Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie
Teatr Mały, scena Teatru Współczesnego w Szczecinie. Ivan Wyrypajew, Reż. Anna Januszewska

Nowa propozycja Teatru Współczesnego, pokazywany na scenie Teatru Małego na deptaku Księcia Bogusława X, spektakl „Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie” to wyszydzająca konwencję „farsy salonowej” rozmowa małżonków Roberta i Sary z przyjacielem domu Donaldem. Pozornie niewinne spotkanie przeobraża się w poważny, acz nie pozbawiony humoru, traktat o tym co w życiu ważne - miłości, przyjaźni, odwadze, strachu, zaufaniu, wierze, religii,śmierci... To spektakl formalnie subtelny i czysty, w treści zaś - zadziorny, wciągający i intrygujący. Wymownym akcentem jest główny (i jedyny) element scenografii, którystanowi wymalowana na podłodze tarcza do gry w Darta. To, zdaje się, klucz do zrozumienia tekstu Ivana Wyrypajewa -swoistej gry z widzem, która momentami - w swojej wnikliwiej analizie współczesnych i współczesności -jest ostra jak ostrze wieńczące lotki, innym razem przekornie burzy budowane napięcie i przede wszystkim z trudem składane logiczne rozumienie fabuły. Niektórzy trafiają, inni celują prosto w ścianę... Autor nie ułatwia celności, czyni to już w wywołującym konflikt między postaciami wątku „Gdzie był Marcus?”, albo jak mantra powtarzanej tytułowej sekwencji o „letnich osach kąsających nas w listopadzie”, którą trudno jednoznacznie interpretować. Czy to nasze grzechy z przeszłości? Błędy młodości? Niespełnione pragnienia? Nawet po obejrzeniu spektaklu, to nadal jedna wielka zagadka. Nie sposób uniknąć porównań do słynnego tekstu „Kto się boi Wirginii Woolf” Edwarda Albee'go, a nawet filmów Davida Lyncha, choć tu krwi nie ma… jeszcze, bo podobno autor przymierza się do kontynuacji dramatu. Na szczęście, odpowiedź na pytanie o artystyczną wartość nowej propozycji Współczesnego jest bajecznie prosta - to teatralna maestria. Na scenie oglądamy trójkę świetnych i doświadczonych aktorów; Annę Januszewską, Grzegorza Młudzika i Jacka Piątkowskiego. Januszewska podjęła się także reżyserii, scenografii oraz projektowania kostiumów. Ze wszystkich ról aktorzy wywiązali się świetnie, rezygnując - ku radości co wytrawniejszego widza - z przynależnych gatunkowi aktorskich zabiegów czy tanich chwytów, na które w wielu miejscach tekst pozwala. Na uwagę zasługują, znów wynikające z konstrukcji dramatu, monologi każdej z postaci, ze szczególnym wskazaniem finałowego, w wykonaniu Anny Januszewskiej. Wykorzystując terminologię z gry w Darta, „Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie” to teatralny strzał w dziesiątkę, w samo oko byka (ang. „bullseye”).




