Ile ubrań wystarczy na weekend? Jak spakować kosmetyki w podróż samolotem? Gdzie schować leki, ładowarki, dokumenty? I jakim cudem mały plecak ma pomieścić to wszystko, co wydaje się niezbędne? Na te wszystkie i inne ważne pytania odpowiedziała Laila Szaranek, influencerka i pasjonatka podróży.
Wiele osób stresuje się pakowaniem bardziej niż samą podróżą. Ty masz już za sobą 47 odwiedzonych krajów. Wypracowałaś może własny system?
Tak, chociaż zauważyłam, że są rzeczy, o których zapominam regularnie. Najczęściej jest to… szczoteczka do zębów albo piżama. (śmiech) Pakuje się je na samym końcu, po wieczornej toalecie, więc bardzo łatwo o nich zapomnieć. Kilka dni przed każdym wyjazdem tworzę w telefonie listę z możliwością odhaczania. Wpisuję wszystko, co chcę zabrać, ale też rzeczy charakterystyczne dla konkretnego wyjazdu. Jeśli wiem, że mam zaplanowaną kampanię albo kupiłam sukienkę, którą koniecznie chcę założyć we Włoszech, od razu zapisuję ją na liście. W dniu wyjazdu pozostaje już tylko odhaczać kolejne pozycje. Ta metoda uratowała mnie wiele razy.
Masz jakiś podróżniczy patent, który za każdym razem się sprawdza, a wciąż niewiele osób o nim wie?
Mam ich kilka. Jednym z nich jest rolowanie ubrań – zajmują mniej miejsca i mniej się gniotą. Jeśli zabieram coś naprawdę dużego, na przykład puchową kurtkę albo suknię z tiulu, korzystam z worków próżniowych. Po odessaniu powietrza ubrania stają się niemal płaskie, więc w walizce mieści się znacznie więcej rzeczy. Trzeba tylko upewnić się, że w miejscu, do którego lecimy, będzie odkurzacz. Mam też sprawdzony patent na nadbagaż: Jeśli wiem, że moja walizka jest przepełniona, kupuję w strefie bezcłowej butelkę wody i proszę o dużą reklamówkę. Pakuję do niej dodatkowe rzeczy. Zgodnie z prawem każdy podróżny może zabrać na pokład jedną reklamówkę z zakupami ze strefy bezcłowej, więc jeszcze ani razu nie musiałam dopłacać za nadbagaż. (śmiech)
Gdybyś miała wskazać pięć rzeczy, bez których nigdy nie ruszasz w podróż, co znalazłoby się na tej liście?
Na pierwszym miejscu są oczywiście dokumenty. Zaraz po nich telefon – najlepiej naładowany, z powerbankiem albo ładowarką pod ręką, bo dzisiaj bilety najczęściej mamy w wersji elektronicznej. Bardzo ważne jest również ubezpieczenie. W krajach Unii Europejskiej korzystam z karty EKUZ, ale warto pamiętać, że nie zawsze oznacza ona całkowicie bezpłatne leczenie. W niektórych państwach trzeba pokryć część kosztów z własnej kieszeni. Poza Europą zawsze wykupuję dodatkowe ubezpieczenie. To niewielki wydatek, a sama przekonałam się, że w razie problemów potrafi zaoszczędzić naprawdę duże pieniądze. Na mojej liście jest też fizyczna karta płatnicza. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do płacenia telefonem, ale są miejsca, gdzie to nie działa. Podczas jednej z moich ostatnich podróży, na Saharze w Maroku, okazało się, że nie mogłam zapłacić ani telefonem, ani kartą w terminalu. Potrzebowałam fizycznej karty tylko po to, żeby wypłacić gotówkę z bankomatu. Piąta rzecz to leki. Zarówno te przyjmowane na stałe, jak i podstawowe środki przeciwbólowe czy na problemy żołądkowe. Warto wcześniej sprawdzić przepisy kraju, do którego lecimy. Niektóre leki wymagają recepty, czasem nawet przetłumaczonej na język angielski. Wszystkie takie informacje można znaleźć na stronie GOV.pl.

City break i dwutygodniowe wakacje to dwie zupełnie różne historie. Jak zmienia się Twoje podejście do pakowania w zależności od długości wyjazdu?
