Krzywym Okiem - Dariusz Staniewski
To był prawdziwy wstrząs! Gdyby doszło do tego w Japonii, to osoba odpowiedzialna pewnikiem popełniłaby jakieś seppuku albo inne harakiri! Ledwo chwyciły mrozy, a duma miasta i regionu Szczeciński Szybki Tramwaj, skapitulował! Ruch na tej linii został wstrzymany!
Rysunki: Grzegorz Dolniak
5 stycznia - od tej pory nazywanego Czarnym Wtorkiem Tramwajarzy – wykryto pęknięcia szyn na spawach. Ponad 100 przypadków! Rekord Guinnessa na 100 procent! Co się stało? - pytali zatrwożeni pasażerowie. Według niektórych naukowców pęknięcia mogły być spowodowane różnicą temperatur - tory były spawane latem i mogły być nagrzane np. do 60 stopni Celsjusza. I jak przyszły mrozy nie wytrzymały, bo różnica temperatur mogła wynosić nawet kilkadziesiąt stopni. Może i tak. Ale są też teorie, że to nie był przypadek i stoją za nim określone siły (niepotrzebne skreślić - przyp.red.) - masoni, Żydzi, cykliści, PiS, PO, KOD, jednostki gorszego sortu, alkoholicy, wegetarianie, polakożercy, innowiercy, imigranci, ateiści, feministki, kapitaliści, UFO ludki, artyści, hedoniści, pismacy, Tomasz Lis, wyznawcy Ojca Rydzyka, bankowcy, poeci, rolnicy, geje, Niemcy, prostytutki, wędkarze, narkomani, Putin, Murzyni, taksówkarze, sataniści, radni, producenci jabłek, bezdomni, związkowcy z Solidarności, Antoni Macierewicz, gimnazjaliści, Trybunał Konstytucyjny, pacyfiści, wróżbita Maciej itp.
Pewien astronom – hobbysta z Kołbaskowa pod Szczecinem – zbudował sobie w ogródku małe obserwatorium astronomiczne. I tak się namiętnie wgapiał w gwiaździsty firmament, że wypatrzył tzw. gwiazdy supernowe (czy jakoś tak). I przeszedł do historii. Per aspera ad astra (z łac. - przez ciernie do gwiazd), jak mawiali starożytni. Ale nie przesadzajmy. Bo znane są przypadki kiedy człowiek tak się gapił na gwiazdy, też takie supernowe, długonogie, zgrabne, opalone, o wielkich, niebieskich oczach, blondyny, czarnule, szatynki, rude… i tak się gapił, że aż się zagapił i po chłopie. Majątek przepadł, zdrowie szwankuje, pod mostem wieje, komornik ściga, kac trzyma, pić się chce… Ot, ciemna strona astronomii.
I ten dzień zapisze się złotymi zgłoskami w historii Szczecina. Po nie wiadomo ilu przesunięciach terminu wreszcie mieszkańcom miasta w poniedziałek 25 stycznia roku bieżącego udostępniono Centrum Dialogu „Przełomy” pod placem Solidarności. Obiekt ten, od wielu miesięcy będący przedmiotem szyderstw i żartów (ze strony szczecinian oraz przybyszy) wreszcie otworzył swoje podwoje dla zwiedzających. Cud! Bo w to, że to ponure, betonowe, nie wiadomo co - przez niektórych nazywane Wilczym Szańcem, Mount Everestem Czyichś Ambicji albo największym dyskontem na Pomorzu Zachodnim (800 m2 powierzchni) – kiedykolwiek ruszy, niewielu już wierzyło. Ale udało się. Teraz czekamy na kolejne cuda – ekspozycyjny (że jest co oglądać), frekwencyjny (że ludzie walą tam wybierając CDP zamiast np. kolejnego odcinka „M jak miłość” albo innego „Klanu”) oraz przetrwania (że za jakiś czas nie trzeba będzie się zastanawiać czy to muzeum warto dalej utrzymywać i może jednak lepiej tam zrobić hipermarket).
Po fali oszustw metodą „na wnuczka” lub „na policjanta” przestępcy wpadli na kolejny, szatański pomysł. Teraz na ich liście przebojów króluje podszywanie się „pod urzędników”. Pod pretekstem różnych kontroli lub interwencji z różnych instytucji starają się wejść do mieszkania, „ściemnić” czymś domowników, a potem ich „obrobić”. Do kilku takich przypadków doszło np. w Kołobrzegu. Na razie nieudanych. Ale to tylko kwestia czasu, kiedy zaczną docierać do nas informacje o udanych przypadkach. Bo takie na pewno będą. Skąd wiadomo? A od kiedy bębni się na okrągło prawie w tv, radio i gazetach o fałszywych „wnuczkach” i „policjantach”? Od dawna. I co? I nico! Zawsze znajdzie się ktoś, kto, pomimo tego wszystkiego, uwierzy w bajki oszustów i biegusiem leci do banku wypłacić grube tysiące. A potem dziwi się, że nie ma takiego wnuczka, a zamiast policjanta jest zorganizowana banda.
Z województwa zachodniopomorskiego do Rzecznika Praw Pacjenta napłynęły trzy skargi, że w szpitalach źle karmią, że są za małe porcje i zbyt zimne posiłki. Według szpitali ich menu składa się z: na śniadanie – zupa mleczna, masło, ser i herbata, na obiad – zupa, ziemniaki, mięso i kompot, no i jeszcze kolacja. Cena – kilkanaście złotych dziennie. W tej chwili we wszystkich zachodniopomorskich szpitalach trwa ustalanie komu nie smakują posiłki. Dla autorów tych donosów przewidziano specjalne zadośćuczynienie – codziennie po dwie lewatywy. A tak swoją drogą, widział ktoś kiedyś pacjenta, który by w szpitalu przytył?!




