Film otwiera cytat z Oscara Wilde’a: „Człowiek powinien być zawsze zakochany. Dlatego właśnie nigdy nie powinien się żenić”. Nieprzypadkowo staje się on kluczem interpretacyjnym tej historii. Reżyserka Olivia Wilde (pseudonim inspirowany słynnym pisarzem) przekonuje, że największym zagrożeniem dla miłości nie jest zdrada, lecz rutyna i oswojenie. Prowadzi swoich bohaterów przez serię bezlitośnie szczerych rozmów o pożądaniu, bliskości i rozczarowaniu.
Tytuł tego filmu powinien brzmieć „Zaproszenia”. Proszeni na kolację sąsiedzi stają się jedynie pretekstem do kolejnych zaproszeń – do otwartości, szacunku, zaufania, czułości, namiętności, odwagi, a przede wszystkim do rozmowy. Olivia Wilde stworzyła bardzo potrzebny film o emocjach oraz tłumionych potrzebach i tęsknotach.
Opowieść została podzielona na wyraźne rozdziały, a napięcie w każdym kolejnym konsekwentnie narasta. Angela i Joe zapraszają na kolację sąsiadów – Piñę i Hawka. Początkowo spotkanie przypomina niezręczny wieczorek zapoznawczy, szybko jednak zamienia się w emocjonalny pojedynek, podczas którego wychodzą na jaw skrywane frustracje, lęki i niespełnione pragnienia.
Scenariusz Willa McCormacka i Rashidy Jones płynnie przechodzi od komedii przez dramat psychologiczny aż po erotyczny thriller. Dialogi są inteligentne, błyskotliwe i pozbawione moralizatorstwa. To one stanowią największą siłę filmu.
Ogromne wrażenie robi muzyka Devonté Hynesa. Nie ilustruje wydarzeń, lecz organizuje emocjonalny rytm opowieści. Powściągliwe kompozycje na smyczki i fortepian narastają wraz z temperaturą rozmów, a scena ze znakomicie wykorzystaną „Habanera” z „Carmen” należy do najbardziej sugestywnych momentów filmu.
Dużą rolę odgrywają także zdjęcia Adama Newport-Berry. Operator prowadzi kamerę tak, jakby był piątym uczestnikiem kolacji. Zagląda za framugi, obserwuje bohaterów z sąsiednich pomieszczeń i zamienia zwyczajne mieszkanie w labirynt emocji oraz tajemnic.
Największym zaskoczeniem filmu wydaje się rola Setha Rogena jako Joe. Aktor, który przyzwyczaił do komediowej siły, tym razem tworzy głęboki i szczegółowy portret psychologiczny swojego bohatera. Balansuje między autoironią a bezradnością, próbując zachować twarz w sytuacjach, które coraz bardziej go kompromitują.
Olivia Wilde podziwiamy w „Zaproszeniu” w podwójnej roli – reżyserki i odtwórczyni Angeli. Jej bohaterka wydaje się racjonalna i uporządkowana, ale pod maską kryje się prawdziwa twarz – tęskniącej za czułością i uwagą kobiety. Wilde nie tworzy na szczęście rozhisteryzowanego oblicza swojej postaci, ale umiejętnie pokazuje jej narastającą frustrację i zmęczenie.
Edward Norton vel Hawk gra bardzo oszczędnie, by nie rzec ascetycznie. Jego bohater wydaje się najbardziej opanowany, choć skrywa wiele napięć. Przy czym nie ma w nim tandetnej efektowności, lecz precyzja i konsekwencja. To jest najbardziej widoczne we wzruszającym monologu o jego walce z traumą po stracie żony. Norton tworzy tu portret człowieka przekonanego o własnej kontroli, lecz z każdą chwilą okazuje się, że to jedynie starannie wykreowana iluzja.
Film kradnie Penélope Cruz! Jej Piña jest totalnie magnetyczna. Każda jej scena to absolutne czary… Tylko Cruz potrafi tak pokazać zmysłowość, inteligencję, ironię i poczucie humoru. Wystarczy uśmiech zawieszony o trzy sekundy za długo, spojrzenie uciekające w bok albo subtelna zmiana tonu głosu. Cruz z tych drobnych elementów misternie buduje Piñę, wokół której nagle zaczyna krążyć cała opowieść – jakby grawitacja filmu zmieniła swoje centrum. To ten magnetyzm!
Wszystkie te kreacje są znakomite. Jednak snuta opowieść oraz atmosfera i struktura filmu nie pozwalają na ich „czytanie” osobno. Jako że Devonté Hynes swoimi kompozycjami tak wyraziście określa rytm narracji, wykorzystam muzyczną terminologię – Rogen, Norton, Wilde oraz Cruz grają jak kwartet smyczkowy. Choć każdy instrument ma tu własną barwę, osobny charakter, to dopiero razem tworzą spójną kompozycję.
Wilde tworzy film, który z wielką szczerością i prawdziwością pokazuje współczesne oblicze miłości i bliskości, próbuje sportretować związki pełne sprzeczności, lęków i niespełnionych pragnień. To film o sztuce bycia razem. Bardzo trudnej sztuce…







