Recenzje teatralne

Marcel Mithois „Akompaniator”
Reżyseria: Zurab Pirveli
Produkcja: Willa Lentza

Tekst Marcela Mithoisa to intrygująca gra z widzem. Chwilę przed recitalem Wielkiego Gwiazdora na scenie zjawia się jedynie Jego (tytułowy) akompaniator i obwieszcza, że koncert się opóźni, a w sumie to się nie odbędzie. Ów Wielki Gwiazdor zaniemógł, choć tak naprawdę… Tu zamilknę, by nie popsuć „zabawy”. Cudzysłów stąd, że rzecz okazuje się zaskakująco brutalna. Sedno monologu to wręcz reportażowe studium nieokiełznanego pragnienia wielkości i sławy. Osiągnięciu artystycznych (i nie tylko) celów nic nie może przeszkodzić, a z perspektywy tekstu Marcela Mithoisa dzisiejsze #metoo przetaczające się przez teatralne środowisko to nic nieznacząca bzdura. Widzowie – świadkowie tego wystąpienia też nie pozostają bez winy. Upraszczając i uwspółcześniając: kto tak namiętnie dziś klika we wszelkie Pudelki i inne plotkarskie serwisy, albo czyta soczyste doniesienia „z życia wielkich”, elaboraty o skandalach czy relacje z mniejszych i większych katastrof, nie tylko modowych…?

Reżyser Zurab Pirveli nie uległ pokusie by postawić na showmańskie czyli naturalne „warunki” swojego aktora. To byłoby zbyt proste albo nawet naiwne. Aleksander Różanek w „Akompaniatorze” nie jest Olkiem Różankiem, znanym z muzycznej sceny, gdzie od lat wciela się (!) w rolę charyzmatycznego wokalisty i frontmana. Postawił na totalny kontrapunkt Jego dotychczasowego emploi. Na scenie Willi Lentza Różanek jest zaskakująco wyciszony, subtelny, powściągliwy. Znakomicie żongluje tematami, atmosferą i emocjami, które w tekście Mithoisa zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Każdy kto zna Go ze scenicznych popisów będzie wielce zaskoczony, nie doczeka się wybuchu energii i emocji Różanka. Zostanie za to „obdarowany” niepokojącym, przeszywającym i przerażającym spojrzeniem. Co ciekawe, owo opanowanie udało się Różankowi utrzymać także w muzycznych fragmentach spektaklu. Notabene – wypadły przepysznie! Całość to dojrzały aktorski popis Różanka, który jest przecież amatorem, ale o coraz szerszym spektrum możliwości, świadomości i umiejętności.

Zgrzytem jest plastyczna warstwa spektaklu. Niezgrabne zmagania aktora z monstrualnym płótnem to jedno, drugie to stan samego płótna i wszelkich innych „ozdób” towarzyszących aktorowi na scenie. Podpowiem: już w VIII wieku w Chinach, by uprasować jedwab stosowano rondle z rozpalonymi węglami, a od 1882 roku, kiedy wynaleziono żelazko elektryczne jest to jeszcze prostsze… Choć i tak wolałbym klasyczny black box przemyślaną reżyserię świateł, wszak „jesteśmy” na Wielkiej Scenie. Prestiżowe 5/6.

 

Prestiż  
Wrzesień 2022