- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Fryderyk X w Szczecinie, czyli królewska wizyta od kuchni

Strona głównaStyl życiaLudzieFryderyk X w Szczecinie, czyli królewska wizyta od kuchni

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

To była pierwsza wizyta koronowanej głowy w Szczecinie od 1911 roku. Wtedy pojawiła się w nim królowa Szwecji Wiktoria. Tym razem stolicę Pomorza Zachodniego odwiedził, ogłoszony w połowie stycznia tego roku królem Danii, Fryderyk X. W swoją pierwszą zagraniczną podróż udał się do Polski. Monarcha gościł w Warszawie i w Szczecinie, który odwiedził już (wraz z małżonką), jeszcze jako książę, 10 lat temu. Jaki był program jego tegorocznej wizyty, z kim się spotkał, co jadł, gdzie spał, co zobaczył w Szczecinie, co mu się u nas przydarzyło i jaki jest Fryderyk X prywatnie zapytaliśmy Andrzeja Preissa – znanego szczecińskiego adwokata, Konsula Honorowego Królestwa Danii, dziekana lokalnego Korpusu Konsulów Honorowych oraz jednego z głównych organizatorów pobytu monarchy w stolicy Pomorza Zachodniego

Czy brał Pan udział w przygotowaniach do poprzedniej wizyty Fryderyka X w Szczecinie, wtedy jeszcze księcia?

Tak, miałem tę przyjemność.

Tamta wizyta, książęca, bardzo różniła się od tej, dopiero co zakończonej, królewskiej?

Powiedziałbym, że różniła się o tyle, że teraz była poświęcona głównie gospodarce. Natomiast w trakcie poprzedniej wizyty ten element był znacznie skromniejszy. To po pierwsze. Po drugie tamto wydarzenie miała spore znaczenie dla Korpusu NATO w Szczecinie, bo to był wtedy jeden z zasadniczych celów wizyty księcia z małżonką.

Wizyta księcia 10 lat temu również zaczęła się w Warszawie.

Owszem, podobnie jak teraz, stolica Polski była pierwszym punktem programu. Ale mam wrażenie, że wtedy pobyt w stolicy był obszerniejszy niż tym razem. Aczkolwiek teraz również istotnym elementem był aspekt gospodarczy wizyty.

Książę został królem 14 stycznia tego roku. Ale jego wizyta w Polsce i Szczecinie była zaplanowana już dużo wcześniej.

Była planowana dość długo. Ambasada i ambasador Danii w Polsce stoczyli ciężki bój, aby tę wizytę utrzymać. Również z powodu m.in. szczecińskich inwestycji firmy Vestas. Nagle nastąpiła zmiana władzy w Danii, więc byliśmy pełni niepokoju czy ta wizyta dojdzie do skutku. Ale przyjęto taką jej formułę mniej oficjalną. Dlatego w Szczecinie król pojawił się sam. Duńczykom niezwykle zależy na rozwoju Szczecina. Jestem zbudowany postawą ambasadora tego państwa, bo on praktycznie ze Szczecina nie wyjeżdża (śmiech).

Pan towarzyszył królowi przez cały czas jego pobytu w Polsce i Szczecinie?

– Reklama –

spot_img

Poza inauguracją inwestycji firmy Vestas.

No to prześledźmy królewską wizytę w stolicy Pomorza Zachodniego. Przybył do niej w czwartek 1 lutego wieczorem.

O godzinie 16 wylądował na lotnisku w Goleniowie pasażerski samolot duńskich sił zbrojnych z królem na pokładzie. Zwróciliśmy uwagę, że samolot miał już namalowane godło króla a nie królowej.

Kto powitał duńskiego monarchę?

Wojewoda zachodniopomorski jako gospodarz terenu, duński generał – zastępca dowódcy Korpusu NATO oraz ja.

Był tradycyjny bochenek chleba i sól?

Nie (śmiech), ale była wichura (śmiech).

Żądnych problemów z lądowaniem, opóźnień?

Nie, wszystko było w porządku, zgodnie z planem. Z lotniska, w towarzystwie policyjnej eskorty, przejechaliśmy do Szczecina. Król udał się następnie na krótki odpoczynek. A podejmował go hotel Radisson Blu.

Dlaczego akurat wybrano ten hotel?

– Reklama –

spot_img

To była decyzja strony duńskiej. W pewnym momencie, jeszcze na etapie przygotowywania wizyty, rozważany był inny hotel. Ale podnosiłem argumenty i wszyscy się z nimi zgodzili, że blokowanie centrum miasta przejazdem kolumny samochodów i policyjnej eskorty może spowodować spore utrudnienia, a nie chcieliśmy, aby mieszkańcy miasta czuli się niezadowoleni z powodu królewskiej wizyty.

Do dyspozycji króla oddano jakiś apartament, czy całe piętro hotelu?

