Przekonanie, że kobieta ma dobrze wyglądać, funkcjonuje od wieków. Wynika to pośrednio z uwarunkowań biologicznych i kulturowych. Najładniejsze samice zdobywają najsilniejszych samców w stadzie, a najpiękniejsze panny wychodzą dobrze za mąż. I choć jest to mocno uproszczony (by nie powiedzieć prostacki) skrót myślowy, trudno całkowicie temu zaprzeczyć. Nieszczere są kobiety, które twierdzą, że wygląd nie ma znaczenia. Każda z nas chce wyglądać dobrze. Oczywiście, dla każdej z nas znaczy to coś innego, jednak większość mniej lub bardziej świadomie, próbuje wcisnąć się w aktualne oczekiwania wobec kobiecej urody. No i tutaj zaczyna się problem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie: „Jesteś: za gruba, za chuda, za wysoka, za niska i w ogóle nieładna.

Bezustannie musi się zmagać ze stereotypami bohaterka naszej okładki, Elżbieta Romanowska, wyposażona w bujne, kobiece kształty. Jest prawdziwym ewenementem w aktorskim światku, zdominowanym przez kobiety, noszące ubranie w rozmiarze 34. Ela mainstreamowej publiczności dała się poznać w „Tańcu z Gwiazdami”, gdzie w parze z Rafałem Maserakiem brawurowo dotarła do finału. Podczas programu musiała się zmierzyć nie tylko z morderczymi treningami i ogromną presją, ale także z pokaźną dawką internetowego hejtu, gdzie dyskusja o „mankamentach” jej figury została sprowadzona do poziomu rynsztoka.

„Panie Rafale, jak mi przykro, chyba ktoś pana nie lubi. Jak można z kimś takim?!? To chyba kara! A pani, jakby miała odrobinę przyzwoitości toby zrezygnowała z programu. Taki kloc, taki hipopotam, przecież pani go zabije!” 

A że natura ludzka nie musi być konsekwentna, tuż po wyemitowaniu paru odcinków, ku ogromnemu zdziwieniu, dostała maile zwrotne z... przeprosinami. Okazało się, że są ludzie, którzy potrafią się przyznać do błędu i przeprosić.  Ale na tym nie koniec, bowiem zaczęły spływać kolejne maile, tym razem od kobiet, które pisały, że jej postawa je zmotywowała, by podnieść się z kanapy, zapisać się na zajęcia, o których od dawna marzyły, a wcześniej nie miały odwagi ze względu na swoją wagę. Zobaczyły na parkiecie kobietę, która nie jest wychudzoną blondynką, ale czerpie ogromną radość i energię z tańca. Uwierzyły, że też mogą.                                                                                                                                         Ela sama o sobie mówi otwarcie: „Zdaję sobie sprawę z mankamentów, które mam. Parę rzeczy mnie drażni w mojej figurze, wiec próbuję je zmienić,  ale są też takie, z których jestem zadowolona. Ja się dobrze czuję ze sobą, a jeśli komuś nie pasuje, to trudno”.

Piękne słowa pięknej kobiety, która nie uległa presji świata, w jakim przyszło jej funkcjonować, a w dodatku dała siłę innym kobietom, by zaczęły realizować marzenia niekoniecznie w rozmiarze 34.

 Miłej Lektury!

Izabela Magiera

Prestiż  
Wrzesień 2016