- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Anna Maria Wesołowska: Nie kłóćmy się, rozmawiajmy

Strona głównaStyl życiaLudzieAnna Maria Wesołowska: Nie kłóćmy się, rozmawiajmy

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Podczas ostatniej edycji Areny Kobiet, jednym z gości specjalnych była Anna Maria Wesołowska – prawniczka, sędzia w stanie spoczynku, osobowość telewizyjna, znana z takich programów jak „Sędzia Anna Maria Wesołowska” oraz „Wesołowska i mediatorzy”, emitowanych na antenie telewizji TVN. Jako sędzia orzekała w sprawach rodzinnych, cywilnych i w sprawach karnych. Była społecznym doradcą Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka. W Szczecinie wystąpiła z książką „Nie kłóćcie się. Jak pomóc dziecku, kiedy rodzice się kłócą”. Dla nas znalazła czas na chwilę przed swoją prelekcją.

Jednym z powodów naszego spotkania jest książka, którą napisała Pani wspólnie z pedagog Agnieszką Wojciechowską. W „Nie kłóćcie się. Jak pomóc dziecku, kiedy rodzice się kłócą” rozmawiacie panie, m.in. o potrzebie miłości, rozwodach, konfliktach okołorozwodowych, w których najbardziej cierpią dzieci.

Zajmuję się edukacją prawną całego społeczeństwa od 23 lat. Zaczęło się od lekcji wychowawczych w sądzie, które były, skutkiem tego, że nie bardzo mogłam pogodzić się z tym, że nasze dzieci zamiast w ławkach szkolnych, zasiadają na ławach oskarżonych. Młodzi ludzie najczęściej tłumaczą się tak: „Pani sędzio, nie wiedziałem. Nie sądziłem. Gdyby nie puszka piwa, skręt z marihuany, gdyby nie wieczne awantury w domu, w życiu bym tego nie zrobił. Jestem dobrym człowiekiem”. Ja w to wierzę, tylko nie potrafię nikomu cofnąć czasu. Na Sali rozpraw mogłam tylko wymierzyć sprawiedliwość. Żeby to robić z czystym sumieniem, zaczęłam się z młodzieżą spotykać, żeby uświadomić, gdzie są granice, których przekraczać nie wolno. W czasie szczerych rozmów zaczęłam sobie uświadamiać, że to dom, rodzina jest często tym miejscem, które krzywdzi, bywa, że nieświadomie. Postanowiłam więc rozmawiać również ze światem dorosłych. Spotykałam się z nauczycielami, pedagogami. Przez szkołę chciałam dotrzeć do rodziców i nie ukrywam, że jest to najtrudniejszy odbiorca, ponieważ z oporami przychodzi na spotkania. Ta część rodziców, która przyjdzie pokazuje jak fantastycznym jesteśmy społeczeństwem, bardzo wrażliwym, kochającym dzieci, tylko nie mamy zielonego pojęcia, jak te dzieci, bardzo często, cierpią z naszego powodu.

I co zrobiła Pani w tym kierunku, by uświadomić ten problem dorosłym?

Dziesięć lat temu – trochę przypadkiem – rozpoczęłam edukację prawną wśród przedszkolaków. Był grudzień, zbliżała się Gwiazdka, za chwilę miałam spotkanie z rodzicami, zadałam więc pytanie: „Maluchy, o czym marzycie, czego oczekujecie od waszych rodziców, żeby wasze buźki były zawsze uśmiechnięte i szczęśliwe?” I wtedy usłyszałam coś w co trudno mi było uwierzyć. Po pierwsze, żeby rodzice się nie kłócili. Na drugim miejscu, żeby rodzice nie bluźnili. Maluchy nie rozumieją wulgaryzmów, ale się ich boją, bo są wypowiadane na wysokiej tonacji. Gdyby nie było wulgaryzmów, nie miałabym połowy spraw karnych w sądzie. Następnie, żeby mama i tata nie palili. Pytam takiego malucha o to czemu mu palenie tak przeszkadza. A on mi odpowiada: „Bo ja ich kocham. Chcę, żeby długo żyli i byli ze mną”. Dwa lata temu pojawiło się nowe marzenie –żeby mama i tata, nie siedzieli ciągle z telefonem komórkowych przy uchu. Byłam zaskoczona, ale jak uważnie popatrzymy co dzieje się wokół to wiemy, że maluchy nie kłamią. Nie mogłam milczeć, dziecko samo się nie obroni. W związku z tym spróbowałam przemówić do rodziców, ale dowiedziałam się, że jestem idealistką. Świat aktualnie tak wygląda i dzieci muszą się do niego dostosować.

