Dla jednych to sport ekstremalny. Dla innych – forma medytacji, droga do poznania własnego ciała i umysłu. Freediving, czyli nurkowanie na wstrzymanym oddechu, zdobywa coraz większą popularność również w Polsce. Lata temu fenomen tej dyscypliny, ubrany w poetycką opowieść, pokazał światu francuski reżyser Luc Besson. Jego „Wielki błękit” do dziś ma status filmu kultowego i wziął udział w popularyzacji freedivingu.
Tak jak i w innych częściach świata, tak i w Szczecinie działa grupa pasjonatów tego sportu, skupionych wokół klubu Freedivers Szczecin. Wśród nich są prawnicy, architekci, nauczyciele akademiccy. Na co dzień wykonują zupełnie różne zawody, ale łączy ich jedno – fascynacja światem pod wodą i przekraczaniem własnych ograniczeń.
O tym, jak zaczęła się ich przygoda z freedivingiem, co daje im ten sport i dlaczego pod wodą można odnaleźć coś znacznie więcej niż tylko rekordowe wyniki, opowiadają Małgorzata Łączna, Agnieszka Różewicz i Szymon Olbrychowski.
Uzdrawiająca moc wody
Małgorzata przyznaje, że jeszcze dziesięć lat temu wcale nie planowała zostać freediverką. – Mój starszy brat dużo wcześniej zainteresował się freedivingiem. Mieszkał za granicą, gdzie ten sport był bardziej popularny i przez lata opowiadał mi o swoich doświadczeniach. Ja nie byłam przekonana. W końcu sprawił mi na urodziny kurs. Powiedział: „spróbuj, a jeśli ci się nie spodoba, będziesz mogła świadomie zrezygnować”. No i przepadłam – śmieje się.
Choć od dziecka uwielbiała wodę, długo nie myślała o nurkowaniu jako sporcie. – Zawsze odnajdywałam się pod wodą. Nawet kiedy praktykowałam pływanie, trener mówił rodzicom, że więcej czasu spędzam pod wodą niż na powierzchni. Kiedy podczas kursu poznałam techniki relaksacji, fizjologię freedivingu i zobaczyłam, jak wiele mogę osiągnąć dzięki świadomej pracy z własnym organizmem, wszystko nagle zaczęło mieć sens.
Dziś jest reprezentantką Polski w tej dyscyplinie i bierze udział w zawodach. Jej ulubioną konkurencją jest dynamika w monopłetwie. – Mój oficjalny rekord zawodów to 200 metrów – mówi Małgorzata. – Na treningu udało mi się przepłynąć 205,5 metra na jednym oddechu. Przy takim dystansie jestem pod wodą około 3 minut i 15–20 sekund. W statyce mój treningowy rekord to pięć minut.
Małgorzata nie ukrywa, że freediving wpłynął także na jej codzienne nawyki. – Dzięki niemu rzuciłam palenie. To był jeden z pierwszych kroków. Kiedy zaczęłam traktować treningi poważniej, zrozumiałam, że papierosy po prostu nie pasują do tego, co chcę robić. Czuję ogromną różnicę w samopoczuciu, odporności organizmu i możliwościach pod wodą – wyznaje.
Podkreśla jednak, że sport ten nie jest zarezerwowany wyłącznie dla osób o wyjątkowych predyspozycjach. – Oczywiście łatwiej jest komuś, kto ma dużą pojemność płuc czy dobre warunki fizyczne. To nie jest jednak najważniejsze – podkreśla. – Ogromną rolę odgrywa umiejętność relaksacji i radzenia sobie ze stresem. Stres zużywa tlen w błyskawicznym tempie. Freediving jest naprawdę dla każdego, niezależnie od wieku.
W tym roku Małgorzata została powołana do reprezentacji Polski na mistrzostwa świata federacji AIDA, największej na świecie organizacji non-profit zajmującej się rozwojem, edukacją i certyfikacją freedivingu. – Freediving bardzo się rozwija. Pojawił się już na The World Games, które są często traktowane jako przedsionek igrzysk olimpijskich. Jest więc szansa, że kiedyś zobaczymy tę dyscyplinę także na olimpiadzie. Jeszcze kilka lat temu był w Polsce sportem niszowym. Dzisiaj coraz więcej osób wie, czym jest i jak wygląda profesjonalne trenowanie – dodaje.
Dobre skutki uboczne
Agnieszka do freedivingu trafiła inną drogą. – Zawsze siedziałam w wodzie i szukałam czegoś, co pozwoli mi być w niej jeszcze bardziej – opowiada. – Najpierw spróbowałam nurkowania ze sprzętem. Byłam przekonana, że to będzie dokładnie to, czego szukam. Okazało się jednak, że butle i cały sprzęt mnie przytłaczają. Czułam się bardziej jak operator łodzi podwodnej niż człowiek zanurzony w wodzie.
To właśnie nurkowie sprzętowi podpowiedzieli jej, by spróbowała freedivingu. Wybrała się na pierwszy kurs i okazało się, że to strzałem w dziesiątkę. Najbardziej fascynuje ją nurkowanie głębokościowe. – To doświadczenie jest zupełnie inne niż basen – wyjaśnia. – Dochodzi ciśnienie, chłód, ciemność i niezwykła cisza. Dla mnie właśnie to pomaga wejść w stan całkowitego rozluźnienia.
