Kontrapunkt – Master Class

Przegląd Teatrów Małych Form Kontrapunkt wszedł w drugie półwiecze, ale dostojny wiek festiwalu nie ma najmniejszego wpływu na jego kondycję. Pod względem artystycznym 51. edycja festiwalu była niezwykła udana, zobaczyliśmy teatr świeży i odważny.

O ile ubiegłoroczne wydanie epatowało niezrozumiałymi eksperymentami z pogranicza teatru i performancu, to w tym roku zobaczyliśmy teatralną esencję, tego co modne, wyraźne, soczyste, aktualne i kłujące… Jak mantra pojawiało się określenia „kryzys” i „inni” i „tożsamość”, ale przyporządkowane wielu aspektom trudnego „dziś”. Na szczęście, ów kryzys nie dotykał formalności prezentowanych przedstawień, nie zdarzyła się ani jedna repertuarowa pomyłka. Festiwal otworzyli aktorzy TR Warszawa spektaklem „Ewelina płacze” w reżyserii Anny Karasińskiej. Ta produkcja zyskała wielką sympatię publiczności i najwyższe uznanie jurorów, którzy przyznając twórcom aż dwie nagrody (Nagrodę Magnolii oraz Nagrodę Promocyjną im. K.Krzanowskiego), użyli następujących argumentów: „aktorzy bawiąc się swoją tożsamością, zadają ważne pytanie o to, co znaczy dzisiaj bycie sobą”. Reżyserka otrzymała nagrodę za „błyskotliwość, inteligencję i konsekwencję w tworzeniu wypowiedzi”. Ja się pod tym podpisuję, dodam jedynie, że „Ewelina płacze” to cholernie smaczna teatralna strawa, świetnie doprawiona (sporą dawką bezpretensjonalnego humoru) i lekkostrawna. Wielkie emocje wśród publiczności budziła kolejna propozycja – „Maria Callas. Master Class” stołecznego OCH–Teatru z Krystyną Jandą w roli słynnej śpiewaczki. Aktorskiego mistrzostwa Jandzie nie sposób odmówić, ale sam spektakl okazał się jedynie poprawnie skrojoną mieszczańską farsą, bez inscenizacyjnych fajerwerków. „Aktorzy żydowscy” Teatru Żydowskiego w Warszawie w reżyserii Anny Smolar to oprawiona w oryginalną, pozornie improwizowaną formę, opowieść o tożsamości tytułowych aktorów i znacznie szerzej… Mądry finał na długo pozostanie w pamięci widzów – zasłużona główna nagroda jury: po to jest właśnie teatr. Także stołeczny Teatr Powszechny pokazał „Nieznośnie długie objęcia” według tekstu i w reżyserii Iwana Wyrypajewa. Na scenie czwórka aktorów, ascetyczna scenografia, minimalistyczna forma – monologi wygłaszane przez mikrofon. Mimo skromnych środków, twórcom spektaklu udało się wciągnąć widzów do świata bohaterów, piekielnie trudnego i smutnego świata. Po wyjściu ze spektaklu trudno było wrócić do rzeczywistości. Spektakl zasłużenie zdobył festiwalowe Grand Prix, zagłosowało na niego dwie trzecie widzów, a aktorski kunszt docenili jurorzy. Warto zauważyć, że ta realizacja w (nomen omen) kontrapunkcie do bydgoskiego fajerwerku pomysłów pokazała, że by opowiedzieć ciekawą historię, nie trzeba podawać tekstu stając na wyciągniętej z wnętrzności dwunastnicy opierając się o żebro. Wygrała czysta forma. Pokusie wykorzystania możliwie wielu środków artystycznego wyrazu ulegli także twórcy „Baala” w berlińskim Deutsches Theater. Jeśli miałbym nazwać to co zobaczyłem, to była by to hybryda określeń: obleśne, brzydkie, odpychające… Na szczęście części nie widziałem, gdyż przysnąłem. Jeśli za coś chwalić „Baala”, to wrażenie robił niespotykany w polskich teatrach inscenizacyjny rozmach. Nieco zawiodła propozycja „Bella Figura” Yasminy Rezy w reżyserii guru nowego niemieckiego teatru Thomasa Ostermeiera okazała się jedynie tradycyjnie skrojoną obyczajówką, bez żadnych eksperymentów i oczekiwanych odważnych teatralnych zabiegów. Przyjemnością za to, było oglądanie na żywo Niny Hoss – wielkiej gwiazdy niemieckiego kina. Kolejny raz na Kontrapunkt zawitał belgijski performer Benjamin Verdonck, zwany przez publiczność „Pomysłowym Dobromirem”. Znów nie zawiódł widzów, pokazując symboliczną przypowieść przy pomocy zmyślnej machiny. Za „nie każdy błądzi kto wędruje” Verdonck otrzymał od jurorów nagrodę za największą osobowość festiwalu. Słusznie. Ostatnią z konkursowych propozycji był multimedialny spektakl „Deep Dish” austriackiej formacji Liquid Loft. Pokazali możliwości ludzkiego ciała, piękno natury i to, jak technika oszukuje mózg. Przy okazji potwierdzili, że sztuka abstrakcyjna ma korzenie w naturze. Wielka szkoda, że spektakl nie otrzymał żadnej z festiwalowych nagród. Na finał widzowie obejrzeli głośną realizację duetu Monika Strzępka/Paweł Demirski„ Nie-boska komedia. Wszystko powiem Bogu!” – niezwykle krwista (także dosłownie), odważna i dynamiczna opowieść o rewolucji i okrutnym zjawisku, tu zaznaczonym jako antysemityzm, ale tak naprawdę o naszej polskiej ksenofobii, niebezpiecznie wymykającej się definicji, z dnia na dzień radykalizującej się. Kontrapunkt znów udowodnił siłę i rolę teatru. W sam raz na trudne czasy, w jakich przyszło nam żyć: raz pomoże zrozumieć ten paskudny świat, a innym razem pozwoli o nim zapomnieć…