Zamieszkaj w cudzym mieszkaniu
O podróżowaniu marzą miliony ludzi na całym świecie. Nie wszystkich stać na przeżycie przygody w dalekich krajach. Są jednak sposoby na tanie podróżowanie, a przynajmniej – na tanie noclegi. Wystarczy tylko zostać couchsurferem.
Marcin Reweda, student fotografii, prawie miesiąc spędził podróżując po Indiach. Zarejestrował się na stronie Couchsurfing.org. Skontaktował się przez nią z chłopakiem z Delhi, by przenocować u niego przez kilka dni. – Nie dość, że wylądowałem w nieturystycznej dzielnicy, to na dodatek w prywatnym domu – mówi Marcin. – Zobaczyłem, jak żyją prawdziwi Hindusi. Zostałem zaprowadzony do miejscowej restauracji, z miejscowym jedzeniem, gdzie ceny były trzy, cztery razy niższe niż w lokalach dla turystów.
Poznać życie tubylców
Jeszcze lepsze doświadczenia w tej sferze ma dziewczyna Marcina, Julia, doktorantka językoznawstwa, która dzięki couchsurfingowi zdobyła swoje aktualne mieszkanie. – W ramach wyjazdu stypendialnego do Włoch napisałam na forum w Weronie, że poszukuję pokoju – mówi. – Mieszkanie wynajął mi Sardyńczyk, couchsurfer, za śmieszne pieniądze. Ja go osobiście nie poznałam, bo pracuje poza Weroną, ale rozmawiamy przez telefon. Ostatnio dzięki niemu dostałam nawet wejściówki na międzynarodowy festiwal wina Vinitaly.
Julia podkreśla, że couchsurfing to dla niej nie tylko sposób na podróżowanie, ale przede wszystkim na poznawanie nowych ludzi. I tak, w Paryżu gościł ją informatyk z Hiszpanii, w Edynburgu mieszkała z chłopakiem u grajka ulicznego, który swoim gościom z Polski robił tradycyjne, szkockie śniadania, całymi dniami grywał na gitarze i opowiadał lokalne legendy.
Couchsurfing przydał się Julii nawet w jej pracy naukowej. – Wybierałam się na konferencję slawistyczną do Kilonii w Niemczech – wspomina. – Konferencja nie dostała dofinansowania i na ostatnią chwilę trzeba było coś znaleźć. Na mój apel odezwało się około trzydziestu couchsurferów z Kilonii, wszyscy byli gotowi nas przenocować.
Impreza po szwedzku
Couchsurfing to nie tylko wyjazdy do cudzych mieszkań, ale i oczywiście, przyjmowanie we własnych mieszkaniach obcych ludzi. Karolina Łodygowska, szczecinianka, która studiuje na UJ, na swojej stancji w Krakowie przyjęła dwoje Szwedów, Wietnamczyka, dwójkę Niemców i dwójkę Francuzów. – Szwedzi, przyjechali, zostawili rzeczy i już od godz. 13 zaczęliśmy chodzić po pubach, imprezach karaoke, a skończyliśmy o 6 nad ranem, kiedy już musieli wyjeżdżać, żeby zdążyć na samolot.
Mniej rozrywkowo spędziła Karolina czas z gośćmi z Niemiec. – Pochodziliśmy trochę po Krakowie, ale później musiałam ich zostawić na jakiś czas – wspomina. – Napisali mi sms, że zgubili się w mieście, i że przyjdą do domu wieczorem. Obudzili nas późną nocą, rzucając kamykami w okno, żeby im otworzyć, bo nie umieli obsługiwać domofonu. Karolina swoje konto na stronie Couchsurfing.org założyła jeszcze w czasie, gdy mieszkała w Szczecinie. Jednak żaden podróżnik nie zgłosił się wówczas z prośbą o nocleg. – Z kolei jak w Krakowie daję na stronie CS opis „yes! Definitely!”, to od razu zgłasza się mnóstwo chętnych i większości muszę odmawiać. Na co dzień mam więc opis, że nie mam wolnego miejsca lub akurat podróżuję – mówi Karolina
Zarówno wyjazdy do cudzych mieszkań, jak i przyjmowanie w swoich domach obcych podróżników na pierwszy rzut oka i ucha nie musi wyglądać ani brzmieć bezpiecznie. Wentylem bezpieczeństwa są profile na stronie Couchsurfing.org, gdzie celem weryfikacji konta trzeba podać kilka najważniejszych informacji o sobie tak, by podróże w ramach CS nie były ryzykownymi wyjazdami w nieznane. Choć oczywiście, zawsze jest ryzyko. – Nigdy nie zostawiłabym ich samych w domu, zawsze przyjmowałam ich w większym gronie – mówi Karolina. – Zresztą nawet gdyby chcieli mnie okraść, nie mieliby za bardzo co, chyba, że kilka dobrych książek (śmiech).