Przy krótkich wyjazdach podchodzę do pakowania zdecydowanie bardziej na luzie. Na dwa czy trzy dni nie potrzebuję wielu rzeczy, ograniczam kosmetyki do minimum i nie zabieram całej pielęgnacji. Zwykle wystarcza mi plecak albo mały bagaż podręczny. Przy dłuższych podróżach wszystko planuję znacznie dokładniej. Staram się wybierać ubrania, które można ze sobą swobodnie łączyć. Jedne spodnie pasują dokilku bluzek, jedna kurtka do większości stylizacji. Bardzo podoba mi się też trend, który ostatnio pojawił się w mediach społecznościowych – pakowanie metodą „3×3”, nazywaną też pakowaniem na sudoku. Polega na przygotowaniu dziewięciu elementów garderoby: trzech topów/koszulek, trzech dołów – spodni, spodenek i trzech okryć wierzchnich. Z takiego zestawu można stworzyć wiele różnych stylizacji, a jednocześnie zabrać znacznie mniej rzeczy. Wypróbowałam tę metodę i świetnie się sprawdza, zwłaszcza jeśli w szafie dominują ubrania, które łatwo ze sobą zestawić, albo mamy szafę tzw. „kapsułową”.

Media społecznościowe pokazują głównie piękne kadry z podróży, ale za nimi kryją się również mniej przyjemne doświadczenia. Miałaś taką sytuację?
Takich sytuacji było kilka. Jedna z nich wydarzyła się w Nowym Jorku, kiedy pękła mi soczewka kontaktowa. Nie miałam zapasowej pary i byłam przekonana, że bez problemu kupię nowe, tak jak w Polsce. Okazało się jednak, że w Stanach Zjednoczonych soczewki są wyrobem medycznym i nie można ich kupić bez recepty. Na szczęście w salonie optycznym trafiłam na bardzo życzliwą osobę. Opowiedziałam, co się wydarzyło, a pracownica podarowała mi jednodniowe soczewki testowe – dokładnie na tyle dni, ile zostało do końca mojego pobytu. Od tamtej pory zawsze pakuję zapas. Nawet pozornie drobna rzecz potrafi uratować cały wyjazd.
Zdarzyło Ci się kiedyś, że linie lotnicze zgubiły Twój bagaż?
Tak i na szczęście tylko raz. Leciałam do Los Angeles z bagażem podręcznym, który miał zostać ze mną na pokładzie. Przy odprawie okazało się jednak, że samolot jest pełny i moja walizka trafi do luku bagażowego. Miałam przy sobie AirTaga, ale został w plecaku, bo zakładałam, że oba bagaże będą cały czas ze mną. Niestety właśnie ta walizka zaginęła. Nie miałam jej przez trzy dni. Zostałam właściwie tylko z ubraniami, które miałam na sobie. Dopiero po trzech dniach linia lotnicza dostarczyła walizkę do hotelu. Mało osób wie, że w takiej sytuacji przysługuje zwrot kosztów za zakup najpotrzebniejszych rzeczy. Limit nie jest jasno określony, ale zazwyczaj mówi się o kwocie 50–100 dolarów dziennie. Najpierw trzeba zapłacić z własnej kieszeni, zachować paragony, a później linia lotnicza zwraca pieniądze. Od tamtej pory wszystkie najważniejsze rzeczy mam zawsze przy sobie – dokumenty, leki, ładowarki, podstawowe kosmetyki i komplet ubrań na zmianę. Jeśli walizka zaginie, jestem na to przygotowana.

Chyba jeszcze większy stres pojawia się wtedy, gdy zorientujemy się, że nie mamy przy sobie dokumentów. Tobie przydarzyła się właśnie taka sytuacja w Rzymie – skradziono Twój dowód osobisty. Co zrobić w takiej sytuacji?
Na szczęście był to dzień mojego powrotu do Polski, więc po wyjaśnieniu całej sytuacji zostałam wpuszczona na pokład samolotu. Gdyby wydarzyło się to wcześniej, pierwszym krokiem byłoby zgłoszenie kradzieży na lokalnej policji. Otrzymujemy wtedy dokument potwierdzający zgłoszenie, który w wielu przypadkach pozwala kontynuować podróż. Czasami konieczne jest wyrobienie dokumentu tymczasowego w ambasadzie lub konsulacie, ale często wystarcza właśnie zaświadczenie z policji.
Zgubiona walizka to jedno, ale zdarza się też, że odbieramy ją z taśmy i… wygląda, jakby przeżyła własną podróż dookoła świata. Wiele osób macha wtedy ręką. Słusznie?
