„Artyści to są wybrańcy. Posiadają zawód, który pozwala im być po części dzieckiem, po części odpowiedzialnym dorosłym, ale cały czas się bawić. I myślę, że o to tu chodzi” – mówi bohaterka naszej okładki, aktorka związana głównie z Teatrem Współczesnym Beata Zygarlicka.

I z pewnością wie co mówi, bo w swoim dorobku posiada ponad 100 ról teatralnych i filmowych. Rozmowa z nią jest gęsta, emocjonalna, pełna przemyśleń i trafnej oceny rzeczywistości. O „mózgotrzepach”, Florianie, buddyzmie, byciu niewidzialną i uwielbianą jednocześnie – rozmawiał Daniel Źródlewski, który zna teatr i zna prywatnie Beatę Zygarlicką.

A jak o Teatrze Współczesnym mowa, postanowiliśmy wziąć na warsztat wygrany projekt, który wywołał prawdziwą burzę. Hit czy Kit? Krematorium czy dzieło nawiązujące do Bauhausu? Opinie są oczywiście skrajne i podzielone. Postanowiliśmy podsumować temat – zebrać merytoryczne opinie zwolenników i przeciwników projektu.

„Wojna jaka wybuchła w Szczecinie, po ogłoszeniu zwycięskiego projektu jest chyba jednym z najważniejszych sporów ostatnich lat o wizję miasta, jego zagospodarowanie oraz inwestycje, które mogą stać się kolejnymi wizytówkami i atrakcjami stolicy Pomorza Zachodniego” – pisze nasz korespondent „wojenny” Darek Staniewski.

Ostatni raz doszło do tego w 2007 roku. Wtedy wielu mieszkańców Szczecina rozgrzała do czerwoności koncepcja budowy nowej Filharmonii. Projekt, który został wybrany mówiąc delikatnie nie wszystkim się podobał, nawet słynny dyrygent Jerzy Maksymiuk nazwał filharmonię „blaszakiem”. Do dziś dla niektórych, to nie śmiała i nowoczesna koncepcja, która budzi dumę, uznanie i podziw, ale po prostu zwykły barak z blachy falistej. Niezależnie od marudzących malkontentów z biegiem lat okazało się, że budynek zaprojektowany przez hiszpańskich architektów jest wizytówką naszego miasta znaną w całej Europie i w dodatku został obsypany deszczem prestiżowych nagród.

Osobiście nie znam się na architekturze więc się nie wypowiadam w temacie projektu Teatru Współczesnego, mogę powiedzieć jedynie, że po pobycie za kulisami w obecnej siedzibie byłam niemile zaskoczona warunkami w jakich pracują aktorzy. Mam wrażenie, że każda tymczasowa siedziba będzie lepsza od tego, co zobaczyłam. Kolejna sprawa, której będę się przyglądać, to koszt inwestycji oszacowany na 300 milionów złotych. Już pojawiają się głosy, że będzie to co najmniej 400 milionów, a kto wie czy nie więcej… Pożyjemy, zobaczymy.

 

Prestiż  
Kwiecień 2026