To raczej smutna refleksja.

Rodzice żyją za szybko, żyją nerwowo, mówią na wysokiej tonacji, używają wulgaryzmów, telefony to często narzędzie ich pracy i uzależnienie. Dziecko ma prawo tego nie rozumieć, boi się, nie może oddychać, zaczyna się w nocy moczyć, ssie paluszek, chociaż w wcześniej tego nie robiło, ma temperaturę nie wiadomo z jakiego powodu. Troskliwy rodzic biega po lekarzach, ale lekarz nic nie widzi. Rodzice nie pomyślą, że jest to efekt np. kolejnej awantury. My się godzimy, a dziecko się boi, bo rodzice kolegi jak się kłócili, to się rozwiedli. Wróciłam do przedszkola i poprosiłam, żeby dzieci narysowały swoje marzenia. I przez te 10 lat nazbierałam tysiące rysunków.

Zauważyła Pani w tych rysunkach coś charakterystycznego?

Tak. Powtarza się wciąż to samo marzenie – żeby rodzice się nie kłócili, nie bluźnili. Oczywiście tych marzeń jest więcej. Na tych rysunkach są pęknięte serca, łzy jak fontanny, ale też pojawiła się rybka. Rybka w akwarium a na górze napis: Mamo, tato, przytulajcie mnie. Pytam autora tej ilustracji: „Dlaczego narysowałeś rybkę?”. A on na to: „Bo ja jak ta rybka nie umiem o to poprosić”.

To jak w tym powiedzeniu, że dzieci i ryby głosu nie mają.

– Reklama –

spot_img

Dzieci wyczuwają znaczenie tego powiedzenia, dlatego, że dorośli są ciągle do niego nadmiernie przywiązani. Dlatego te rysunkowe dziecięce marzenia pokazuję, gdzie tyko mogę. Leżały w Senacie na ławkach senackich, podczas konferencji, wieszałam je na sznurkach do bielizny, aż w końcu powstała z nich książka.

Skąd u Pani ten idealizm i chęć niesienia pomocy?

Wyniosłam to z domu, gdzie zawsze słyszałam: Pamiętaj, tyle jesteś warta, ile dajesz z siebie innym. Na studiach byłam kuratorem społecznym. Zawsze chciałam być blisko ludzi. Kiedy zostałam sędzią karnym miałam do czynienia z najczarniejszą stroną naszego życia. Oskalpowana przez własną matkę – zazdrosną o konkubenta – nastolatka, niemowlaki, na stopkach których dogaszano papierosy – i wiele innych tragedii, które nigdy nie powinny się wydarzyć, zmuszają do działania. Nie można żyć normalnie, kiedy widzimy, ile zła się dzieje? Moja praca nauczyła mnie, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Gdybyśmy byli bardziej uważni na drugiego człowieka, bardziej życzliwi, gdybyśmy się ze sobą nie kłócili, tylko próbowali porozumieć, ten świat wyglądałby inaczej. Gdybyśmy byli społeczeństwem zwróconym ku sobie, obywatelskim, zainteresowanym nie tylko własną pracą, własną rodziną i życiem, łatwiej byłoby zareagować na co się wokół nas dzieje, szczególnie na krzywdę dziecka.

A czy polskie prawo chroni dzieci? Czy potrafimy reagować na to, jak coś złego dzieje się najmłodszym?

Nie mamy złego prawa. Mamy prawo, które nieraz trudno wyegzekwować. Prawo ma sens, kiedy służy ludziom, ale żeby służyło, to należy to prawo właściwie wykonywać i w sposób właściwy interpretować.

