Zupełnie nowa Butterfly
Tona różowego piasku z którego zrobione zostały wydmy, oryginalne 15 kilogramowe kimono i multimedialne projekcje Tokio. To „Madama Butterfly” w najnowszej odsłonie Opery na Zamku.
W reżyserii Pii Partum akcja „Madamy Butterfly” przenosi się do współczesnego Tokio. -Główna bohaterka nie jest naiwnym dziewczęciem. – Jest kobietą, która wie, w co się wikła i brnie w to świadomie – mówi reżyserka. – Dlatego pojawia się nowa postać, tancerz-ćma, alter ego bohaterki. Celowo odchodzę od XIX-wiecznej konwencji wystawiania tej opery, koncentruję się bardziej na emocjach bohaterów niż na pięknym japońskim folklorze. Dla mnie bardziej interesujące jest, jakie uczucia i emocje kierują głównym postaciami opery.
Praktycznie cała opera zasadza się na postaci Butterfly (w jej rolę wcielają się dwie solistki – Maria Gessler i Marieke Wikesjo),to partia niezmiernie trudna muzycznie, wymagająca od śpiewaczki nie tylko umiejętności oddania dramatycznego wymiaru postaci, ale również znakomitej techniki i kondycji wokalnej. Jest obecna na scenie praktycznie przez całe przedstawienie, a śpiewa przez niemal 90 minut. Autorką scenografii jest Barbara Hanicka, a orkiestra gra pod batutą Wojciecha Semerau- Siemianowskiego, dyrektora artystycznego szczecińskiej Opery.
„Madama Butterfly” to opowieść o zawiedzionej miłości gejszy do porucznika amerykańskiej marynarki. Opera została wystawiona w lutym 1904 r. w mediolańskiej La Scali (a w Polsce cztery lata później, w Warszawie). Premiera została źle przyjęta. Puccini wprowadził korekty do partytury i w trzy miesiące później z dużym powodzeniem pokazał operę w teatrze w Brescii. Partię głównej bohaterki śpiewały największe sopranistki, m.in. Maria Callas, Victoria de los Angeles, Renata Tebaldi, Mirella Freni, Renata Scotto, a z Polek: Jadwiga Romańska i Teresa Żylis-Gara.Na szczecińskiej scenie muzycznej „MadamaButterfly” została pokazana po raz pierwszy w 1982 r., a premierę przesunięto o kilka tygodni ze względu na wprowadzenie stanu wojennego.




