Wszędzie tam, gdzie prestiż...
Czy w przypadku filmu opartego na znanej powszechnie literackiej klasyce, można mówić o „spoilerowaniu”?
To hołd dla Rainera Wernera Fassbindera, a może interpretacyjny dialog czy pojedynek.
To nie jest zwyczajny film, to wizualny poemat.
W pierwszych scenach oglądamy obrazki z meksykańskich wakacji angielskich krezusów, właścicieli sieci rzeźni.
Amerykańska, stosunkowo zamożna, rodzina Brannock’ów marzy o przeprowadzce na nowojorskie przedmieścia.
W skrócie: chodzi o to, że każda nasza życiowa decyzja tworzy równoległy świat, który toczy się dalej podług jej efektów czy konsekwencji.
„Filip” to filmowe laboratorium ludzkich emocji, w której geopolityczna sytuacja jest jedynie papierkiem lakmusowym.