Jak pękać to tylko z dumy. Pękanie z innych powodów, nie dość, że jest niemiłe to jeszcze przynosi wstyd. Pękasz, czyli wymiękasz. Pękać z dumy to co innego. To lubimy wszyscy. Ja też. Jakoś tak się składa, że najczęściej – nie jestem oryginalny – pękam za sprawą Igi, Roberta, Hubiego i Bartosza z kolegami.
Radość z tego pękania mąci mi jednak na chłodno przywoływana myśl, że to… całkiem bez sensu. Jaka w tym moja zasługa, że Iga stłukła Arynę, a Robert ośmieszył Donnarumę? No żadna.
Ulgę przynosi na szczęście błyskotliwie wyprowadzona samemu sobie riposta: Iga jest NASZA! Robert i Bartosz przecież też. To nasze orły są, nasze sreberka i złotka, nasze skarby narodowe, nasi giganci i nasi herosi. No, a jak coś jest nasze to jest i moje. Choćby w malutkiej, tyciutkiej części.
Jeśli jednak tyci jest ten mój udział, to i duma powinna być proporcjonalnie tycia. A przecież nie jest. Najwyraźniej, duma to nie tort. Im nas więcej do podziału, im większa arena nas gromadzi, tym dumy na głowę przypada więcej i tym ta duma potężniejsza. Ona wtedy, nie tylko klatę rozsadza, ale jeszcze do mózgu się pcha i bielmo na oczy zakłada.
Jeśli kiedyś na Narodowym, po golu Roberta rzuciłeś się miłośnie w objęcia wszystkich sąsiadów z górnych i dolnych rzędów ławek, to wiesz o czym mówię. Na pewno pamiętasz to uniesienie, to zniewalające uczucie, jak – nomen omen – pękają mury obojętności, jak człowiek, człowiekowi staje się bratem i swatem, jak wielką i zgodną stanowimy rodzinę. Prawdziwe misterium pojednania i jedności.
No ale gdyby tak na zimno do tego podejść, to nie jest to żadne misterium. Zwykła chemia mózgu, układ nagrody i gen współpracy. Dobrze skomponowana mieszanka dopaminy, serotoniny, oksytocyny, endorfin i paru innych jeszcze neuroprzekaźników. To już wiemy dziś na pewno: duma z osiągnięć grupy ma oczywiste i głębokie korzenie w mechanizmach ewolucji.
Zdolność do tworzenia większych grup społecznych była kluczowa dla przetrwania naszego gatunku. W pierwotnych społecznościach, jednostki, które osiągały sukcesy – czy to w polowaniu, walce, czy przywództwie – zyskiwały status i szacunek innych członków grupy. To właśnie w tym kontekście narodziło się uczucie dumy z „naszych” osiągnięć. Nie jest ono zatem tylko przypadkowym produktem ubocznym ewolucji, lecz pełni istotną funkcję: wzmacnia więzi społeczne i motywuje do działania na rzecz wspólnoty. Przekonująco piszą o tym Dunbar, Harari, Haidt, Kahneman i wielu innych.
A więc spokojnie możemy przyjąć, że duma jest naszą naturalną, ludzką potrzebą. Oczywiście, nie jest nam niezbędna do życia, ale do szczęścia potrzebujemy jej na pewno. Rozglądamy się za nią wytrwale, wręcz uganiamy się za nią, bo uwielbiamy jej smak. Czy to znaczy, że każdy rodzaj dumy – niezależnie od tego jakie są jej źródła – jest równie wartościowy? Nie sądzę. Golonka to nie to samo co stek z polędwicy, a hamburger to coś bardzo innego niż sałatka z awokado.
Co jest zatem dla nas „zdrowsze”? Duma ze zwycięstwa Mieszka pod Cedynią, duma z własnoręcznie naprawionej spłuczki, duma ze złota Aleksandry Mirosław czy duma z Nobla Szymborskiej? Jak w ogóle porównać dumę z kształtu własnych łydek, dumę z właśnie kupionych pantofli od Gucciego i dumę z piątki syna w szkole? Hmmm. Walić to! Na głupie pytania nie będę sam sobie odpowiadał.
Ale może to nie są aż tak bardzo głupie pytania? Może jednak powinniśmy kontrolować źródła naszych emocjonalnych poruszeń i snuć refleksję do czego ta albo inna duma nas prowadzi? Może powinniśmy przestrzegać się nawzajem przed bezpodstawnym, destrukcyjnym, neurotycznym samozadowoleniem? Może powinniśmy edukować i apelować, bo tylko tak ten nasz świat będzie lepszy? A jak nie edukować to chociaż emocjami potrząsać, albo – jeszcze lepiej – zachęcać do tego, by nad dumą się czasem zadumać.
– Gościu, weź się nad sobą zastanów! Latasz na tą Pogoń z racami, malujesz te głupie hasełka na banerze, kręcisz mi tym szalikiem nad głową, weź się zakręć koło siebie trochę. Zastanów się, co cię kręci jeszcze, może daj coś z siebie? Może kota weź ze schroniska? Albo psa? Babcię przeprowadź na pasach. W taki sposób dumy poszukaj.
– Weź się Skarul odpierdol! Moja rzecz, co mnie kręci. Jak chcesz, to Ty się kręć choćby i na karuzeli, bo mi to wisi wokół czego ty się kręcisz i co cię jara. A jak taki debil jesteś, żeby dla dumy i satysfakcji felietony pisać, to se pisz, obsrańcu jeden. Co z tego masz? Gówno masz, może hajsu trochę, a ja se chociaż piątkę z Grosikiem przybiję.
…
Duma – poczucie własnej godności i wartości; stan zadowolenia z siebie samego z powodu podejmowanych wysiłków czy uzyskanych korzyści. Duma neurotyczna to termin stworzony przez Karen Horney na określenie stanu nerwicowego, w którym poczucie dumy jest nieadekwatnie wysokie w stosunku do rzeczywistych osiągnięć.
(Wikipedia)




