Cóż, że ze Szwecji ?

Teatr Współczesny w Szczecinie, „Trollgatan. Ulica trolli”, reżyseria Tomasz Kaczorowski

Nowa propozycja Teatru Współczesnego zrealizowana zostaław ramach projektu „Pikseloza” Piotra Ratajczaka, do którego zaproszeni zostali młodzi reżyserzy. Jest to dla nichszansa na debiut i konfrontację z wymagającą publicznością. Zgodnie z założeniami projektu, nie może być mowy o taryfie ulgowej w ocenie pracy. Pierwszy ze spektakli „Pikselozy” wyreżyserował Tomasz Kaczorowski. Jego „Trollgatan. Ulica trolli” to umiejscowiony we współczesnej Szwecjitraktat o kryzysie tożsamości Europy. To rzecz o lękach i obawach, które tu w Polsce (jeszcze ?!) obserwujemy w serwisach informacyjnych - terroryzm, wojna, radykalny islam, kontrasty ekonomiczne, populizm czy wreszcie emigracja. Spektakl powstał w oparciu o reportaże Gellerta Tamasa oraz Elisabeth Åsbrinck, które według reżysera pokazują Skandynawię „inaczej, niż znamy ją z kolorowych folderów, inaczej, niż o niej marzymy”. Okazało się jednak, że to spojrzenie stereotypowe i przewidywalne:Szwecja = ABBA i IKEA. W założeniach ironiczna, a faktycznie żenująca była charakterystyka kraju podana w formie… ctr+c / ctr+v z Wikipedii. „Trollgatan” to próba modnego teatru reportażu, jako debiut - obiecująca, szczególnie, że Kaczorowski asystował wcześniej specjalistom tej formy Marcinowi Liberowi, Piotrowi Ratajczakowi czy Wojtkowi Klemmowi.Nieudało mu sięzłożyć różnych stylistycznie opowieści w spójną całość, co z kolei nie pozwalało na zatracanie się w ważnych i trudnych treściach. Brawa należą się za wykorzystanie szerokiego spektrum technik teatralnych; od różnych form monologów, przez wywiad radiowy po ciekawie zainscenizowany internetowy chat (odbijanie wirtualnej piłeczki). Całość świetnie dopasowana do charakterów postaci i odtwarzających je aktorów. Zespół Współczesnego zaufał młodemu reżyserowi, mimo to zdarzyły się zgrzyty. Uwielbiam głos Grażyny Madej, zabrzmiał równie wybornie co zawsze, lecz muzyczne wstawki z repertuaru ABBY były zupełnie niepotrzebne, skojarzenie Szwecji z tą muzyką wypadło infantylnie, choć pewnie miało być ironiczne. Świetna była scenografia, optymalnie wykorzystująca specyficzną przestrzeń Malarni - siedzenia nawiązujące do wagonu metra, scena oraz długa surowa lada. Nad całością dominował monstrualnych rozmiarów ludzik LEGO, ale wbrew zasadzie ze strzelbą, co ma wystrzelić, nie zaistniał… Ciekawe były kostiumy z naszytą folią bąbelkową, która okazała się nie tylko symboliczną ochroną przed mentalnym potłuczeniem, ale też możliwą formą odstresowania (któż nie koił nerwów strzelając owymi bąbelkami?). Mimo pewnych niedoskonałości debiut Kaczorowskiego i samego projektu to interesująca propozycja, świeże spojrzenie na teatr oraz arcytrudną tematykę. 

 

Prestiż  
Listopad 2015