Nie mam wiedzy na ten temat. Ale dysponuje on wyremontowanym, eleganckim, bardzo ładnie zrobionym Apartamentem Prezydenckim. Myślę więc, że oddano go właśnie do dyspozycji króla.

Po odpoczynku zaplanowano wizytę w Filharmonii Szczecińskiej. To niedaleko z hotelu. Zazwyczaj mówi się, że król chadza piechotę tylko do jednego miejsca. Czy tym razem zrobił wyjątek od tej reguły?

Tym razem nie (śmiech). Zastanawialiśmy się żartobliwie czy czasem nie będzie chciał przybiec do filharmonii (śmiech), bo Fryderyk X codziennie biega, uprawia jogging. Jego ochrona, ścisła, grzeczna i nie rzucająca się w oczy, bardzo tego nie lubi. Bo król ma w zwyczaju nie mówić, dokąd pobiegnie. Ale do filharmonii przyjechał w samochodowej kolumnie.

W Szczecinie król też biegał?

Według mojej wiedzy tak. Ale nie widziałem tego (śmiech).

Rano wstaje, wkłada dresy i biega w towarzystwie ochroniarza?

Król regularnie, co roku, bierze udział w tzw. Biegach Królewskich w najważniejszych duńskich miastach. Jest wysportowany, regularnie ćwiczy, poza tym jest byłym komandosem.

I to takim z prawdziwego zdarzenia.

Brał udział w jakichś akcjach bojowych?

Tego nie wiem. Natomiast jest na pewno wszechstronnie wyszkolony militarnie. Służył w wojsku, w jednostce specjalnej.

No to ochrona chyba jest tylko taką pewną ceremonialną koniecznością. Król był silnie chroniony w trakcie szczecińskiej wizyty?

W skład jego osobistej ochrony wchodziło dwóch ludzi. Ale generalnie przyjęte jest, że ochrona spoczywa na barkach strony przyjmującej. W naszym przypadku zajęła się więc nią Służba Ochrony Państwa.

Król pojawia się w filharmonii. Jakie wrażenie na nim zrobiła ta wizytówka Szczecina? Zauważył specjalne oświetlenie budynku na jego cześć, w polskich i duńskich barwach?

Nie wiem, czy miał okazję, bo samochód podjechał w taki sposób, że musiałby mocno zadzierać do góry głowę. Budynek na pewno zrobił na nim wrażenie oraz 400 osób w jego wnętrzu. Uroczystość zaczęła się od krótkich mów powitalnych. Pierwszą wygłosił prezydent Szczecina Piotr Krzystek, w języku angielskim, w bardzo dobrym wydaniu i jakości. Następnie krótką mowę wygłosił Fryderyk X, a potem marszałek województwa. Kolejnym punktem była miła uroczystość udekorowania niżej podpisanego Złotą Odznaką Gryfa Zachodniopomorskiego…

Gratulujemy

Dziękuję serdecznie. A potem była część biznesowa. Ale nie było kameralnych spotkań. Część gości towarzyszyła królowi w trakcie zwiedzania filharmonii, zwłaszcza reprezentacyjnej Złotej Sali. Cała uroczystość zakończyła się o godzinie 22. Ale król wyszedł wcześniej.

Udał się na spoczynek? Lunch?

Na lunch było już chyba za późno.

Coś jadł w ogóle tego dnia?

W hotelu.

W piątek rano pewnie trochę pobiegał przed kolejnymi spotkaniami.

Już o godzinie 8.30 pojechał na wyspę Ostrów Brdowski, gdzie ma powstać fabryka firmy Vestas, aby wziąć udział w ceremonii wmurowania kamienia węgielnego pod ten zakład. Tam niestety nie byłem, miałem inne obowiązki. Ale około godziny 10, razem z dyrektorem Adamem Opatowiczem, witaliśmy króla w progach Teatru Polskiego w Szczecinie. Tam Fryderyk X chwilę odpoczął a następnie wziął udział m.in. w podpisaniu listu intencyjnego między Zarządem Morskich Portów Szczecin i Świnoujście a przedstawicielami portu Esbjerg do czego doszło w Sali Szekspirowskiej. Miałem także przyjemność zaprezentować królowi kilka teatralnych sal. Pieszo, schodami, bo ochrona zabroniła używać windy. Byłem zdziwiony tym faktem, ale to podobno z powodu jej zbyt małej powierzchni – za mało osób się do niej mieściło, mam na myśli ochronę. Fryderyk X był zainteresowany nową zmodernizowaną siedzibą teatru. Ale spodobało mu się, że pozostało sporo elementów po dawnym budynku i nawet fajnie zażartował na ten temat mówiąc do mnie: „Bo jak Pan Konsul wie, ja mieszkam w starych budynkach” (śmiech). Jest bardzo miłym człowiekiem. Ma fantastyczne poczucie humoru.

