Męskie żarcie
Szklanka whisky i soczysty kawał mięsa na talerzu. Charakterystyczny szlaczek po grillowaniu i kostka układająca się w kształt litery T. Po rozkrojeniu, różowy kolor i brunatny sok, który subtelnie oblewa podstawę steku. Prawdziwe męskie danie precyzyjnie zaprojektowała dla nas restauracja Wół i Krowa.

Pół kilogramowa porcja wołowiny zatopiona wcześniej w autorskiej marynacie i grillowana na ogniu to marzenie zarówno brodatego drwala, jak i wyczesanego przez morskie wiatry żeglarza. Każdy kto chce przemienić się z chłopca w mężczyznę powinien zacząć od porządnego posiłku. Lokal Wół i Krowa niedawno poszerzył swoją kartę dań wprowadzając do niej absolutnego króla steków. T-Bone steak z grilla to jedyne danie, które z taką łatwością uwodzi wzrok i od pierwszego kęsa podbija podniebienie. Po jednej stronie kości znajduje się polędwica, po drugiej rostbef. Nie ma się co łudzić, że idealny stek przygotujemy z pierwszej partii wołowiny dostępnej w osiedlowym sklepie. Prawdziwe steki pochodzą ze zwierzęcia odpowiedniej rasy i odpowiednio karmionego. Musimy też wiedzieć, że istotnym czynnikiem decydującym o smaku jest sposób jego dojrzewania. Sezonowanie sprawia, że mięso staje się soczyste i kruche. Podstawowa zasada szefa kuchni Woła i Krowy brzmi – nie kombinuj z przyprawami. Smak wołowiny broni się sam. Choć kucharz w zanadrzu trzyma kilka sztuczek, mimo próśb nie zdecydował się nimi podzielić. Nic dziwnego, mięso w jego wykonaniu wprost rozpływa się w ustach. Jedząc dało się wyczuć delikatny posmak pesto i nutę limonki, a im bliżej kości, tym więcej aromatu. I choć długo można się rozpisywać, lepiej samemu odwiedzić Woła i Krowę.




