Moja kolejna wizyta w Berlinie była w dużej mierze podporządkowana sztuce – plan obejmował kilka wystaw, które chciałam zobaczyć w różnych częściach miasta. Jednym z najważniejszych punktów tej artystycznej trasy była wizyta w Fotografiska Berlin, miejscu wyjątkowym nie tylko ze względu na prezentowane tam fotografie, ale też historię samego budynku. O tej przestrzeni, a przede wszystkim o wystawach, dwóch legendarnych artystów – Antoniego Corbijna i Bruce’a Gildena – więcej w tym wydaniu.
Budynek, który pamięta wiele
Zanim widz zacznie obcować z fotografią Corbijna czy Gildena, najpierw trafia do miejsca, które samo w sobie jest opowieścią o Berlinie – jego zmianach, pęknięciach i nieustannym przepisywaniu historii. Fotografiska Berlin mieści się w dawnym Friedrichstrassenpassage przy Oranienburger Strasse 54, w sercu dzielnicy Mitte. Ten monumentalny gmach, wzniesiony w latach 1907–1908 według projektu Franza Ahrensa, miał być symbolem nowoczesnego handlu i elegancji. Szybko jednak stał się świadkiem zupełnie innych losów – od bankructwa luksusowego pasażu, przez przejęcie przez markę AEG w latach 20., aż po mroczny rozdział II wojny światowej, kiedy budynek pełnił funkcję więzienia dla robotników przymusowych.
Po wojnie, w czasach NRD, obiekt popadał w coraz większą ruinę, by w latach 80. zostać częściowo rozebranym. Prawdziwy zwrot nastąpił jednak po zjednoczeniu Niemiec – od 1990 roku przez ponad dwie dekady działał tu legendarny squat Kunsthaus Tacheles, jedno z najważniejszych miejsc alternatywnej kultury w Berlinie. Artystyczny chaos, performance i spontaniczne wystawy współistniały tu z surową, postindustrialną przestrzenią, tworząc mit miejsca wolności twórczej.
Dziś, po gruntownej renowacji przeprowadzonej m.in. we współpracy ze studiem Aisslinger, budynek odzyskał strukturę, ale nie utracił pamięci. W 2023 roku otwarto tu berlińską siedzibę Fotografiska – muzeum, które łączy wysokiej klasy fotografię współczesną z doświadczeniem miejsca. Zwiedzający mogą nie tylko oglądać wystawy na światowym poziomie, lecz także korzystać z restauracji, kawiarni oraz umiejscowionego na dachu budynku baru. Ponadto ze świetnie zaopatrzonej księgarni i sklepiku, ale także
a może i przede wszystkim, natknąć się na ślady dawnego Tacheles. Mamy tu m.in. zachowane graffiti, które przypomina, że ta przestrzeń nigdy nie była „czysta” ani jednoznaczna. Ten budynek jest znakomitym przykładem tego jak łączyć stare z nowym, nie wyburzając całkowicie przy tym historii. Dodatkową wartością tego miejsca jest także to, że kupując bilet wstępu na wystawy jest on ważny przez cały dzień, niezależnie od tego, ile razy w ciągu dnia wejdziemy i wyjdziemy z Fotografiski. A teraz trochę o wystawach, które warto zobaczyć tutaj w najbliższym czasie.
Corbijn – popkultura zapisana w obrazie
Na początek Anton Corbijn (wystawa potrwa do 20 września br.), wybitny fotograf i reżyser, nadworny fotograf U2, dokumentalista Joy Division, nieoficjalny członek Depeche Mode. Artysta w tym roku świętuje 50-lecie swojej kariery i postanowił je celebrować właśnie w Berlinie, który także znalazł się na wielu jego pracach, począwszy od całej identyfikacji wizualnej albumu U2 „Achtung Baby”, po artystów pochodzących z Berlina. 70-letni holenderski fotograf pojawił się w Fotografisce osobiście, m.in. podpisywał albumy i zdjęcia oraz celebrował swój jubileusz.
A jest co celebrować, bo wystawa w Fotografisce obejmuje kilkaset prac – od intymnych portretów muzycznych legend, m.in. wspomniani Depeche Mode, U2, Joy Division, a także Nirvana, David Bowie, Kylie Minogue, Nick Cave, James Brown, po ikony popkultury, takie jak Kate Moss, David Lynch czy Johnny Depp a także prace wideo.