W takiej sytuacji absolutnie nie warto odkładać sprawy na później. Jeśli walizka jest uszkodzona, trzeba zgłosić to jeszcze na lotnisku, zaraz po jej odebraniu. Dzięki temu linia lotnicza nie będzie mogła podważyć, że zniszczenie powstało już po opuszczeniu lotniska. W zależności od sytuacji przewoźnik może pokryć koszt naprawy albo wypłacić odszkodowanie za uszkodzony bagaż.
Jest jakaś podróżnicza historia, o której dziś opowiadasz z uśmiechem, choć wtedy wcale nie było Ci do śmiechu?
Oj, zdecydowanie. Leciałam z Berlina do Nowego Jorku. Przed lotem kupiłam na lotnisku pizzę z salami, bo wiedziałam, że podczas ośmiogodzinnej podróży może się przydać. Większość lotu przespałam, więc nawet jej nie zjadłam. Po przylocie podczas kontroli granicznej zgodnie z prawdą powiedziałam, że mam przy sobie jedzenie. Funkcjonariusz zapytał, co znajduje się na pizzy. Odpowiedziałam, że salami. W jednej chwili atmosfera zrobiła się bardzo poważna. Zabrano nasze paszporty, zaprowadzono nas na dodatkową kontrolę i dokładnie sprawdzono cały bagaż. Okazało się, że do Stanów Zjednoczonych nie wolno wwozić mięsa. Na szczęście skończyło się tylko na wyrzuceniu jedzenia, ale była to cenna lekcja.
Czasami największą niespodzianką podróży (nie oszukujmy się, że niepożądaną) okazuje się… wielogodzinne czekanie na lotnisku.
Dokładnie. Jeśli samolot dotrze do miejsca docelowego z opóźnieniem wynoszącym co najmniej trzy godziny i jest to wina linii lotniczej, pasażerowi może przysługiwać odszkodowanie. W zależności od długości trasy wynosi ono od 250 do nawet 600 euro. Wniosek składamy bezpośrednio do przewoźnika. Warto pamiętać, że pierwsza odmowa nie zawsze oznacza koniec sprawy. Nie warto odpuszczać. Linie lotnicze często odrzucają zgłoszenia, licząc na to, że pasażer zrezygnuje. Sama raz uzyskałam 250 euro odszkodowania za opóźniony lot do Rygi – cały city break zwrócił mi się z nawiązką. (śmiech).
Jest coś, co większość z nas pakuje zupełnie niepotrzebnie? Taka rzecz, która tylko zajmuje miejsce w walizce i wraca do domu dokładnie w takim samym stanie
W większości hoteli dostępne są ręczniki oraz podstawowe kosmetyki, takie jak żel pod prysznic czy szampon. Wystarczy wcześniej upewnić się, że obiekt je zapewnia.
Po tylu podróżach wciąż lubisz wracać do Polski?
Bardzo. Paradoksalnie im więcej podróżuję, tym bardziej doceniam to, co mamy na co dzień. Czyste miasta, poczucie bezpieczeństwa, łatwy dostęp do opieki zdrowotnej czy po prostu dobre jedzenie. Tego często nie zauważamy, dopóki nie zobaczymy, jak wygląda codzienność w innych krajach. Podróże uczą pokory i otwierają głowę, ale jednocześnie pokazują, że wiele rzeczy w Polsce naprawdę działa bardzo dobrze. Chyba właśnie dlatego zawsze z przyjemnością wracam do domu.
Dziękuję za rozmowę.
- Sprawdź wymagania linii lotniczej. Wymiary bagażu różnią się w zależności od przewoźnika, a nawet centymetr może oznaczać konieczność dopłaty kilkudziesięciu euro. Warto zmierzyć walizkę lub plecak jeszcze w domu.
- Sprawdź przepisy kraju, do którego lecisz. Dotyczy to zarówno leków, jak i produktów spożywczych czy przedmiotów, które chcemy przywieźć lub wywieźć. Niektóre ograniczenia potrafią naprawdę zaskoczyć.
- Wszystkie najważniejsze rzeczy zawsze miej przy sobie. Dokumenty, telefon, ładowarkę, leki, kartę płatniczą i jeden komplet ubrań.

Influencerka pochodząca ze Szczecina i pasjonatka podróży. Jak sama przyznaje, miłością do podróży zaraziła ją mama, która od najmłodszych lat zabierała ją na wspólne wyjazdy. Na swoim Instagramie inspiruje do odkrywania świata na własnych zasadach, pokazując nie tylko efektowne kadry z kolejnych zakątków globu, ale również praktyczne wskazówki dotyczące organizacji wyjazdów. Odwiedziła już 47 krajów.









