Anna Ołów-Wachowicz
„Hrabiny przodem”
Anna Ołów-Wachowicz
„Hrabiny przodem”
Reżyseria: Arkadiusz Buszko, wykonanie: Olga AdamskaTeatr Polski, Klub Świętokradców Parafii Czarnego Kota Rudego

Dystans, lekkość i humor z jaką Olga Adamska podaje ze sceny wyszukane literacko kwestie Anny Ołów-Wachowicz (dopełnione szlachetnymi songami) to najwyższa próba teatralnego i muzycznego czaru. Aktorka stworzyła oryginalną postać będącą odważną hybrydą jej prywatności i aktorskiego emploi. W jej „Hrabinie” widzę wiele postaci, które dotychczas tworzyła. Czułość i zaufanie jakimi obdarzała każdą z nich pozwoliła jej stworzyć „superkobietę”, ale nie w rozumieniu bohaterki, ale postaci pełnej obiektywizmu. Kobiecego obiektywizmu! Po co to? By każda z Pań mogła poczuć się HRABINĄ! „Jestem hrabiną, bo się nią czuję!” Tak!
Twórczynie spektaklu wraz z reżyserem (płci męskiej!) Arkadiuszem Buszko tworzą zmyślnie przerysowany, lecz zawstydzająco prawdziwy obraz kobiecej rzeczywistości. To barwne i soczyste pretensje do pretensjonalnej codzienności. Opowieści te podszyte są wredną złośliwością – nieustanne wycieczki podważające męską męskość, stanowiące dla każdego faceta praktyczną lekcję co oznacza kobieca duma.
Spektakl ma formę monologu „przerywanego” piosenkami. Muzyczne akcenty nadają tempo i rytm, pozwalając na zmiany tematów. No właśnie – zmiana tematów to zasadnicza trudność w teatralnych konstrukcjach, szczególnie w monodramie. Buszko i Adamska znaleźli w tym obszarze pełne porozumienie. Zrywanie i powoływanie nowych sekwencji stało się ewidentnym wyzwaniem, a może nawet swoistą zabawą. Na to ostatnie wskazuje finezja i różnorodność, zaproponowanych rozwiązań.
„Hrabiny przodem” to formalnie monodram. Jednak Olga Adamska nie jest na scenie sama. Towarzyszą jej sprawni muzycy – Roman Rydz (akordeon) i Aleksander Górny (kontrabas). Panowie są także doświadczani pewnymi zadaniami aktorskimi, z których notabene wywiązują się przepysznie.