Jest wyluzowanym człowiekiem, bezpośrednim, czy stwarza wokół siebie jakąś barierę?

Absolutnie nie. Oczywiście trzeba się zachowywać stosownie w jego obecności i np. nie starać się obłapywać króla (śmiech). Ale naprawdę jest przeuroczym człowiekiem. I taki był także w trakcie poprzedniej wizyty w Szczecinie.

Czy w jego towarzystwie jest ściśle przestrzegana etykieta?

Przy poprzedniej wizycie była zabawna historia. Prowadziłem parę książęcą na spotkanie w siedzibie Starego Ratusza. Tam było przewidziane spotkanie z przedstawicielami duńskiego biznesu. Kilka godzin wcześniej pojechałem do ratusza, bo mam taki zwyczaj, że chcę wcześniej zobaczyć warunki w jakich będą przebywać goście. Niestety, z przykrością, ale muszę to powiedzieć, byłem zmartwiony stanem toalety.

I niestety księżna skorzystała z niej. Ale bardziej mnie martwiło, że tam od ulicy, do wejścia do ratusza prowadzą „kocie łby”. Nietrudno o potknięcie. Zadzwoniłem więc do marszałka województwa z prośbą o interwencję w tej sprawie. Rano, na „kocich łbach”, stał podest, w dodatku opatrzony czerwonym dywanem. Świetnie to było zrobione.

Wracając do teatru…

Królewska wizyta nie trwałą w nim zbyt długo. Po części oficjalnej, kiedy odprowadzałem Fryderyka X doszło do pewnej zabawnej sytuacji. Kiedy schodziliśmy po schodach w pewnym momencie królowi wypadła z etui moneta, maleńka, chyba jednokoronówka, którą otrzymał na spotkaniu chwilę wcześniej w prezencie. Pamiątkowa moneta – na awersie wizerunek królowej matki a na rewersie – podobizna nowego króla. Moneta spadła na schody a ja byłem zachwycony reakcją króla. Bo nikt, oprócz niego, nie zdążył zareagować. Fryderyk X błyskawicznie się schylił i ja podniósł. Myślałem, że będę szybszy, ale jednak nie (śmiech). Nikt nie był szybszy, nawet ochrona, która szła z tyłu. Kiedy król podniósł monetę powiedziałem, że to na szczęście. Zaczął się śmiać, bo nie wiedział, że jest taki przesąd.

Nie przydeptał jej?

No nie, tego też nie znał. Ale podniósł ją tak szybko, że nie zdążyłem już mu tego podpowiedzieć (śmiech)

Król i osoby mu towarzyszące opuszczają teatr i udają się na lunch w rewelacyjnie odnowionej XIX-wiecznej Willi Lentza. To już trzecia, po filharmonii i teatrze, wizytówka miasta.

Był nią zachwycony. A przypominam, że przecież twierdzi, że mieszka tylko w starych budynkach (śmiech). Prezydent Szczecina zaprezentował tam pewien dokument z archiwum miasta dotyczący małżeństwa między Zofią, córką Bogusława X z dynastii Gryfitów a księciem Fryderykiem I Holsztyńskim, późniejszym królem duńskim. Potem chwila dla fotoreporterów i lunch. W towarzystwie prezydenta miasta, wojewody, wicewojewody, marszałka i jego dwóch zastępców, ambasadora Królestwa Danii w Polsce oraz adiutanta dowódcy Korpusu NATO.

Co się znalazło w menu?

Bardzo przyjemny lunch przygotował hotel Radisson Blu,

W wysmakowanym stylu, nieduże porcje a dania kuchni skandynawskiej. Przekąska, ryba, mięso do wyboru oraz deser.

I wino czerwone oraz białe, w symbolicznej ilości oczywiście. Po lunchu król spotkał się z w Wielonarodowym Korpusie Północno-Wschodnim z duńskimi żołnierzami i ich rodzinami.

I to by ostatni punkt pobytu Fryderyka X w Szczecinie.

Jak Pan ocenia tę wizytę?

Była bardzo udana i korzystna dla Szczecina i na pewno podnosząca rangę miasta. Jestem z niej bardzo zadowolony.

Czy będzie następna?

Tu jest kłopot. Polega na tym, że zgodnie z duńską tradycją król odwiedza oficjalnie inne państwo tylko raz. Matka króla – królowa Małgorzata była w Polsce dwa razy. Raz oficjalnie w 1993 roku, a drugi, kilka lat później, już jako artystka, bo ona jest choreografem i kostiumologiem. Jej projekty są często wykorzystywane w spektaklach operowych i teatralnych. Jest królową, ale cały czas się tym zajmuje i bardzo to lubi.

Czyli w najbliższym czasie raczej nie spodziewajmy się kolejnej wizyty w Szczecinie Fryderyka X?

Trudno powiedzieć. To nie jest takie proste.

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać