Krwiste widowisko

Teatr Współczesny w Szczecinie, „Jak umierają słonie” w reżyserii Marcina Libera

Szedłem na ten spektakl z mieszanymi uczuciami. Wiedziałem, że nazwisko reżysera – Marcina Libera – gwarantuje wysoką teatralność jakość, ale tematyka z którą tym razem postanowił się zmierzyć wzbudziła moje wątpliwości. Emocjonowanie reportażem wojennym jest mi wielce dalekie. O ile w pierwszym aspekcie trafiłem bez pudła, to w drugim… chybiłem. Odpowiedzialność za pokazywanie ludzkiej tragedii i czerpanie z tego wymiernych korzyści, to również odpowiedzialność odbiorców. Liber rozciągnął tę odpowiedzialność nie tylko na siebie i zespół, ale przede wszystkim na widzów. Obserwator – ofiara – oprawca. Kto jest kim? Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest jednoznaczna. Główna bohaterka inspirowana postacią Grażyny Jagielskiej – ofiara ponad 50 wojen w których nie uczestniczyła, a które relacjonował jej mąż – chowa się przed wojennymi marami w wykopanej w łazience dziurze, która w spektaklu staje się okopem. Ten jednak nie chroni ani jej, ani widzów przed wstrząsającymi, często ociekającymi krwią wojennymi koszmarami. Chcąc nie chcąc musimy, a może chcemy (!) tego słuchać… Tu wstrząsające jest wszystko. Niepokojąca muzyka a właściwie przeszywające dźwięki, wspomniana scenografia i wreszcie aktorzy, którzy ze swych ról wywiązują się wybornie, także fizycznie. A poprzeczka wysoko – bo przecież przesiąknięci codziennymi tragediami podawanymi w telewizyjnych wiadomościach jesteśmy uodpornieni. Tym razem każde ich słowo, każdy gest powoduje na ciele ciarki. Wzbudza je także forma spektaklu, który momentami przeobraża się w multimedialne widowisko pełne efektów przynależnych raczej sztuce filmowej. Minusem jest jednak nagromadzenie owych efektów, wątków oraz ich forma narracji, które utrudniają zrozumienie i tak trudnego spektaklu.

 

Prestiż  
Czerwiec 2015