Wakacje zbliżają się ku końcowi. Kilka spostrzeżeń. Tego lata sporo przebywałem na szczecińskim deptaku. Widziałem panów śpiących na ławkach albo żebrzących o papierosa lub parę groszy od klientów licznych lokali. A także młodzież okupującą fontannę lub bramy, czasem pozostawiającą po sobie butelki i śmieci. Są dni, że było to bardziej widoczne, a bywały, że praktycznie w ogóle. Przyznam irytowało mnie. Aż pojechałem do Sopotu, gdzie jak większość turystów włóczyłem się po tamtejszym deptaku, popularnym Monciaku, dodam, że miejscu w Trójmieście elitarnym, z przylegającym doń Grand Hotelem i Sheratonem.

I? Nie wiem czy jest to dla nas jakieś pocieszenie – ale szczeciński deptak przy Monciaku to oaza czystości i wysokiej kultury. Takiej liczby żebrzących, ilości walających się śmieci, szkła, resztek żarcia niestrawionego, a także częściowo strawionego trudno gdzie indziej znaleźć. No chyba tylko na krakowskiej starówce. Na pewno częściowo można to wyjaśnić większą skalą niż u nas. Więcej knajp i klientów proporcjonalnie oznacza więcej syfu? A może dlatego, że Monciak się zmienia? W samym jego centrum, pomiędzy legendarnym Błękitnym Pudlem i Spatiffem, a Złotą Rybką i Wedlem ruszyły w tym roku masowo całonocne punkty z kebabami i zapiekankami. Coraz więcej też klubów go go, reklamowanych przez dziesiątki naganiaczek. A i menele agresywniejsi, proszą o pieniądze stanowczo, wchodząc do ogródków i nic nie robiąc sobie z uwag obsługi. Pogonieni odgrażają się. Stąd uwierzcie mi, kiedy tuż po Sopocie pojawiłem się na naszym deptaku z przyjemnością obserwowałem „naszych“ żuli. Jakże wydali mi się nieśmiali w swoich prośbach, delikatni, wręcz wrażliwi. Wiele by się mogli nauczyć od sopockich kolegów. Na nasze szczęście chyba nie mają z nimi kontaktów i wymiany metod działania.

A w naszej gazecie tym razem bohater nieszczeciński, choć pewnie jak czytacie ten numer jest już po szczecińskim koncercie Cochise. Paweł Małaszyński i jego grupa Cochise. Na co dzień znany z pracy aktorskiej, a u nas opowiada głównie o swojej pasji jaką jest muzyka rockowa. To zupełnie inny Małaszyński. Znacznie ciekawszy niż ten z seriali i bardziej lub mniej udanych polskich produkcji. Poza tym inni ciekawi ludzie i ich pasje, wydarzenia, moda, zdrowie i sport. Tego ostatniego jest u nas dużo. 2012 to rok sportu, najpierw Euro, które Polska zakończyła na z góry upatrzonych pozycjach, a potem olimpiada. Na niej też odnotowaliśmy „wybitne“ sukcesy. Większość komentatorów tragiczną kondycję polskiego sportu widzi w chorym systemie, zdominowanym przez działaczy. Syndrom PZPN-u ogarnął inne dyscypliny. Coś w tym jest, pieniądze zanim trafią do sportowca czy też klubu muszą zadowolić armię działaczy, zgromadzonych w niezliczonej liczbie związków. Koszmar. No, ale nas szczecinian na koniec lata czekają już tylko same przyjemności. Kibice piłkarscy mają wreszcie swoją wymarzoną ekstraklasę, a pozostali m.in. Rajd Baja i Pekao Szczecin Open. Dodam, że ten ostatni jest jubileuszowy. Kibicujemy gorąco tenisowi, stąd nie mogło zabraknąć rozmowy ze współtwórcą turnieju Krzysztofem Bobalą, notabene naszym publicystą. A po przeczytaniu wywiadu pozostaje nam tylko jedno – zaprosić was na korty. Warto!

Prestiż  
Sierpień 2012