Dr Marek Łuczak – komisarz policji, doktor historii, poszukiwacz zaginionych i skradzionych dzieł sztuki (odzyskał wiele z nich), pisarz – ma na swym koncie kilkadziesiąt książek poświęconych m.in. historii Szczecina, prezes Pomorskiego Towarzystwa Historycznego, przez niektórych nazywany zachodniopomorskim Panem Samochodzikiem. Można długo wymieniać czym się zajmuje. Ale jego pasja muzyczna i dorobek z nią związany są trochę mniej znane. A przecież nagrał już kilka płyt.
Znalazły się na nich Twoje kompozycje czy też współpracujesz z kimś przy ich tworzeniu?
Całość nowej płyty skomponowałem sam w swoim studio w Szczecinie. Współpracowałem, jednakże z grupą moich ulubionych muzyków, czyli Natalią Grzywacz, która zaśpiewała wszystkie piosenki, Stellą Karalis – skrzypce, Kasią Kupny – wiolonczela oraz Odysem Karalisem – syntezatory. Istnieje wiele emulacji smyczków, ale tak jak elektroniczne skrzypce brzmią całkiem nieźle, to dopiero prawdziwa wiolonczela oddaje ducha instrumentu – to po prostu słychać. W jednym utworze dodatkowo zagrali Jacek Młodzik na basie i Piotr Wojciechowski na perkusji.
To tylko utwory instrumentalne czy także piosenki?
Generalnie piszę piosenki. Częściowo instrumentalna płyta, to moje eksperymenty z muzyką etniczną – czyli płyta From Africa, to Middle East z 2019 roku. Znalazło się tam jednak tez kilka utworów. śpiewanych, m.in. przez kilku muzyków z Kenii i Ugandy. Ciągnie mnie do muzyki etnicznej różnych krajów, to jak odkrywanie innych światów za pomocą dźwięków.
Jakie gatunki muzyki preferujesz?
Wychowałem się na muzyce elektronicznej, moimi idolami byli Depeche Mode, OMD, Moby. Jednakże słuchałem też takich zespołów jak Metallica czy Stare Dobre Małżeństwo. Każda dobra muzyka jest dobrą muzyką, niezależnie od gatunku czy instrumentów. Są na tym świecie dźwięki i ich sekwencje, które są nam po prostu bliskie i w których otoczeniu czujemy się dobrze. Przejąłem z wszystkich gatunków to, co mi się w nich najbardziej podobało i stworzyłem styl Outsidera, czyli połączenie pięknych lirycznych wokali z elektroniką i smyczkami.
Kto pisze teksty do Twoich piosenek?
Teksty są moją twórczością. Wydaje się to trudne, jednak słuchając melodii czy jakichś sekwencji mózg sam generuje do nich słowa i zdania. Sztuką jest potem nadanie im sensu, by łatwa do zapamiętania prostota rymów nie zabijała przekazu i rzeczy, które chcesz opowiedzieć i które są ważne.
Gdzie i z kim nagrywasz?
Mam swoje studio w domu. Z czasem udało mi się skompletować całkiem ciekawe instrumentarium. Moje najstarsze instrumenty pochodzą z lat 70-tych XX wieku. Mam też kilka klasycznych syntezatorów m.in.: Moog Sub 37, Mother, Virus A, Virus Ti, Korg TR-Rack, MS-20, Novation Supernova II, Basstation, Yamaha EX5R, CS6X, Roland XV-3080, samplery Emu, Akai. Generalnie korzystam z nich wszystkich jednak, jednak większość ma wartość sentymentalną i muzealną. Mam nawet Unitrę B1z 1975 roku. Jednak nie zachwyca ona brzmieniem. Czasami mam jakiś pomył i jadę do Odysa Karalisa, który ma również potężny arsenał syntezatorów w swoim studio i dyskutujemy który motyw lepiej zabrzmi, lub który bas użyć. W końcu każdy z instrumentów brzmi trochę inaczej i z tysięcy brzmień trzeba wybrać to najlepsze. W swoim studio mam dobry system Universal Audio z 20 zewnętrznymi procesorami, które przejmują obliczenia większości efektów i system monitorów odsłuchowych firmy Neumann. Ważne jest by umieć w pełni wykorzystywać sprzęt, który się posiada.
Ile płyt do tej pory wydałeś?
Dotychczas ukazało się 6 płyt, które wydaję jako Outsider: Waiting for the night (2016), Broken (2017), Tanger (2018), Between Heart and Mind (2018), Silence (2019) i From Africa to Middle East (2019). W tej chwili wysłałem do masteringu materiał na nową płytę. Ważne jest by przed wydaniem materiału posłuchał go ktoś, kto wcześniej tego nie znał i wprowadził drobne poprawki. Po prostu ogładził całość. Robię też to samo dla innych muzyków. Daje to po prostu inną perspektywę. Jako twórcy przyzwyczajamy się do własnych dźwięków i z czasem przestajemy słyszeć niedoskonałości.
Zysk ze sprzedaży Twoich płyt jest przeznaczany na cele charytatywne. Jakie?
Mam ten komfort, że jestem policjantem i autorem książek o historii Szczecina. Muzyka nie jest wiec moim źródłem utrzymania i poświęcam jej czas, kiedy chcę a nie kiedy muszę. Dochód ze wszystkich płyt przeznaczyłem na cele charytatywne. Cały nakład jest przekazywany do fundacji, która pomaga osobom zmagającymi się z chorobami nowotworowymi, lub innymi przeciwnościami losu. To moja inwestycja w lepszy świat, uważam, że muzyka powinna czemuś służyć. Dopóki mogę będę starał się pomagać ludziom. Nową płytę postaram się wydać na wiosnę i także będzie wspierać cele charytatywne.








