Wszystkie wczesne produkcje Spielberga wyprzedzały epokę, w której powstawały, czyniąc z niego nie tylko Mistrza, lecz także Wizjonera współczesnego kina. Jego „Bliskie spotkania Trzeciego Stopnia” (1977) i „E.T.” (1982) należą do klasyki science fiction. W sarkastycznym ujęciu „Dzień objawienia” także rozmija się ze swoją epoką, ale… wstecz.
Choć to film z 2026 roku, „mentalnie” jest ewidentnie osadzony w latach 80. i 90. XX wieku, a cały mechanizm fabuły pozostaje archaiczny. Kino się zmieniło, a Spielberg pozostał wierny… sobie.
Wiele scen wydaje się dziwnie znajomych. To jednak nie plagiat, lecz kontynuacje i autocytaty z wcześniejszych jego produkcji. Powstał patchwork o nowoczesnym designie, zszyty ze starych materiałów. Niektóre sceny budzą uśmiech politowania, inne rozczulają, kolejne po prostu żenują.
Autorem scenariusza jest David Koepp. Jego pomysł jest przeładowany wątkami. Bohaterowie nieustannie za czymś gonią albo przed czymś uciekają, a jeśli nie, wygłaszają patetyczne monologi. Film składa się z blisko dwugodzinnego prologu oraz niespełna kwadransowego finału, który trzeba przyznać wbija w fotel. Dla tych scen warto obejrzeć cały film. Problem w tym, że gdy temperatura opowieści osiąga apogeum, Spielberg urywa historię, pozostawiając większość pytań bez odpowiedzi. Nie wierzę, że to bezgraniczne zaufanie do widza.
Na ekranie oglądamy świat stojący na krawędzi III wojny światowej. Ludzie zamiast szturmować kościoły, cerkwie czy meczety oblegają… sklepy. Ogłoszenie światu, że UFO istnieje, ma większą siłę powstrzymania globalnego konfliktu niż religie. To jedyna czytelna wartość „Dnia objawienia”. Niestety zderzenie życia pozaziemskiego z religią sprowadza się do rozmowy Jane z zakonnicą i jej wymownego uśmiechu w finałowej scenie. Reszta ginie w patetycznych i żenujących monologach.
O czym jest więc „Dzień objawienia”? To przede wszystkim film Spielberga o filmach Spielberga. Paradoksalnie właśnie dlatego ogląda się go z napięciem i ciekawością. Jest tu science fiction, thriller, political fiction, dramat społeczny i kino katastroficzne. Są pościgi, strzelaniny, romans i sentymenty. Spielberg doskonale wie, jak zaczarować widza. To teoretycznie (sic!) eliksir kinowej ekstazy.
Słaby scenariusz nie pozwala aktorom stworzyć wyrazistych postaci. Spielberg co kilka minut otwiera nowe wątki, nie rozwijając poprzednich. Spośród gwiazd naprawdę błyszczy tylko Emily Blunt jako Margaret Fairchild. Jej przemiana od karierowiczki po niemal świętą została poprowadzona konsekwentnie i przekonująco. Josh O’Connor dobrzeodnajduje się w warstwie sensacyjnej, Colin Firth otrzymał postać niedokończoną, a Colman Domingo ciekawie wypada jako Hugo Wakefield. Spielberg mózgiem operacji ujawnienia światu „prawdziwej prawdy” uczynił kierownika produkcji filmowego planu. Ładny hołd dla kina.
W świecie filmu istnieje określenie „Spielberg’s face” – moment, gdy bohaterowie z przerażeniem patrzą na coś, czego widz jeszcze nie widzi. W „Dniu objawienia” takich scen nie brakuje, notabene „dyżurni szydercy” już stworzyli odpowiednie kompilacje. Mnie bardziej zaskoczyło gloryfikowanie telewizji. Rozbawiła mnie globalna pozycja lokalnej stacji KCXE z Kansas City i fakt, że Amerykanie oglądają ją na telefonach. Tak wyglądałaby przyszłość… w 1976 roku.
Zdjęcia Janusza Kamińskiego i muzyka Johna Williamsa są kontrapunktem dla niedoskonałości scenariusza. To dzieła wybitne. Kamiński łamie klasyczne osie akcji i utrzymuje widza w niepewności. Finałowe sceny objawienia są wizualnie oszałamiające. Muzyka 94-letniego Williamsa zachwyca melancholią i subtelnością. Efekty specjalne robią ogromne wrażenie, poza nieco zbyt baśniowymi sekwencjami ze zwierzętami.
„Dzień objawienia” pozostaje bajką dla dużych dzieci – tych, którzy pamiętają „E.T.” i „Bliskie spotkania Trzeciego Stopnia”. Spielberg chciał demaskować teorie spiskowe, tymczasem raczej dolewa oliwy do ognia. Przypomnijcie sobie Teddy’ego i Dona z „Bugonii” Yórgosa Lánthimosa. Oni właśnie po obejrzeniu takich filmów zdecydowali się na swój „dzień objawienia”. No chyba, że będzie sequel – „Dzień objawienia 2”.








