Nie daj się jesiennym nastrojom
Krótsze dni, chłód i brak słońca. Jesienna aura potrafi dać się we znaki. Często właśnie w tym czasie pojawia się przygnębienie, spadek nastroju, melancholia. Jesienią i zimą o wiele łatwiej o depresję. Ignorowanie takiego stanu to poważny błąd, który potrafi prowadzić do poważnych konsekwencji.
To udowodnione, że schyłek roku jest czasem, gdy trudniej radzić sobie z rzeczywistością. To okres, gdy psycholodzy mają więcej pacjentów, a zgłoszenia na policję osób ze stanami lękowymi i manią prześladowczą osiągają rekordowy poziom…
Skąd taka tendencja? Brak światła i kiepska pogoda to może jeszcze nie powód do „doła”, ale na pewno trudniej w takich warunkach zwalczać stres, efekty zmęczenia i niedospania. Gdy z powodu czynników zewnętrznych w organizmie zaczyna brakować serotoniny i endorfiny – przyczyny zewnętrzne wywierają wpływ na nasz nastrój. Zmęczenie i stres zaczynają przeradzać się w stany lękowe lub zupełne odrętwienie, a brak energii zaczyna doskwierać tak mocno, że trudno o siły, by wykonać coś poza niezbędnymi czynnościami.
Gdy znika chęć do życia
Oczywiście, poczucie odrętwienia i brak energii mogą być wynikiem wielu czynników i nie muszą oznaczać depresji. Jeśli jednak poczucie beznadziei i trudność w odnalezieniu motywacji do działania przeciąga się i zauważalna jest już dłużej niż dwa tygodnie – niewątpliwie mamy do czynienia z poważnym stanem. Wtedy najlepiej zgłosić się do lekarza – pierwszego kontaktu lub lepiej od razu do psychiatry.
Większość chorych nie zgłasza się w ogóle, duża część, jeśli się leczy, to jedynie u lekarza rodzinnego, a zaledwie kilka procent pozostaje pod opieką psychiatrów. To niepokojące dane.
– A zażywanie leków antydepresyjnych to fragment złożonego leczenia, którego elementem powinna być także konsultacja z psychologiem lub psychiatrą – przekonuje dr Marek Juraszek. – Często długotrwała psychoterapia nie jest konieczna, ale zawsze może pomóc – dodaje.
Pierwsza pomoc
Co pomoże, gdy wykazujemy skłonność do stanów depresyjnych, zwykle silniejszych jesienią i zimą? Pozytywne nastawienie byłoby wskazane, jednak, co zrozumiałe, może być z tym kłopot. Na pewno nie należy zamykać się w domu i rezygnować z ruchu (również na świeżym powietrzu). Wysiłek fizyczny przyspiesza krążenie krwi, a to przecież wraz z nią do komórek dostaje się tlen – dotleniony organizm to więcej sił i energii (których przecież brakuje, gdy jesteśmy „w dołku”).
Regularna aktywność na zewnątrz zapewni komórkom również światło – jeśli pracujemy całe dnie i poza godzinami pracy nie oglądamy światła dziennego, spróbujmy może wygospodarować chwilę przerwy, by móc chociaż pospacerować przez pół godziny. Warto także zrezygnować z doraźnych poprawiaczy humoru: alkoholu i słodyczy. Na dłuższą metę powodują uzależnienie, a ono – znowu depresję. I koło się zamyka.
Co jeszcze warto sobie zapewnić? Coś dla ciała, by ukoić duszę – obok wysiłku fizycznego powinien pojawić się czas, który poświęcimy tylko sobie. Bez wątpienia odprężające masaże i zabiegi w salonach SPA wyciszą lub dodadzą energii.
– Propozycją, która sprawdza się o każdej porze roku, ale szczególnie polecana jest podczas jesiennych zmian nastroju jest holistyczna filozofia Dalekiego Wschodu wyrażona w masażach ayurvedyjskich – proponuje Beata Krawętkowska z Baltica Wellness & SPA.
Ayurveda to nie tylko masaż, ale i sztuka życia. Indyjska technika masowania ciepłym olejem otwiera czakry, obejmując m.in. stopy, obręcze barkowe, głowę. Masaż pobudza miejsca, w których gromadzi się w ciele energia. Dzięki temu wraca harmonia między umysłem a duszą, a ciało jest wyciszone i zrelaksowane.
By przywrócić energię i chęć do życia warto spróbować też mrożących zabiegów w kriokomorze. Kilka minut w temperaturze -110 st. C to zastrzyk energii dla organizmu – mówi Beata Krawętkowska. – Po kilku zabiegach znikają wszelkie bóle, stany lękowe i depresyjne.
Mnie to nie rusza…
To pierwsza reakcja na samą myśl, że problemem, który nas dotknął może być depresja. Statystycznie częściej chorują kobiety niż mężczyźni. Istnieje wiele teorii, dlaczego tak się dzieje. Jedni uważają, że to kwestia działania hormonów – badania naukowe dowodzą o zależności poziomu progesteronu i występowaniu zaburzeń depresyjnych u pań. Niemniej, w ostatnich latach coraz głośniej jest o fali zachorowań wśród mężczyzn, którzy w dobie kryzysu, przytłoczeni rolą społeczną (przypisywaną im tradycyjnie w naszej kulturze), coraz częściej nie radzą sobie z rzeczywistością.
Niestety, bardzo często choroba bywa u nich wykrywana późno. Powód? „Prawdziwy facet” nie powinien się przecież nad sobą użalać i ze złym humorem biegać od razu do lekarza…
– To bardzo poważny błąd, ponieważ ignorowanie niewielkich, nawet sezonowych zaburzeń, może prowadzić do ich pogłębiania – ostrzega psychoterapeuta Marek Juraszek. – W efekcie to nie podły nastrój jest na pierwszym planie, ale objawy somatyczne: tłumiona depresja ujawnia się poprzez fizyczny ból.
Musimy sobie uświadomić, że depresja to stan, który mówi nam, że czegoś pragniemy, ale nie potrafimy tego dostrzec, nazwać i, co za tym idzie, zrealizować swoich pragnień. To stan, gdy nieustannie nam czegoś brakuje i popadamy we frustrację.
Najważniejsze to nie ignorować objawów i otwierać się na pomoc. Otoczyć depresję szczelną skorupą jest łatwo. Trudniej później wyjść z takiego stanu…
Jak rozpoznać depresję?
Nie będzie nam łatwo jednoznacznie samemu zdiagnozować, jaki rodzaj depresji nas dotyczy, jednak naprawdę wystarczy przyjrzeć się swoim zachowaniom i samopoczuciu, by rozpoznać, że dzieje się coś złego. Jeśli:odczuwasz smutek, który sprawia niemalże fizyczny ból
• tracisz chęć do życia – nie spotykasz się z przyjaciółmi, nie myślisz o rodzinie, nie zwracasz uwagi na to, jak wyglądasz
• masz zaburzenia apetytu – nie jesz wcale lub przeciwnie, prawie cały czas odczuwasz głód
• taki stan przedłuża się ponad dwa tygodnie masz kłopot, z którym prawdopodobnie nie poradzisz sobie samodzielnie.




