Co z tym teatrem?
Siłą Kontrapunktu jest jego różnorodność. Wbrew nazwie to interdyscyplinarny festiwal, którego sedno, czyli konkurs staje się „tylko” jedną z atrakcji. Nie ulega wątpliwości, że Kontrapunkt jest wielkim świętem sztuki, wydarzeniem istotnym, oryginalnym i odważnym. Widać to szczególnie w doborze prezentacji konkursu, który jednak w tym roku nieco rozczarował. Oczekiwania widzów zawiodła produkcja berlińskiego Volksbühne w reżyserii słynnego René Pollescha „O jednym takim, co się wyprowadził, bo już nie było go stać na czynsz”. Nie da się jednoznacznie stwierdzić o czym rzecz była i to nie tylko w treści, ale też w formie. Z pewnością w pamięci widzów na długo pozostanie wielka, tryskająca wodą drewniana orka... Zawiódł też trochę wieczór finałowy, którego gwiazdą był Jan Peszek i to w dwóch odsłonach. O ile grany od blisko 40 lat „Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego” bezdyskusyjnie zachwycił, o tyle druga część wieczoru, czyli „Dośpiewanie. Autobiografia” była dziwnym i niezrozumiałym paraspektaklem. W części konkursu obejrzeliśmy dziewięć przedstawień. Belgowie – Heine Avdal oraz Yukiko Shinozaki uraczyli widzów szampanem oraz… performancem „Distantvoices”. Szampan wyborny, performance – mniej. Święcąca rok temu triumfy Barbara Wysocka tym razem zajęła się trudną biografią rzeźbiarki Aliny Szapocznikow. W spektaklu stołecznej Centrali, obok świetnego aktorstwa, warto zauważyć poszukiwanie formy narracji oraz świetną scenografię. TR Warszawa oraz krakowska Łaźnia Nowa przywieźli do Szczecina „Koncert życzeń”, czyli monodram Danuty Stenki, w którym… nie pada ani jedno słowo. Widzowie obserwują codzienne czynności bohaterki, a owo podglądanie staje się ciekawym eksperymentem, którego efektem są dziesiątki pytań dotyczących nie tylko tego co się na scenie wydarzyło (albo nie wydarzyło), ale też roli i granicy teatru. Te pytania powtarzały się przy kolejnej prezentacji – Belgowie z grupy Campo zaprezentowali „Mystery Magnet”. Ich wybuchowe widowisko – nagrodzone główną nagrodą jury – rozbawiło, zaskoczyło, zafrapowało, ale czy to był teatr? Kolejne propozycje zawierały, wreszcie (!), sporo teatru w teatrze. Produkcja berlińskiego Deutsches Theater „Piękno Berlina Wschodniego” zaintrygowała poczwórnym bohaterem, pomysłową scenografią i ciekawą historią, choć niektórzy z widzów uznali, że problemy NRD są niezrozumiałe z perspektywy Polaków. Wręcz przeciwnie – spektakl, lepiej niż niejeden film czy książka, pokazał atmosferę dawnych Niemiec Wschodnich. Atmosfery – tym razem Grecji – ani antycznej ani współczesnej, choć z wyraźną próbą dialogu– nie oddali realizatorzy „Ifigeni”. Nietrafionej uwspółcześnionej formy spektaklu Teatru Polskiego z Bielsko-Białej nie uratowała nawet rozpoznawalna aktorka – Anna Guzik. Ostatnie dwie produkcje łączy trudny temat – poruszające historie z czasów II wojny światowej. „Obwód głowy” poznańskiego Teatru Nowego to opowieść o dramatycznych w skutkach adopcjach, a nagrodzona Grand Prix festiwalu „Kryjówka” lubelskiego neTTheater opowiada o koszmarze Holocaustu. W tym pierwszym spektaklu świetnie wykorzystano nowe media, pomysłowo łącząc żywy plan z projekcjami. W tym drugim czarowała oryginalna scenografia.
Festiwalowe wydarzenia intrygowały, zachwycały, zawodziły i.. prowokowały do zadawania trudnych pytań, nie tylko związanych z treścią spektakli... Jakoś mało teatru było, na tym teatralnym festiwalu. Wielu prezentacjom bliżej było do sztuki performance czy happeningu. Złośliwi ochrzcili Kontrapunkt Przeglądem Małych Form Sztuki Performatywnej.. Niepokoi też fakt, że od kilku wydań oglądamy spektakle firmowane przez tych samych twórców. Przy czym nie ma tu tych, o których głośno, tych, których realizacje znajdują się na szczytach dorocznych rankingów albo wzbudzają szerokie dyskusje. Mimo to albo tym bardziej: 50-letniemu Kontrapunktowi należy życzyć coraz trafniejszych artystycznych poszukiwań, albo publiczności takowych odnajdywań...




