Magdalena Tulli:Literatura nie ma płci
Życzę pięknego życia tej nagrodzie – tak skomplementowała Nagrodę Literacką „Gryfia” jej pierwsza laureatka, Magdalena Tulli. Kapituła doceniła jej zbiór opowiadań „Włoskie szpilki”. Oprócz tytułu pisarka dostała 50 tys. zł. Nagrodę przyznano w ramach pierwszej edycji Festiwalu Literatury Kobiet zorganizowanego przez redakcję Kuriera Szczecińskiego.
Czy literatura jest kobietą?
Literatura nie jest ani kobietą, ani mężczyzną. W zakresie umiejętności pisania dobrych książek szanse obu płci są absolutnie wyrównane. Ale jest jeszcze druga strona medalu, zwana recepcją. Dość znany jest pewien eksperyment z zakresu psychologii społecznej, przeprowadzony na którymś z amerykańskich uniwersytetów. W dwóch grupach rozdaje się badanym jakiś tekst, w jednej grupie podpisany przez kobietę, w drugiej przez mężczyznę. Ten podpisany przez mężczyznę zawsze zbiera znacząco lepsze oceny. Tylko, że obie grupy czytają ten sam tekst. Problem jest więc realny i może kusić do prowokacji, do przewrotnych pomysłów. Rozumiem, że stąd wzięła się ta szczecińska nagroda. Nie widzę w niej ani śladu intencji chronienia autorek przed konkurencją z autorami.
Jak ocenia pani samą ideę takiego festiwalu właśnie dla kobiet?
Literatura kobiet nie jest tylko dla kobiet. Owszem, istnieje specyficzna „literatura dla kobiet”, czyli niewymagające romanse, pisane nieraz przez mężczyzn. Ale w rozumieniu pomysłodawców festiwalu literatura kobiet to literatura pisana przez kobiety i tylko tyle. Może być inna od tej pisanej przez mężczyzn, ale jeśli już tak się zdarzy, nie ma w tym nic fizjologicznego, raczej całkiem świadome wykorzystanie odmiennych doświadczeń.
„W liceum z polskim miałam same kłopoty, nigdy się nie wygrzebałam z trói z minusem (…) Pamiętam zamęt w głowie, kiedy tematy wypracowania klasowego były już na tablicy i widziałam, że na żaden z nich nie mam absolutnie nic do powiedzenia” – to oczywiście pani słowa. To jak to się stało, że nagle polubiła pani pisać?
Mogłabym oczywiście powiedzieć, że co innego pisać pod przymusem, a co innego z własnej woli. Sprawa ma jednak szerszy wymiar i dotyczy wielu ludzi. Słabe oceny z polskiego wynikały nie tylko z mojego lenistwa. Szkoła też się nie popisała. Szkolne sukcesy są miarą umiejętności osiągania szkolnych sukcesów, niczym więcej. Potem cywilizację ciągną do przodu byłe szkolne osły na równi z prymusami. Może nawet z lekką przewagą osłów, bywają bardziej twórcze.
W uzasadnieniu nagrody dla pani Inga Iwasiów powiedziała: „Przyznajemy Gryfię Magdalenie Tulli, bo „Włoskie szpilki” bolą”. Jako że ten zbiór opowiadań jest mocno autobiograficzny, zapytam – czy pani wciąż jeszcze czuje ból tej małej dziewczynki? Czy łatwo było zmierzyć się z bolesnymi wspomnieniami i przełożyć je na język literatury?
I tak i nie. Mam dystans do bólu dziewczynki, wiem dlaczego nie mogło być inaczej. Ale też wiem, że ludzi, którzy czują podobny albo inny ból, nigdy nie brakuje. Nie musiałam się mierzyć z bolesnymi wspomnieniami, ani tym bardziej przekładać ich na język literatury. Im lepiej rozumiem tamte okoliczności, tym mniej bolą. Ten tekst ma bardzo prostą konstrukcję, wolną od kamuflażu. Jeśli się odważyłam na coś takiego, to głównie dlatego, że w planie nie było wydania książkowego. A potem wyszło jak wyszło. Przyjaciele namówili i nie żałuję
Magdalena Tulli (ur. 1955)
Pisarka i tłumaczka. Jej ostatnia książka, „Włoskie szpilki”, to zbiór autobiograficznych opowiadań o małej dziewczynce, cierpiącej na brak czułości ze strony matki, byłej więźniarki obozu koncentracyjnego. Tłem dla emocjonalnego napięcia między matką i córką jest krajobraz czasów PRL, kontrastowo zestawiony z „lepszym światem” – ulicami Mediolanu, rodzinnego miasta ojca dziewczynki, gdzie spędza ona wakacje.




