Szczecin ze względu na swój unikalny urbanistyczny „układ gwiaździsty” często nazywany był i jest „Paryżem Północy”. Dlaczego? W drugiej połowie XIX wieku rozpoczęto wielką przebudowę miasta inspirowaną właśnie stolicą Francji. Plac Grunwaldzki, plac Sprzymierzonych, plac Lotników, plac Odrodzenia, plac Szarych Szeregów zostały zaprojektowane na wzór układu urbanistycznego Paryża. Ale co to ma wspólnego z pewnym nieistniejącym (dla jednych to przykrość do dzisiaj, dla innych radość) już miejscem w centrum Szczecina? Chodzi o niezmiernie popularne przed laty „Dachy Paryża”. Pewnego rodzaju miejsce rozrywki i spotkań towarzyskich, centrum gastronomiczne oraz pijalnię alkoholi różnych na świeżym powietrzu. Czy jego nazwa jest jedynym skojarzeniem z Francją i jej stolicą? Otóż nie. Śmiało można powiedzieć, że w miejscu tym idealnie wypełniały się główne hasła Rewolucji Francuskiej – „Liberté, Égalité, Fraternité”, czyli „Wolność, Równość, Braterstwo”. Wielu ówczesnych bywalców cieszyło się tam nieskrępowaną wolnością np. obyczajów. Panowała swoista równość – nie było podziałów np. ze względu na stan społeczny, zawodowy lub wyksztalcenie. Często przy jednej ławie siedzieli np. sędzia, adwokat, policjant i… były skazany, albo inżynier, naukowiec i zwykły robotnik ze stoczni, artyści, wojskowi, lekarz z pacjentem, dziennikarze z redakcji gazet funkcjonujących w położonym nieopodal budynku prasy przy placu Hołdu Pruskiego itp. Również często można było zauważyć nici braterstwa, które nawiązywały się wśród uczestników konsumpcji, zwłaszcza po spożyciu pewnych dawek napojów wyskokowych oferowanych w tym przybytku. Skąd wzięła się tak dziwna i jednocześnie oryginalna nazwa tych pawilonów gastronomiczno-rozrywkowo-handlowych? Według niektórych wersji oficjalnie nazywało się je „Małą Kaskadą”. Ale powszechnie używano tej bardziej popularnej nazwy, czyli „Dachy Paryża”. Miała ona pochodzić od charakterystycznych, żółtych dachów z plastiku. Pawilony u zbiegu ówczesnej ulicy Obrońców Stalingradu (dziś Edmunda Bałuki) i Kaszubskiej postawiono w latach 70. ubiegłego wieku. Nie ucierpiały w trakcie wielkiego i tragicznego pożaru funkcjonującej obok sławnej „Kaskady” w kwietniu 1981 roku. Ruiny po kombinacie wyburzono i tym samym wszystkim mieszkańcom oraz turystom ukazały się „Dachy Paryża” w całej swej okazałości. Funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej a potem policji nie wspominają zbyt dobrze tego miejsca.
– Jednym słowem „mordownia” z salonem gier i małą gastronomią, przyciągająca meneli i przestępców z całego miasta. Z tego drugiego względu była dla nas bardzo wygodna. Bo często otrzymywaliśmy sygnały, że jakiś ścigany czy poszukiwany właśnie tam „ucztuje”. Wiedzieliśmy więc gdzie go można znaleźć. Ale często tam dochodziło do pijatyk i bijatyk, burd różnego rodzaju. Pamiętam, że nawet odnotowano jakieś morderstwo. Potem, w latach 90. pojawiły się tam narkotyki – wspomina Przemysław Nadolski, były funkcjonariusz szczecińskiej policji.
„Eldorado” skończyło się w 2003 roku. Działka, na której funkcjonowały „Dachy Paryża” należała do Powszechnej Spółdzielni Spożywców „Społem”. Kupili ją wtedy dwaj szczecińscy przedsiębiorcy. Po trzech latach sprzedali ten teren (nie trzeba tłumaczyć, że z zyskiem) niemieckiej firmie, która wybudowała na nim Galerię Kaskada. Pawilony zostały wyburzone w 2008 roku.









