Jednak przyszedł dzień w którym cała moja filozoficzna świadomość doznała przewrotu. Był to dzień w którym pierwszy raz wsiadłem na quada. Dosiadłem niepozorną choć wyżyłowaną Hondę „coś tam” z tylnim napędem. Wystarczyło 5 minut jazdy, gdy zacząłem się zastanawiać, czy oby samobójcy nie dostali dla siebie kolejnej alternatywy.