Granice nie istnieją
Szczeciński wioślarz Michał Gadowski to olimpijczyk z Londynu oraz reprezentant Polski na tegoroczne Igrzyska paraolimpijskie w Rio. Jego ogromnym atutem jest moc jaką potrafi osiągnąć na ergometrze. W tym roku wygrał wszystko co było do wygrania: mistrzostwa Polski, Europy i Świata! Ma duże szanse na olimpijski medal.

foto:
Dagna Drążkowska-Majchrowicz
Będziemy Ci w tym roku kibicować na Igrzyskach w Rio. Na początek wytłumacz na czym polega różnica w uprawianiu wioślarstwa przez osobą niepełnosprawną a pełnosprawną?
Różnica między osobą pełnosprawną a niepełnosprawną, która uprawia wioślarstwo, jest taka, że my mamy do pokonania krótszy dystans. Wioślarze pełnosprawni płyną dystans 2 tysięcy metrów, my mamy do przepłynięcia połowę tego. Wynika to z naszych ograniczeń, które dzięki intensywnemu treningowi jesteśmy w stanie pokonać. Wioślarze pełnosprawni pracują całym ciałem, my natomiast używamy tylko rąk i tułowia. Trochę to utrudnia zadanie, gdyż 70 procent siły w wioślarstwie dają właśnie nogi.
Skąd w Twoim życiu wioślarstwo?
Idąc do szkoły średniej złożyłem papiery do normalnej szkoły. Niestety dostałem odmowną odpowiedź, ponieważ miałem orzeczenie o niepełnosprawności w wyniku niedorozwoju jednej kości, co jest wadą wrodzoną. Wracając do historii, po tym jak nie zostałem przyjęty do normalnej szkoły, musiałem iść do szkoły dla osób niepełnosprawnych. Bardzo się przy tym buntowałem, bo czułem się sprawny. W nowej szkole na początku nie czułem się dobrze, do momentu kiedy trafiłem na lekcje wychowania fi zycznego. Przyzwyczajony do tego, że w każdej poprzedniej szkole byłem zwalniany z w-fu, tutaj zostałem zaskoczony reakcją nauczyciela, który nie dał mi taryfy ulgowej i kazał chodzić na zajęcia. Byłem w szoku, kiedy zobaczyłem osoby na wózkach, które bez rąk bądź bez nóg grały w siatkówkę. Bardzo mi się to spodobało. Wkręciłem się w sport do tego stopnia, że moją ambicją stało się dokonanie w sporcie czegoś wielkiego. Najpierw były ciężary, do których okazałem się być za wysokii wtedy zupełnie przez przypadek trafi łem natrenera wioseł.
Trafiłeś idealnie?
Ku mojemu zaskoczeniu tak. Zawsze miałem pociąg do wody, uwielbiałem przesiadywać czy nad morzem, czy nad jeziorem. Samo pływanie nie było dla mnie atrakcyjne, ale już kajak czy łódka to co innego. Wioślarstwo jest widowiskowe, szybkie, to letnia dyscyplina, więc i warunki do jej uprawiania są atrakcyjne.
Czy z powodu swojej niepełnosprawności byłeś dyskryminowany bądź czułeś się kimś gorszym?
Wiele razy, ale to mnie tylko jeszcze bardziej motywowało do pracy. Miałem wielką chęć dorównania innym, dowartościowania się. Lubię uczucie kiedy będąc na treningu osoby pełnosprawne nie są w stanie dokonać tego co ja. Na początku chciałem innym udowodnić, że coś potrafi ę, a teraz sobie udowodniam, na co mnie jeszcze stać.
Myślisz, że dzięki temu doszedłeś do takich rezultatów?
Tak. Motywacją na początku nie były medale i tytuły, tylko przezwyciężenie swoich ograniczeń, pokazanie, że nie ma żadnych barier.
Pamiętasz moment, kiedy poczułeś, że Twoja niepełnosprawność przestała być czymś co Ciebie ogranicza i utrudnia wiele rzeczy?
Kiedy wszedłem na poziom mistrzowski w tym sporcie. Zobaczyłem, że to nie są żarty, że trzeba się poświęcić w stu procentach i robić wszystko, by osiągnąć ten najwyższy poziom. Kiedy się zakwalifi kowałem do Olimpiady w Londynie, wiedziałem, że to ten moment, nie ma odwrotu.
Jak się poczułeś kiedy wylądowałeś na takiej imprezie jak Olimpiada?
Sytuacja mnie trochę przerosła (śmiech). Na igrzyskach w Londynie byłem najmłodszym wioślarzem, miałem wtedy 20 lat. Nie poszło mi za dobrze, zajęliśmy dziesiąte miejsce. Przez te cztery lata bardzo ciężko pracowałem i na zbliżających się Igrzyskach w Rio chcę powalczyć o medal.
Pływasz w duecie mieszanym, z kobietą. Jest różnica w pływaniu z mężczyzną i kobietą?
Szczerze mówiąc… nie miałem okazji zbyt długo powiosłować z mężczyzna, większą część swojej kariery wiosłuję z kobietą. Kobiety z pewnością mają więcej wyczucia i finezji. Generalnie jest dobrze.
Nie wszyscy wiedzą, że pracujesz jako trener personalny. Jak klienci odnoszą się do Twojej niepełnosprawności?
Prowadzę treningi w jednym z klubów, wcześniej pracowałem w Kaskadzie w Pure Fitness. Na początku ludzie niepewnie podchodzili do ćwiczenia z osobą niepełnosprawną. Zawsze zanim zacznę cykl treningowy, pierwsze zajęcia robię na próbę, żeby sprawdzić czy do siebie pasujemy. Jednakże nigdy mi się jeszcze nie zdarzyło, by ktoś po pierwszych ćwiczeniach zrezygnował czy moja niepełnosprawność była problemem. Ludzie jej zwyczajnie nie widza, nie zwracają na nią uwagi. Często podopieczni mówią, że jestem dla nich inspiracją i motywuję ich do działania. Trenuję już siedem lat, studiuję wychowanie fizyczne i nieustannie się doszkalam.
W naszym społeczeństwie osoby niepełnosprawne nadal są traktowane marginalnie, trochę jak ludzie gorszej kategorii. Jesteś świetnym zaprzeczeniem tego krzywdzącego dla wielu osób stereotypu. Co według Ciebie należy dobrego zrobić w tym temacie?
Powinniśmy jak najwięcej pokazywać osoby niepełnosprawne. Przez to, że nie mówimy o nich, że nie pokazujemy ich życia, ci ludzie czują się zepchnięci na margines społeczny, ich samoocena spada. Jest to smutne i niestety prawdziwe. Mam nadzieję, że to się zmieni i za parę lat osoby niepełnosprawne i pełnosprawne będą spostrzegane tak samo. W wielu krajach tak jest, nikt nie ma tego problemu, w Polsce ciągle się tego jeszcze uczymy.
Dziękuję za rozmowę i powodzenia na Igrzyskach




