Czasem jak jestem zmęczona moim funkcjonowaniem zawodowym, wracam do korzeni, czyli tego, co lubię robić najbardziej, i staję się znowu dziennikarką. A przy produkcji sesji chętnie blendę potrzymam, nosek przypudruję modelowi – dlaczego by nie? Tak było w przypadku lipcowej okładki, która – zauważcie – jest w dwóch wersjach. Wynika to z prostego faktu, że nie mogliśmy się z bohaterem – przecudnym Filipem Cembalą – zdecydować na jedną. Dlaczego zatem nie zrobić dwóch? I tak oto mamy dwie okładki lipcowego Prestiżu. Moje spotkanie z Filipem było intensywne, nasycone i bardzo, bardzo smaczne. Gdybym miała opisać jego osobowość, to na pewno nie zmieściłaby się w dwóch odsłonach. Filip jest barwny, wielowymiarowy i umykający definicjom. Powiedzieć o nim aktor, to jak nic nie powiedzieć. Prowadzi intensywną działalność w sieci. Zasłynął jako twórca hasztagu #lowizm, a co za tym idzie publikacją filmików. To pełne wdzięku i cembalskiego języka obserwacje trudów codzienności i zabawne rady, jak je pokonać.
Dzięki temu jest jednym z ulubionych polskich influenserów, choć sam woli określenie inkluenserów. Tak, to od coraz modniejszego pojęcia inkluzywności w rozumieniu równości i szacunku. – Bo ja jestem bigosem! – mówi o sobie w rozmowie z Danielem Źródlewskim. – Nie będę się kastrował ze swojego potencjału tylko dlatego, że jakiś algorytm tego nie lubi! Jednego dnia budzę się jako pan od śmiesznych filmików, drugiego jestem kontestującym życie melancholikiem, a trzeciego i czwartego śpiewam od rana do nocy i chcę tylko śpiewać! A piątego chcę, by poniosły mnie słowa.
I wiecie co. Ja taki bigos kupuję i karmię się nim do syta, aby z odzyskaną energią wrócić do funkcji wydawcy i rednaczki (tak nazywa mnie Daniel Źródlewski) na kolejne 10 lat. Smacznego!




