Człowiek z „głosem”

Jeden z najbardziej utalentowanych i popularnych współczesnych aktorów filmowych. Twardy typ, obdarzony świetnym głosem i charyzmą na miarę Roberta De Niro i Roberta Duvalla. Robert Więckiewicz. 

Audiobook „Błękitna pustynia" autorstwa dziennikarza Radia Szczecin Rafała Molendy traktuje o misji Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. Narratorem jest dziennikarz Radia Szczecin (w tej roli Robert Więckiewicz), który jest świadkiem i uczestnikiem zdarzeń. Słuchacz razem z nim poznaje rozterki i obawy ludzi wyjeżdżających na wojnę. Wszystkie postacie i zdarzenia są autentyczne.

Jak trafił pan na „Błękitną pustynię”?

Krzysztof Czeczot przysłał mi ten tekst i po jego przeczytaniu stwierdziłem, że jest na tyle interesujący, że chciałbym wziąć udział w tym projekcie. Zresztą już po udziale w „Łowcy androidów” na Zamku Książąt Pomorskich, zasmakowałem w tego typu imprezach. To absolutnie znakomita forma prezentacji. Mojemu czytaniu towarzyszyła muzyka na żywo, w przypadku „Pustyni” była to orkiestra Filharmonii. Byłem jedynym „żywym” aktorem na scenie, reszta była puszczana z tzw. „puszki”. Wyszło z tego coś na kształt monodramu, ale bardzo oryginalnego w formie.

Zaczął się pan specjalizować w audiobookach. To chyba przez ten głos…

Nie przesadzajmy z tą specjalizacją (śmiech). Ale to fakt, dostaje dużo propozycji czytania. Akurat tak się składa, że Krzysiek Czeczot zawsze potrafi się wstrzelić ze swoją propozycją, w taki moment, kiedy jestem wolny. Ponadto jego pomysły są bardzo atrakcyjne i trudno mu odmówić.

Co w tekście Rafała Molendy było dla pana atrakcyjnego?

Ten tekst ma wiele dramatycznych, ale też wzruszających momentów, szczególnie finał, który chwyta za serce. Dla mnie spotkanie z nim jest pewnego rodzaju nauką. Oczywiście, wszyscy zdajemy sobie sprawę, że polscy żołnierze walczą w Afganistanie i Iraku, ale tak naprawdę nie wiemy jak to naprawdę wygląda. Wiemy tyle, ile powiedzą nam media. Dopiero „Pustynia” pokazała mi, że wojna to nie spacer, że na żołnierzy czeka realne zagrożenie. To jest bardzo ujmujące. Czytając „Pustynię” poczułem, że jestem w samym jej środku.

W polskim kinie obecnie trwa „czas Roberta Więckiewicza”. Zarówno publiczność jak i krytyka jest co do tego zgodna. Który moment w pana karierze był tym przełomowym?

Rola w „Vinci” Juliusza Machulskiego. To było jakieś dziesięć lat temu. W moim życiu jest tak, że niczego nie przyśpieszam. Wszystko dzieje się wtedy, kiedy ma się wydarzyć. W zawodzie aktora nie ma za wcześnie, czy za późno, np. Jessica Tandy otrzymała Oscara dopiero w wieku 80 lat. Aktorstwo to jest proces, rozłożony w czasie.

Wspomniał pan o laureatce Oscara. Był pan na ceremonii rozdania Oscarów, kiedy film Agnieszki Holland „W ciemności” był do tej nagrody nominowany. Faktycznie ta uroczystość to spełnienie marzeń każdego aktora?

To raczej wisienka na torcie. Na gali było miło i gorąco. I pomimo tej atrakcyjnej otoczki, celebrytów i gwiazd na czerwonym dywanie, najprzyjemniejszym momentem był fakt, że nasz film został doceniony i zauważony. I nie chodzi tu tylko o dobre recenzje w amerykańskiej prasie, ale też o pochlebne opinie od znanych osób. Trzymam teraz kciuki za „Idę” Pawła Pawlikowskiego.

Prestiż  
Grudzień 2014