Szczecińskie filmy, które nie powstały

Jesteśmy sami na świecie

 

Są takie filmy fabularne, które miały zostać zrealizowane w Szczecinie m.in. przez bardzo znanych polskich reżyserów. Z różnych przyczyn jednak do tego nie doszło. A szkoda, bo mogłyby wzbogacić dorobek filmowy miasta i regionu, rozsławić ich imię i przysporzyć popularności, nie tylko w kraju. W naszym nowym cyklu zaprezentujemy kilka takich obrazów, które mogły być bardzo znaczące nie tylko dla polskiego kina, ale i dla Szczecina.

W 1957 roku Andrzej Wajda miał już wtedy na swoim koncie dwa głośne filmy: debiut „Pokolenie” oraz dla niektórych kontrowersyjny powstańczy obraz „Kanał”. Szukał kolejnego tematu. Najmodniejszym polskim pisarzem był wtedy Marek Hłasko. I to z nim Wajda postanowił nawiązać współpracę. Miał realizować film na podstawie jednego z jego opowiadań. Pisarz jednak sprzedał scenariusz Zespołowi Filmowemu „Studio”, z którym (oraz jego szefem Aleksandrem Fordem) Wajda nie chciał działać. Styl pisarski Hłaski był wtedy bardzo modny i szybko zyskiwał swoich naśladowców i naśladowczynie. Jedną z nich była młoda i początkująca pisarka Monika Kotowska. Na rynku pojawił się wtedy zbiór jej debiutanckich opowiadań „Bóg dla mnie stworzył świat”.

Miłość wśród ruin

Wajda razem z młoda pisarką napisali wspólnie scenariusz w którym wykorzystano jedno z jej opowiadań „Spokojne miejsce na ziemi”. Ale cała historia oparta była na autentycznym wydarzeniu, do którego miało dojść w 1956 roku w Szczecinie. W ruinach młoda dziewczyna urodziła dziecko. Przez całą ciążę opiekował się nią tylko jej chłopak. I to on też odebrał poród. Tytuł scenariusza „Jesteśmy sami na świecie” miał się pojawić praktycznie od razu.

Wszystkich zafascynowała ta historia, ale głównym tematem byłyby powody dla których chłopiec nie przyznał się, jak ukrywał to tak długo. Wreszcie fakt, że ojciec dziewczyny nie zainteresował się zaginięciem córki. W mojej koncepcji, to wszystko wypada jako nieważne. Tematem filmu będzie samo zdarzenie, a więc – od przyjęcia dziewczyny i chłopca do meliny, do urodzenia dziecka i odkrycia całej historii. (…) Cała strona moralna nie istnieje – chłopiec jest mężczyzną, który w zwierzęcy, biologiczny sposób broni samicy, mającej mieć małe – pisał Andrzej Wajda w swoich zapiskach z kwietnia 1957 roku.

Scenariusz był gotowy pod koniec czerwca 1957 roku. Rozpoczęły się poszukiwania aktorów do głównych ról. Wajda ostatecznie wybrał Grażynę Staniszewską (późniejszą Danuśkę z „Krzyżaków”) i Jerzego Jogałłę. Oboje potem zagrali w następnym filmie reżysera, czyli „Popiele i diamencie”. W pozostałych rolach w „Jesteśmy sami na świecie”, mieli wystąpić Tadeusz Łomnicki (w roli profesora z psem, który zaprzyjaźnia się z parą nastolatków), Roman Polański, Leszek Herdegen i Adam Pawlikowski (w rolach chuliganów próbujących zgwałcić młodą dziewczynę ale rezygnujących z tego kiedy widzą, że jest ona w ciąży) oraz Kalina Jędrusik (w roli prostytutki). Autorem zdjęć miał być Mieczysław Jahoda.

Na dwa dni przed zdjęciami

Tekst reżysera i Kotowskiej trafił do oceny Komisji Scenariuszowej, która w PRL decydowała, które filmy będą realizowane, a które nie. Jej członkowie nie byli zachwyceni projektem „Jesteśmy sami na świecie”.

Wszyscy członkowie komisji wypowiedzieli się negatywnie o założeniach i koncepcji scenariusza. (…) Prezes zupełnie przekreślił scenariusz, nazywając go dziecinnym – bez dramaturgii, bez sensu. I udzielił nagany Zespołowi, że taki tekst stawia na kolegium – zapisał Wajda w czerwcu 1957 roku.

Jednak po konsultacjach zaleconych przez komisję scenariuszową materiał, z trudem został skierowany do produkcji.

Całą ekipą wyjechaliśmy pod Szczecin, w okolice dzisiejszych Polic. Tam był fantastyczny, „księżycowy” krajobraz – tereny całkowicie zniszczone od bombardowania, genialny dla filmu. (…)Na dwa dni przed zdjęciami przyniesiono telegram: mamy natychmiast wracać, zdjęć nie będzie, film został wycofany przez naczelne władze – wspominał Janusz Morgenstern, znakomity polski reżyser.

Zadziałała cenzura, skrywana pod pretekstem m.in. tego, że scenopis nadaje się najwyżej na film średniometrażowy.

Żądają ode mnie zaprzestania pracy lub poprawek. Jest koncepcja, żeby przenieść akcję w czasy okupacji. Ale to nie ma sensu. Odrzucam projekt i filmu nie realizuję – zanotował Wajda w swoim notesie pod datą 28 października.

Kilka tygodni później zaczął przygotowania do „Popiołu i diamentu”. I to już koniec historii nienakręconego w Szczecinie i Policach filmu „Jesteśmy sami na świecie”. W 2016 roku w zbiorach Filmoteki Narodowej, odnaleziono fotosy ze zdjęć próbnych, gdy Wajda poszukiwał aktorów do głównych ról. Można je obejrzeć na stronie internetowej tej instytucji.

 

Prestiż  
Grudzień 2024