Krzywym Okiem - Michał Stankiewicz

Podobno publiczne media były do tej pory wolne i niezależne. Tak przynajmniej uważają organizatorzy protestów, jakie odbyły się w całej Polsce po uchwaleniu ustawy medialnej. Do tej pory myślałem, że w PRL-u telewizja siała propagandę komunistyczną, a po upadku komunizmu była zawłaszczana przez kolejne partie.

Kolejne rządy walczyły o obsadzenie swoimi ludźmi kierownictwa tego giganta, a pozory bezstronności wyborów zapewniała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Najwyższe kierownictwo powoływało następnie swój personel średniego szczebla, a ten realizował w sposób mniej lub bardziej nachalny oczekiwania swojego zaplecza politycznego. I żyłbym pewnie w takim błędnym przekonaniu, gdyby nie ostatnie protesty w obronie niezależności mediów publicznych. W jakim błędzie żyłem! Lepiej późno niż wcale.
 
Poważnie rzecz biorąc - zawłaszczanie TVP przez PiS nie jest niczym nowym. Nowa jest tylko metoda, szybsza i radykalniejsza niż stosowana przez poprzedników. No i wreszcie jakaś partia - bez hipokryzji i całej szopki o niezależności – przyznała otwarcie, że media są tego, kto rządzi. I już. Inna sprawa czy tak być powinno i czy w ogóle jest możliwe uniezależnienie mediów państwowych od polityków. Odpowiedź nasuwa się sama: tak być nie powinno, a uniezależnienie TVP od polityków jest tak samo możliwe, jak uniezależnienie wszystkich innych firm państwowych. 
 
Szkoda tylko niektórych dziennikarzy. Zarówno tych, co zostali zwolnieni, ale przede wszystkim tych, co dalej tam pracują. Bo wygląda na to, że po latach fali nienawiści do TVN ze strony skrajnej prawicy, kiboli i narodowców, teraz nadszedł czas na stygmatyzację TVP. Ostentacyjne odmowy występu w TVP, udzielenia komentarza, podważanie wiarygodności materiałów czy np. opuszczenie studia w trakcie rozmowy są już na porządku dziennym. Przykład dał Wojciech Czuchnowski z Gazety Wyborczej, który opuścił studio TVP Info w trakcie programu. Wcześniej wygłosił oświadczenie o zagrożeniu wolności mediów. Pojawiły się jednak głosy, że podobno celem nagłego wyjścia była wizyta w toalecie. Prawdę zna tylko Bóg i historia.
 
Włodzimierz Czarzasty został nowym szefem PZPR. BBC pokazało reportaż z Polski. A w nim biuro Komitetu Obrony Demokracji niczym zebranie KOR-u z lat 70. Powiało grozą. Czas na emigrację na Ukrainę albo Białoruś. Za wolnością.
 
Członkowie jednego ze szczecińskich kół PO odwołali jego szefową, Renatę Zarembę. Wg Gazety Wyborczej odwołania dokonała część członków koła związana z posłem Sławomirem Nitrasem, a stało się to podczas nieobecności części osób, które w tym czasie grały w kręgle z Olgierdem Geblewiczem, marszałkiem województwa. Zmiana nie powiodła się, bo jak ogłosił na łamach Głosu Szczecińskiego poseł Stanisław Gawłowski, szef regionalnych struktur PO, tak dokonany wybór został unieważniony. (Wyniki kręgli zostały chyba utrzymane). Były wicemarszałek województwa, Andrzej Jakubowski, rzucił z kolei legitymację partyjną, a były poseł Arkadiusz Litwiński zrezygnował z funkcji sekretarza zarządu PO. Wg posła Nitrasa to wszystko powoduje, że „PO odpycha, zamiast przyciągać“, a z kolei Gawłowskiego, że „PO jest na plusie“. A w kraju? Nuda. PiS robi swoje, a Nowoczesna jest opozycją. 
 
Sprostowanie do podanej wyżej informacji na temat wyboru Włodzimierza Czarzastego. Redakcja „Krzywego Oka“ przeprasza Pana Włodzimierza Czarzastego za podanie nieprawdziwej informacji jakoby został on szefem PZPR. W rzeczywistości Pan Włodzimierz Czarzasty został szefem SLD. „Błąd nie był zamierzony“.