Anton Corbijn zaczynał w bardzo skromnych warunkach, co w dużej mierze ukształtowało jego późniejszy styl. Charakterystyczna ziarnistość i mocny kontrast jego fotografii nie były początkowo świadomym wyborem estetycznym, lecz efektem ograniczeń sprzętowych i braku dostępu do profesjonalnego oświetlenia. Z czasem te „braki” stały się jego znakiem rozpoznawczym i jednym z najbardziej charakterystycznych elementów wizualnego języka. W świecie muzyki szybko zyskał status kogoś więcej niż tylko fotografa. Nazywany bywa „wizualnym architektem rocka”, bo jego wpływ na wizerunek takich zespołów jak U2 czy Depeche Mode wykraczał daleko poza pojedyncze sesje zdjęciowe. Tworzył całe koncepcje wizualne, projektował okładki płyt i współtworzył estetykę, która na lata zdefiniowała ich obecność w kulturze popularnej. Współpraca ta obejmowała również reżyserię teledysków, które dziś uchodzą za klasyki gatunku. Z czasem Corbijn rozszerzył swoją działalność o kino. Jego debiut fabularny „Control” z 2007 roku, opowiadający o Ianie Curtisie z Joy Division, został bardzo dobrze przyjęty i nagrodzony na wielu festiwalach. Później zrealizował także m.in. „Amerykanina” z Georgem Clooneyem w roli głównej.
Do dziś pozostaje wierny pracy poza klasycznym studiem fotograficznym. Najchętniej korzysta ze światła zastanego i fotografuje ludzi w ich naturalnym otoczeniu.
Gilden – surowość, która odsłania człowieka
Druga wystawa, którą koniecznie trzeba obejrzeć w Fotografiska, to poruszające, mocne fotografie Bruce’a Gildena. Wystawa „Why These?” prezentuje 41 fotografii wybranych osobiście przez amerykańskiego artystę. To swoisty autorski przegląd jego twórczości – od ikonicznych ujęć z Coney Island, Haiti, Nowego Jorku i Tokio, które prowadzą widza przez najważniejsze projekty z wczesnego etapu kariery artysty. Uzupełnieniem ekspozycji są wielkoformatowe wydruki, pokazujące jego przejście na cyfrową fotografię kolorową, rozpoczęte w 2013 roku. Ta zmiana otworzyła nowy rozdział w jego pracy, jednocześnie nadając jej bardziej współczesny wymiar, bez utraty charakterystycznej intensywności.
Fotografie Gildena nie mają w sobie nic z estetyzacji rzeczywistości – przeciwnie, są bezpośrednie i konfrontacyjne. Użycie lampy błyskowej wydobywa z portretowanych osób każdy szczegół, każde spojrzenie, które zostaje w pamięci na długo po obejrzeniu zdjęcia. To obrazy outsiderów i osób zwykle pomijanych, żyjących na społecznym marginesie. Fotograf nie tylko się im przygląda, ale oddaje ich obecność i człowieczeństwo w najbardziej surowej formie. Z tej pozornej brzydoty, z tych tatuaży, blizn, siniaków, zmarszczek i bruzd wydobywa się prawdziwe piękno. A jest one ukryte w spojrzeniu fotografowanych osób. Warto podejść bliżej zdjęć i spojrzeć w oczy ich bohaterom.
Gilden wychował się na nowojorskim Brooklynie, a jego ojciec był twardym człowiekiem, który miał za sobą gangsterską przeszłość. Artysta w wywiadach otwarcie mówi, że dorastał w gniewie i właśnie ten wewnętrzny ładunek emocjonalny przekłada na dynamikę swoich kadrów. Studiował socjologię, ale pod wpływem filmu „Powiększenie” (Blow-Up) Michelangelo Antonioniego kupił swój pierwszy sprzęt i uznał to za swoje powołanie. Na berlińskiej wystawie, oprócz barwnych portretów, znajdują się także jego fotoreporterskie czarno-białe prace. Gilden lubi fotografować ludzi na ulicy z ukrycia albo z zaskoczenia. Lubi wchodzić także w konkretne społeczności, jak to było na przykład w czasie jego podróży do Japonii. Pokazał kraj Kwitnącej Wiśni od jej ciemnej strony, łącznie z członkami Yakuzy, których także fotografował.
Fotografiska Berlin nie jest więc jedynie kolejnym punktem na mapie muzeów, ale przestrzenią, w której fotografie zaczynają działać jak lustro – niewygodne, intensywne, czasem wręcz konfrontacyjne. W zestawieniu Corbijna i Gildena wyraźnie widać dwa różne języki obrazowania, które jednak łączy wspólna wrażliwość na człowieka i jego obecność w świecie. Jeden buduje mit i estetykę ikony, drugi rozbija iluzję i pokazuje to, co zwykle odrzucone. Berlin, z całą swoją warstwowością i historią, wydaje się być idealnym tłem dla takiego dialogu.
