Dla Agnieszki freediving jest przede wszystkim drogą rozwoju mentalnego. – To nie jest tylko relaks. To nauka koncentracji, uspokajania organizmu i psychiki. Tego bardzo mi brakowało – wyznaje. – Freediving dał mi przestrzeń, w której mogę się tego uczyć. A jednocześnie mam bardzo konkretny miernik postępów – metry przepłynięte pod wodą.
Jej rekord statycznego wstrzymania oddechu wynosi 4 minuty i 30 sekund. – Dla freediverów to wynik umiarkowany, ale dla mnie najważniejsze jest coś innego. Te liczby są tylko skutkiem ubocznym pracy nad sobą.

Medytacja na głębokościach
Dla Szymona freediving był naturalnym przedłużeniem wieloletnich zainteresowań medytacją, filozofią zen i technikami oddechowymi. – Od około 20 lat interesuję się medytacją. Chciałem także zgłębić pranayamę, jednak w Polsce trudno było znaleźć specjalistów zajmujących się stricte tą dziedziną. Większość osób koncentrowała się przede wszystkim na jodze jako pracy z ruchem i ciałem – opowiada. – Pamiętam, że już wtedy słyszałem o freedivingu. Moja siostra była – i nadal jest – nurkiem, więc opowiadała mi o ludziach, którzy potrafili przepływać pod wodą 200 metrów i wstrzymywać oddech przez pięć minut. Pomyślałem wtedy, że freediverzy muszą mieć niezwykłą wiedzę na temat oddechu i funkcjonowania organizmu.
Do freedivingu trafił jednak dopiero później. – W tamtym czasie intensywnie się wspinałem i nabawiłem się kontuzji barku. Poszedłem na basen z myślą o rehabilitacji, ale przypadkiem dowiedziałem się o organizowanym kursie freedivingu – kontynuuje opowieść. – Zapisałem się na niego zamiast na zwykłe treningi pływackie. I tak już zostało. Z czasem freediving zaczął zajmować w moim życiu coraz więcej miejsca, a wspinaczka zeszła na dalszy plan.
Dziś jest instruktorem i reprezentantem Polski. – To, co najbardziej fascynuje mnie w tej dyscyplinie, nie dotyczy samego poruszania się pod wodą – mówi Szymon. – Najważniejsze jest to, że wstrzymanie oddechu zmusza człowieka do zanurkowania w głąb siebie. Żeby osiągać dobre wyniki, trzeba nauczyć się wyciszać umysł i pracować z własnym wnętrzem.
Jego rekord statycznego wstrzymania oddechu wynosi od siedmiu do ośmiu minut. – Im bardziej pracujesz z umysłem, tym lepsze osiągasz rezultaty. Nurkowanie na wstrzymanym oddechu jest pod tym względem bardzo uczciwe. Pokazuje, jak dobrze potrafisz panować nad sobą – podkreśla.
Choć freediving często określany jest mianem sportu ekstremalnego, Szymon uważa, że wiele zależy od odpowiedniego przygotowania. – Jeśli przestrzegamy procedur i zasad bezpieczeństwa, ryzyko jest naprawdę niewielkie. Powiedziałbym nawet, że ściganie się rowerem po mieście bez kasku jest bardziej niebezpieczne niż prawidłowo uprawiany freediving.
Podkreśla również, że każdy człowiek ma naturalne zdolności do nurkowania. – W naszym organizmie działa tak zwany odruch nurkowy ssaków. Po zanurzeniu i wstrzymaniu oddechu organizm automatycznie obniża tętno i uruchamia mechanizmy oszczędzania tlenu. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy do tego stworzeni.

Szczecin pod wodą
I to właśnie z potrzeby wspólnych treningów powstało stowarzyszenie Freedivers Szczecin. – Wiedziałem, że w Szczecinie jest kilka osób trenujących ten sport, ale trudno było się organizować. Dzięki klubowi możemy trenować na 50-metrowym basenie SDS, zgodnie z zasadami bezpieczeństwa i pod odpowiednią asekuracją – wyjaśnia Szymon.
Dziś klub skupia zarówno osoby trenujące rekreacyjnie, jak i zawodników startujących na mistrzostwach świata. – Mamy już reprezentantów Polski. Ja i Małgosia starujemy w mistrzostwach świata federacji AIDA, ja dodatkowo startuję również w mistrzostwach świata federacji CMAS – mówi. – Żeby dołączyć do naszych treningów, najpierw trzeba ukończyć podstawowy kurs. Niezależnie od tego, czy ktoś chce nurkować dla przyjemności, czy marzy o zawodach. Freediving jest naprawdę dla każdego – podsumowuje.
Bo choć na pierwszy rzut oka chodzi o bicie rekordów i coraz dłuższe przebywanie pod wodą, wszyscy troje zgodnie przyznają, że najważniejsze dzieje się gdzie indziej. Nie pod powierzchnią morza czy basenu, ale we własnej głowie. To właśnie tam zaczyna się prawdziwe nurkowanie.









