Jak się o tym dowiedział Władymir Władymirowicz Putin, to wpadł podobno w  taką wściekłość, że zjadł wiadro papryczek chilli, popił dwoma wiadrami kwasu chlebowego, potem ciosami karate unicestwił las wokół Moskwy, następnie kilka godzin wyładowywał się na "siłce". Było mało, to  udusił gołymi rękami tygrysa syberyjskiego. Potem poleciał nad morze i  bez butli, na bezdechu, zanurkował na głębokość 874 metrów. Wyłowił jakąś amforę, którą rozbił na głowie najbliżej stojącego generała. I dopiero wtedy się uspokoił. Sporo go kosztował ten jeden metanowiec. A przecież będą następne.

W szczecińskiej Akademii Sztuki przy placu Orła Białego otwarto Centrum Przemysłów Kreatywnych. Ma ono się zajmować m.in. urządzaniem wnętrz, projektami nowych modowych trendów, obróbką drewna i metalu oraz ceramiki. Jest także studio nagrań. To tylko niektóre z 15 różnych pracowni. W laboratoriach będą pracować studenci oraz kadra uczelni. Chodzą plotki, że wśród nich jest jakiś naukowiec ukrywający się pod pseudonimem dr Frankenstein. I ma pomysł na stworzenie jakiegoś nadczłowieka, monstrum, Golluma lub innego stwora, który będzie nową wizytówką miasta, atrakcją turystyczną, maskotką, a w końcu ambasadorem Szczecina w kraju i na świecie. Nie wierzycie? Dzieje się u nas tyle niewiarygodnych rzeczy, że i to może się wydarzyć. A poza tym jaki kreatywny pomysł!

Niewykluczone, że już niedługo w Szczecinie zaczną się częściej pojawiać osobnicy z okolic np. Arabii Saudyjskiej i Dubaju. I nie będą to wcale uchodźcy. Ale bogaci szejkowie, którzy mogliby kupić Szczecin i Pomorze Zachodnie. I to kilka razy. Po co? Bo w halach Szczecińskiego Parku Przemysłowego położono stępkę pod budowę ponad 70-metrowego luksusowego jachtu motorowego. Takimi pływa tylko pierwsza liga finansowych, światowych grubasów. Może więc się stać i tak, że u nas powstanie centrum budowy ekskluzywnych jednostek pływających podobnych do tej, jaką miał np. "Wilk z Wall Street". I może bogacze zachwyceni nowymi zabawkami nie zapomną o nas, maluczkich i ubogich. I wyrzucą czasami coś za burtę, co im nie jest do niczego potrzebne np. milion dolarów w gotówce? A tak a propos szczecińskich atrakcji. Niedawno na placu Zamenhofa pojawiła się nowoczesna rzeźba tzw. "Fryga". Miasto zapłaciło za nią 200 tysięcy złotych. Minęło kilka tygodni i okazało się, że trzeba ją naprawiać. Bo rzeźba popękała - talerze "Frygi" rozwarstwiły się. Na szczęście jest na gwarancji. To pewnie plotki, rozsiewane przez złych ludzi, ale podobno uszkodzenia nie są przypadkowe i nie powstały ani z winy np. warunków atmosferycznych, ani wadliwej instalacji. To ma być robota specjalnego komanda szczecińskich architektów, którym "Fryga" nie przypadła do gustu. Ba, wręcz budzi obrzydzenie. Nic dziwnego, że ich hasło brzmi (niezbyt wyszukane): "nie chcemy tego rzyga, co się nazywa Fryga". Dlatego postanowili ją unicestwić. Już podobno szykują podkop, aby któregoś pięknego dnia, w spektakularny sposób, na oczach przechodniów i zimnych obiektywów kamer, doprowadzić do tego, że zapadnie się ona pod ziemię. I szukajcie jej potem, jak legendarnej już Sediny.

A w Nowym Roku życzmy sobie stołów uginających się od potraw wszelakich, pełnego barku, żeby kac nas się nie imał, szef - satrapa, krwiopijca, wyzyskiwacz i prześladowca żeby doznał przemiany duchowej - stał się łagodnym barankiem i jadł nam z ręki oraz żeby na nasze konto nieznany darczyńca przelał milion euro (przynajmniej).

Amen.

Prestiż  
Styczeń 2016