym barbarzyństwem. Dla wódki i zakąski zresztą.
Truskawki mniej smakują bez szampana, a najodważniesze zapachowo sery, tracą aromat bez kieliszka wina. Zakąski już dawno złamały wszelkie konwenanse i przekroczyły granice grup społecznych, kulturowych, czy nawet tych mierzonych grubością portfela. Na najwykwintniejszych rautach pojawiają się smalec z cebulą, razowy chleb i kiszone ogórki. Czy to wyłącznie efekt "rustykalnej" mody? A może jednak atawistyczna tęsknota do smaków dzieciństwa, do prostoty i tradycji?
Przyznam, że z sadystyczną lubością obserwuję "bywalców" darmowych kolacyjek, gdy mróżąc z rozkoszy oczy wgryzają się w pajdę chleba ze słoniną, zapijając ją zmrożonym kieliszkiem markowej wódki. Moja lubość jest tym większa, jeśli uprzednio widziałem tych samych "salonowców" siedzących z bezradnym wzrokiem przed półmiskiem z homarem i galimatiasem przydatnych w oprawieniu bydlęcia sztućców.
Wiem, jestem okrutny, ale kto nie jest?
Według najstarszych szkół i mądrości dziedzicznych, najlepszą zakąską biesiadną jestÉ rozmowa. Oczywiście, że w pochyleniu nad mnogością talerzy, talerzyków, półmiseczków i tac wszelakich. To zapewne przez gadulstwo Dziadów naszych wziął się zwyczaj naprzemiennego podawania dań ciepłych i zimnych. W trakcie dysput o naprawianiu Świata, łatwo było poparzyć sobie gadatliwy język.
Opisy ucztowania, czytaj: opilstwa, lecz z zagryzką, zdominowały literaturę narodową o Mikołaja z Nagłowic poczynając, przez reymontowskich "Chłopów", na Pilchu i Stasiuku kończąc.
Tradycję zakąszania mamy w słowiańskich genach. Od wąchania glonka razowego chleba, na tzw. "prykusku", aż po nadziewane słodkościami bekasy, które niczym innym jak zakąską do miodów ciężkich bywały. Z tym wąchaniem chlebka po wypiciu wódki to cud dla mnie niewytłumaczalny wciąż i wciąż skutkujący, spróbujcie. Nie boli.
Zapytacie skąd bierze się ogromna frajda z pójścia na wesele, lub na imieniny ulubionej Cioteczki? (Tak a propo: wszystkim marcowym Bożenkom, Krystynom i Józefom udanych biesiad, to wspomnienie imienin było przyczynkiem do napisania tego felietonu.)
Ano stąd właśnie, że zazwyczaj nie jest to proste (lub prostackie) spotkanie przy flaszce, jeno posiadywanie za suto zastawionym stołem.
Jak w każdej dziedzinie życia i na zakąskowym stole obowiązują okresowe mody i trendy, jednak żaden nowoczesny wynalazek nie zastąpi ryby po grecku, jajka w majonezie, lub tatara.
I kiedy tak (jak głosiła pewna reklama), patrzę i przyglądam się, cieszy mnie fakt, iż młode Gospodynie podtrzymują wciąż tą staropolską tradycję. Choć z drugiej strony, trochę obawiam się nowoczesności pomysłów.
Coraz częściej bowiem sałatka z ananasem zastępuje tą z warzyw rosołowych, a tartinka z masłem orzechowym i awokado, prostą "Meduzę i Lornetę".
Przepis na "Meduzę i lornetę"
2 nóżki i mięsną goloneczkę dobrze oczyścić, opłukać, włożyć do dużego garnka, zalać wodą i wstawić na średni ogień. Po 20 minutach dodać sól, cebulę (którą można podpiec na małym gazie), liść laurowy, ziele angielskie, pieprz i obrane marchewki pokrojone na duże kawałki. Gotować do miękkości mięsa na małym płomieniu. Nie dolewać wody.
Marchewki wyciągnąć wcześniej.
Kiedy mięso jest bardzo miękkie, ma samo odpadać od kostek, wyciągnąć je z wywaru i ostudzić. Wywar przecedzić. Marchewki pokroić na plasterki. Czosnek zmiażdżyć i dodać do wywaru. Mięso oddzielić od kości, pokroić na mniejsze kawałki i dodać do wywaru, w tym kawałki skórki i żyłek z golonki i nóżek. Doprawić solą. Salaterki wyłożyć plasterkami marchewki i szczyptą zielonej pietruszki, zapełnić ciepłym wywarem z mięsem. Odstawić do wystudzenia, a następnie wstawić do lodówki, by galareta stężała.
Ja lubię znaleźć w meduzie plasterek jaja na twardo, groszek, czy kaparka. To sprawa wyobraźni i inwencji Kucharza.
Podawać z octem i dwoma prostymi kieliszkami wódki o pojemności 100 gram.
Przed kolejnym kęsem "meduzy" mówi się zazwyczaj: "Na zdrowie", a na coraz piękniejszy Świat spoziera przez denko wysoko wzniesionej "lornetki".
Szymon Kaczmarek