Chroni nas konstytucja, konkretne przepisy, obowiązek reakcji na krzywdę dziecka…, ale czy my reagujemy? Zamykamy się w czterech ścianach, udajemy obojętność. Właściwej postawy, reakcji na zło, należy uczyć od dziecka. Przedszkolaki mają jeszcze jasne granice między dobrem a złem. Przedszkolak poda rękę jak koleżanka się przewróci. Student nie zawsze. I to jest przerażające. Tworzymy świat, który wypacza dobro, z którym na ten świat przychodzimy. Dlatego musimy postarać się o to, żeby dzieciom zapewnić otoczenie, które będzie dla nich przyjazne. Miałam przez 30 lat pracy w sądzie do czynienia z bardzo trudnymi przypadkami, ale wiem, że gdyby każdemu dziecku potrzebującemu pomocy podano rękę, to nie miałabym tylu spraw młodocianych sprawców. Pamiętam, jedną z takich spraw. Młody chłopak ugodził matkę nożem. Usiłowanie zabójstwa, taki był akt oskarżenia. Bardzo żałował tego czynu, ale nie chciał nic mówić. Matka również nie chciała składać zeznań. Kiedy weszła na salę rozpraw, on spojrzał na nią z taką miłością a ona na niego, że zaczęłam się zastanawiać o co tu chodzi? On się przyznał. Cios był. Matka odniosła obrażenia, ale niewielkie. Był tam jeszcze konkubent matki. Musiała być jakaś przyczyna? Okazało się, że kiedy oskarżony miał 5 lat to konkubent wycierał jego główką podłogę. Krew się lała, więc chłopca oddano pod opiekę babci. Tęsknił za matką. W dniu swoich 18 urodzin wrócił do domu, zrobił naleśniki przyrodniemu rodzeństwu. I wtedy wszedł ojczym. Dostał furii, że chłopak wziął za dużo jajek. Zamierzył się na niego. Chłopak się odwrócił. Trzymał nóż w ręku, którym smarował naleśniki. Zamachnął się. I wtedy matka zasłoniła konkubenta… Bała się o tym powiedzieć w sądzie, ale babcia poprosiła o to, żeby opowiedzieć o tym jakie to dziecko kiedyś miało życie. I chłopak ten wyszedł wolno. Takie sprawy uczą, że praca sędziego wymaga bardzo głębokiego namysłu.

Napisała Pani książkę, ale nie spoczęła w swej misji. Czym się aktualnie jeszcze Pani zajmuje?

Spotykam się z przedszkolakami, uczniami szkół podstawowych, średnich. Z rodzicami, z nauczycielami, z instytucjami, z policją. Wszyscy potrzebujemy edukacji. Wyedukowane społeczeństwo to społeczeństwo bezpieczne, społeczeństwo obywatelskie. Istnieją konkretne przepisy, które zobowiązują do postawy obywatelskiej. Jeżeli widzisz dziecko, które snuje się samo po galerii handlowej a powinno być w szkole, to jako obywatel masz społeczny obowiązek zareagować; zapytać, jak się nazywa, powiadomić szkołę lub rodziców. Wagary są przejawem demoralizacji. Szkoła ma obowiązek prawny reakcji na niewłaściwe zachowania. Dyrektor szkoły jest funkcjonariuszem publicznym i ciąży na nim obowiązek powiadomienia sądu lub policji, gdy w szkole dochodzi do nękania, upokarzania czy dręczenia ucznia. Świadomość prawna w tym zakresie jest niewielka. Powinna dotrzeć nie tylko do nauczycieli i uczniów, ale przede wszystkim do rodziców. Łatwiej byłoby zamienić postawę roszczeniową wobec szkoły zamienić na współpracującą. Gdyby edukacja prawna dotarła do społeczeństwa, zaczynalibyśmy z zupełnie innego pułapu. Każdy by wiedział co powinien zrobić, gdy np. słyszy płaczące dziecko za ścianą. Marzę, żeby w każdej szkole były skrzynki korczakowskie. Nie masz odwagi powiedzieć? To napisz. Na każdym zeszycie, podręczniku, powinny być wydrukowane numery telefonów zaufania dla dzieci i młodzieży. Każdy z nas może zrobić coś we własnym zakresie, pamiętając, że tyle jesteśmy warci, ile dajemy z siebie innym.

Dziękuję za rozmowę.

 

– Reklama –

spot_img

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać